Share
Go down

Sklep z ziołami

on Wto Kwi 24, 2018 10:01 am

Re: Sklep z ziołami

on Wto Kwi 24, 2018 10:55 am
O dziwaczce ze sklepem zielarskim, nazywającą siebie Panią Gogol, dowiedziała się podczas udawania zwykłego człowieka, takiego, który w piątkowy wieczór idzie sobie strzelić jedno piwo, maksymalnie dwa (alkohol otumaniał, spowalniał refleks - dla drapieżnika było to nie do pomyślenia). Ktoś szeptał obok niej, tak cicho i ulotnie, jakby była to jakaś największa tajemnica; druga osoba zakończyła rozmowę sykiem, gdy nareszcie dostrzegła obok Annabelle, która starała się wyglądać na niezainteresowaną i pijaną; albo chociaż zainteresowaną jedynie tym, o czym pierdzielił jej łysy towarzysz, z którym dzisiaj miała się pobawić. Niemniej, zaintrygowana nowymi wieściami ulotniła się w chwili, gdy ten poszedł do toalety.
Wróciła do domu i poszukała informacji w... internecie.
Annabelle raczej nie była na bieżąco ze światem paranormalnym, chociaż wiedziała, że wiedza to władza i tak dalej. Była zajęta karmieniem swojej Bestii i zwykłą, ludzką codziennością, a to drugie było najokropniejszą rzeczą, którą kiedykolwiek robiła i to, o zgrozo, codziennie.
Nazajutrz, późniejszym wieczorem udała się do wspomnianego miejsca - było w tym trochę dramatyczności, tak pod osłoną nocy, ale lubiła trochę teatralności.
Pchnęła wrota. Była ciekawa, czy był to ktoś podobny niej, przynajmniej pod pewnymi względami, czy zwykła oszustka.
Do jej czujnych nozdrzy uderzył zapach ziół, Jezu, niemalże zakręciło jej się w głowie. Rozejrzała się po pomieszczeniu z niewinnością dziecka; na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało przeciętnie, to znaczy, jak na podejrzany sklep zielarski przystało. Ale Annabelle wiedziała, że to szczegół tworzy historię, więc zaczęła uważnie przyglądać się, szukając tego drobnego, małego czegoś, co powiedziałoby jej wszystko.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że pod płaszczykiem ciekawskiego, upierdliwego człowieczka, wyglądała trochę jak grasujące zwierzę. Jeszcze, żeby zaczynała wąchać wszystko dookoła i sikać, znacząc teren, ale była dobrze wychowanym potworkiem. Hau hau.

Re: Sklep z ziołami

on Wto Kwi 24, 2018 1:11 pm
Po przekroczeniu progu lokalu, klienci mają wrażenie, jakby nagle przeżyli podróż w czasie i przestrzeni do kiczowatego filmu o voodoo lub nadprzyrodzonego romansu dla nastolatek. Wysokie, bukowe szafy sięgające niemal sufitu uginają się bowiem od kolorowych fiolek, suszonych wianków lub bukietów, gdzieniegdzie w rozproszonym świetle można dojrzeć minerały o różnej wielkości i stopniu krystalizacji, a całego uroku dopełniają upiorne, słomiane laleczki, których oczy z guzików śledzą każdy krok, niczego niespodziewającego się klienta. Jeżeli tego byłoby mało, to jedynym źródłem światła są długie białe świece, a powietrze przesycone jest mocnym zapachem ziół, dodatkowo bo a jakże, nie mogło tu zabraknąć również, grubego, rudego kota z jednym okiem, pod którego krótkim futrem można było dostrzec dziesiątki różowych blizn. To miejsce zdaje się wyglądać jak wyciągnięte z mokrego snu scenarzysty tanich horrorów, są to jedynie pozory, gra pod publiczkę, stworzona dla zwykłych klientów, prawdziwa magia kryła się dalej, na zapleczu. Kiedy Anabelle przekracza próg pomieszczenie, słychać miedziany dzwoneczek równolegle z pełnym pogardy, kocim prychnięciem. Później jakby wszystko zamiera w niemym oczekiwaniu, aż są i one, kroki, którym towarzyszy ciche stukanie o różnym brzmieniu, jakby raz po raz trafiało w coś innego. W końcu zza obowiązkowej ściany z koralików wychodzi wysoka, ciemnoskóra postać z długą białą laską.
Helen rozgląda się chwilę po pomieszczeniu, po czym niby przez przypadek zatrzymuje twarz skierowaną wprost, w stronę nieproszonego gościa, który zdawał się nad wyraz chętnie myszkować w jej asortymencie.
- W czym mogę pomóc? – Pyta a głos jej przecina duszne powietrze przesiąknięte duszącym zapachem ziół.

Re: Sklep z ziołami

on Wto Kwi 24, 2018 1:40 pm
Zza zaplecza było słychać uderzenia w coś, zdecydowanie czegoś, co się zbliżało. Machinalnie spojrzała w tamtym kierunku; wyłoniła się długa, ciemna postać o kontrastującej lasce. Przyjrzała się jej ciekawie, jak kot widzący nową krzyżówkę myszy, ale ostatecznie, to wciąż była jedynie mysz.
- Och! - zrobiła niby zażenowaną minę, prosto z przyzwyczajenia, bo zwykle ludzie bywali trochę speszeni, gdy trochę za bardzo się gapili. - Dobry wieczór. - Postanowiła wciąż być tym dobrze wychowanym potworkiem. Ktoś musiał.
Ich spojrzenia się zetknęły; wydawać by się mogło, że oba podobnie przeszywające, jakby nie znały imienia towarzysza, ale wiedziały o każdej brudnej tajemnicy. Annabelle mimowolnie poczuła lekkie podniecenie, włoski stające dęba, dreszcz przebiegający po plecach; ale rozsądek mówił, że, jeśli to byłaby prawda, to wcale nie byłoby za dobre. Pani Gogol uchodziła za dziwaczkę. Annabelle uchodziła za nią jedynie trochę.
Sklep był bardzo ładnie poukładany, gdyby się tak zastanowić. Głupi człowiek zapytałby, czy miała jakiegoś pomocnika, ale Annabelle dobrze wiedziała, że nawet ślepy zna na pamięć swoje terytorium (a tak poza tym, nie słyszała o takowym).
Z jakiegoś powodu, Bestia zachichotała cicho. O co chodzi? Bestia nie odpowiedziała.
- Bardzo tutaj klimatycznie. Jak w filmach - powiedziała, jakby myślały o tym samym. - Nie boi się pani złych gości? - zapytała mimochodem, zerkając na jakąś niezwykle interesującą rzecz obok jej głowy. - Nie widzę żadnego strażnika, oprócz kota. Szczerze mówiąc, mój Maruda ma podobny wyraz twarzy - uśmiechnęła się niemalże sentymentalnie.
Ach, jak rozkosznie. Pogawędka o kotach w podejrzanym sklepiku, nocą, z niewidomą murzynką o kocich ulubieńcach.

Re: Sklep z ziołami

on Wto Kwi 24, 2018 2:37 pm
Kiedy Pani Gogol pojawia się w przejściu, na początku widać jedynie długą laskę i jasnoszare, prawie białe oczy, które mimo choroby zdają się widzieć wszystko bardzo wyraźnie, a może nawet zbyt wyraźnie. Po chwili, kiedy wzrok zaczyna się przyzwyczajać, pojawiają się kolejne szczegóły. Skórzane bransoletki, mieszki przyczepione do paska, dziwny, dużych rozmiarów ametyst, umiejscowiony w metalowej instalacji na szyi kobiety. Wszystko to w połączeniu z dość nietypowym otoczeniem sprawia, że bez wydawania głosu czy rzucania wymyślnych zaklęć, Pani Gogol przyprawia o gęsią skórkę samym swoim spojrzeniem.
Zastygła w między czasie, z twarzą skierowaną w stronę nieproszonego gościa, czeka. Oczekuje na odpowiedzi, kiedy jednak ich nie dostaje, przygryza lekko dolną wargę ze zdenerwowania. Odrzuca od siebie rzucane w jej stronę pytania, ochłapy informacji, które mają, prawdopodobnie odwrócić jej uwagę, uśpić czujność i wystawić ją na pożarcie bestii, jak sama siebie nazywa w swoich myślach.
Greebo podnosi się powoli, on również nie spuszcza spojrzenia z „klientki”. Coś mu się w niej nie podoba, prawdopodobnie zakomunikowałby to wszystkim głośno i wyraźnie, gdyby ktoś chciał go słuchać. Skoro jednak nikt nie przejawia takiej chęci. To siada trochę za nogami swojej opiekunki i z tamtej bezpiecznej przestrzeni, zamiera.
- W czym mogę pomóc? - Powtarza dobitniej, a w głosie zaczynają się pojawiać pierwsze ślady zniecierpliwienia. Za pięć minut ma rozpocząć się jej program, nie ma zamiaru się spóźnić, tylko dlatego, że jakaś trzepiotkę przyszła się trochę „poprzyjaźnić”.
Atmosfera miedzy dwiema kobietami gęstnieje, włosy się elektryzują, a napięcie rośnie. Dla normalnych ludzi byłoby to coś w stylu parnego i bezwietrznego momentu, zanim rozpocznie się nawałnica. Cisza przed burzą. Magia zdaje się wirować w powietrzu i za wszelką cenę, poszukuje ujścia, drogi która pozwoli jej wydobyć całą nagromadzającą się moc.
- Nie potrzeba strażnika, zawsze oddają. – Nie okrada się czarownic voodoo, to nigdy się nie opłaca, duchy nie zapominają, a ich wyobraźnia co do utrudniania życia wrogom jest bardzo bujna.

Re: Sklep z ziołami

on Wto Kwi 24, 2018 3:16 pm
Faktycznie, im więcej detali, tym bardziej murzynka pasowała do tego miejsca. Wszystko wydawało się współgrać z postacią pani Gogol. A pośrodku, niczym intruz, stała ona, zwykła, dobra Amerykanka.
Póki co, była skłonna uwierzyć, że nie była żadną oszustką; ci zazwyczaj robili jakieś idiotyczne błędy, Annabelle chwilowo nie widziała żadnego. Niemniej, nie traciła czujności.
Kot zwiał. No cóż, zwierzęta zazwyczaj jej nie lubiły, niektóre wręcz kipiały nienawiścią, co nie było zaskoczeniem. Nie lubiły, co robiła ich właścicielom. Uśmiechnęła się lekko do rudzielca. Ach, Maruda pewnie mógłby się dogadać z posępnym kotem ślepej dziwaczki.
Pokój niemalże wirował od magii. To raczej nie była wyobraźnia; ta preferuje nieco inne sprawy. Wciąż patrząc na nieruchomą sylwetkę właścicielki sklepu, spuściła powieki, patrząc spod rzęs, rozchyla usta oblizując je z mlaskiem, bo Annabelle zawsze pragnęła sztormu, gdy inni szukali portu, och tak. Nie trzeba było jej widzieć, żeby odczuwać jej zachwyt. Kiedyś ją to zabije.
- Z szamankami się nie zadziera? - stwierdziła rozbawiona. Znowu spojrzała gdzieś za jej głowę. Wypuściła ze świstem powietrze. - Chociaż ludzie nazywają panią wiedźmą. Czyż to nie urocze? Wystarczą zioła, laleczki, ekscentryczny wygląd i kilka incydentów i firma zrobiona - wzrusza ramionami. Przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu, tym swoim chłodnym, kalkulującym wzrokiem z twarzą bez twarzy, czysta maska bez emocji.
Podeszła do lady.
- Ciekawe, czy odczuwają tę magię? Mrowienia palców, dreszcze kręgosłupa. Czy mają ochotę zanurzyć w niej twarz, wchłonąć ją przez nozdrza i skórę? - zapytała lekko. Jakby mówiła o kremówkach w piekarni.
I znowu ta długa, nieznośna cisza. Pozwoliła czasu zwolnić, chociaż odkąd tutaj weszła, straciła jego poczucie.
- Przechodząc do rzeczy - klasnęła w dłonie, co musiało trochę zdekoncentrować, jak małe dziecko. Zrujnowała atmosferę bez wyrzutów sumienia. - Potrzebuję czegoś na bezsenność. - I to było szczere.

Re: Sklep z ziołami

on Sro Kwi 25, 2018 11:49 am
Sklepik z ziołami Pani Gogol pomimo wszechogarniającego kiczu i przerysowania, kipiał magią, taką pierwotną, czystą, mocą natury. Czy były to spowodowane duszącą wonią ziół, a może świecami, które rozpraszały mrok jedynie na słowo honoru? Zieloni w temacie będą się zachwycać wystrojem, tym że przez chwilę mogą poczuć się jak bohaterowie filmu, a wtajemniczeni, ludzie z otwartymi oczami dostrzegą więcej.
- Szamanka? Strasznie wydumana nazwa, ja tylko sprzedaje zioła. – Odbija piłeczkę. Mimo oczywistości jaką staje się natura obu kobiet, żadna z nich nie planuje wprost odkryć trzymanych przy orderach kart. Będą się tak przerzucać półsłówkami, aż którejś się nie znudzi i po prostu nie opuści pomieszczenia. Wiedźmy są jak koty, kiedy ofiara ucieka bawią się najlepiej. Spokojna, czekająca na śmierć, nie stanowi dla nich interesującej zabawki. - Lubią schematy, mój sklep się wpisuje w to czego oczekują więc wracają. Biznes rządzi się łatwymi prawami.
Wpatrzona w Annabelle, Helen wyczuwa jakiś niepokój, dyskomfort w okolicach lędźwiowego odcinka kręgosłupa, suchość w ustach i lekki posmak cytrusów. Coś niepokojącego jest w nieznajomej, czy to jej magiczne zdolności, a może to jak się nimi posługuje. Głosy w głowie czarnoskórej kobiety wyraźnie jednak dawały do zrozumienia, że powinno się utrzymywać kobietę na jak największą odległość, szczególnie od faktycznej, magicznej części sklepu.
- Nie zauważyliby jej nawet gdyby oberwali od niej pięścią w twarz. – Mówi trochę bardziej do siebie, ale w końcu zaczynają płynąć do celu. Nie ważne czy jest to prawdziwy powód przybycia kobiety czy nie, Helen będzie mogła dać jej co chce i odesłać z jej małej pieczary, by spokojnie wrócić do Milionerów.
Niechętnie odchodzi od koralikowego przejścia i stukając o kolejne meble, bardziej z przyzwyczajenia niż konieczności, podchodzi do kolejnych szaf, z których licząc kolejno półki i kupki bierze po kilka gałązek różnych roślin. Kiedy wszystkie ma już ze sobą, powoli, przeklinając pod nosem problemy z kręgosłupem podchodzi do lady. Cała otoczka tworząca się wokół pani Gogol sprawia, że ta zdaje się być o wiele starsza niż na to na pierwszy rzut oka wygląda? Czyżby powiększające się problemy ze zdrowiem były spowodowane zabawą z czarną magią za młodu? Prawdopodobieństwo jest bardzo duże, bo przecież nic nie ma za darmo.
- Tutaj ma pani suszony rumianek, eukaliptus i miętę. Włożyć w lniany woreczek pod poduszkę, powinno pomóc się zrelaksować przed snem. – Podaje pierwszą mieszankę kobiecie, po czym w kolejny woreczek pakuje kępę zielonych, owalnych liści. - To boldo robić napar, zalać wrzątkiem poczekać aż przestygnie, odsączyć liście, pić nie częściej niż cztery razy w tygodniu. Powinno pomóc uspokoić organizm. Jak nie pomoże to lekarz, medycyna naturalna nie jest niezastąpiona. Dziesięć dolarów.

Re: Sklep z ziołami

on Czw Kwi 26, 2018 3:13 pm
Kiwnęła głową na prostą odpowiedź pani Gogol o biznesie; no cóż, sama nie miała z tym za wiele wspólnego, chociaż brała gdzieś tam jeszcze pod uwagę oburzenie właścicielki, że wszystko miała swój cel i porządek, jak yin i yang, New Age i te sprawy. Trochę nudne, trzeba przyznać, ale nie mogła odmówić fachowości wypowiedzi.
- Ludzie zazwyczaj nie widzą dużo rzeczy i dla większości z nich to błogosławieństwo. No bo serio, Pani Gogol. Oni chcą tego - omiotła dłonią sklepik, jakby mogła to zobaczyć. - i chyba powinno im to wystarczyć. Łatwe do zaszufladkowania, zdefiniowania, a to lubią najbardziej - mówiła śpiewnie, chociaż lekko znudzona, jakby ten temat, który sama wywołała, wydawał się być błahy i stratą czasu.
Patrzyła na wysoką sylwetkę, jakimś cudem omiatając większą jej część za jednym razem. Trochę się gapiła, ale do tego pani Gogol winna być przyzwyczajona. Odprowadziła ją z powrotem do lady. Słuchała posłusznie, jak uczennica, chociaż prawdopodobnie i tak tego nie użyje; stłumione zmysły i instynkty nie było czymś, na co Annabelle mogła sobie pozwolić.
Dziesięć dolców! Dla niej, pisarki, to był majątek. Jedna z droższych wycieczek.
- Czy to możliwe, że nie chcesz, abym tutaj więcej przychodziła? - wytrzeszczyła oczy niemożliwie szeroko, co było komiczne, serio, gdyby murzynka mogła to zobaczyć. No bo, hej. Jeśli zioła nie pomogłyby, mogliby spróbować jakiegoś voodoo, oczyszczania energii, wypędzenia duchów, albo oczyszczenia drzewa rodowego na trzy pokolenia wstecz, o którym sama ruda nie miała pojęcia. Zachichotała.
- Wiesz co - cmoknęła pod nosem. - Wierzę, że z ludźmi potrafisz sobie poradzić. Ludzie są prości, tak po prostu - wzruszyła ramionami. - Ale co, gdy wpadnie tutaj jakiś jeden, albo o zgrozo, więcej tych młodych i ambitnych, którzy będą chcieli zniszczyć twoje voodoo, wygonić duchy, a może nawet i ciebie? Mam na myśli tych odważnych, od Boga, ślepych i z małymi fiutkami - mówi monotonnie, jakby jej własne wyreżyserowane wejście ją znudziło. No cóż, to nie był ten typ filmu, który lubiła. - Pozbędziesz się jednego, czy dwóch, trucizną lub laleczką. Ale gdzie tutaj zabawa? - stwierdza, wzruszając ramionami. Trudno znaleźć byłoby kogoś bardziej kapryśnego, niż Annabelle. Raz zabijała pistoletem, drugim trucizną, wolno lub szybko zabijającą, a za trzecim używała paska do spodni. Ofiary, oczywiście.
- Co sądzisz o oko za oko? - Czy to pytanie nie było ciapkę, hm, niefortunne? - Ząb za ząb.
Dlaczego zadowalać się jednym?

Re: Sklep z ziołami

on Pon Kwi 30, 2018 10:34 pm
Czas płynął nieubłaganie, nieustająco skracając ich życia i przybliżając do tego co okazało się być nieuniknione, czyli przegapienia przez Panią Gogol początku jej ulubionego teleturnieju. Przez cienkie ściany, prawie dawało się słyszeć cichy szum, dobiegający z włączonego telewizora, głos prowadzącego zapraszający nowego uczestnika na podium. Przez twarz czarnoskórej kobiety przechodzi grymas niezadowolenia, kiedy nieznajoma, zamiast zabrać swoje zakupy i opuścić jej przybytek, nadal tam stoi i jeszcze próbuje ją uczyć jak ma żyć.
Pani Gogol była cierpliwą kobietą, zwykle nigdzie jej się nie śpieszyło, czasami nawet zdarzały się dni, gdy udawało jej się zaszaleć i popołudniową herbatkę zamiast punkt piąta piła o piątej pięć albo szczęść. Zatrzymajmy tą szaloną karuzelę zabawy, zanim ktoś z niej wypadnie i nabije sobie guza.
Obecność drugiej wiedźmy działała jednak na Helen w sposób drażniący, były jak dwa zderzające się ze sobą fronty, jeden musiał ulec, jeżeli to wszystko miało nie skończyć się wielkim wybuchem. Problem był jednak taki, że czarownice nie należały do tych co to łatwo odpuszczają, zwłaszcza jeśli są święcie przekonane o swojej racji i wyższości, jaką posiadały przez sam fakt bycia tym kim były.
- Tylko oni – mruczy pod nosem, na twarzy cały czas utrzymując swoja pozbawioną emocji twarz.
Czyż nie było to smutne? Cała teatralność kobiety obecna w tych wszystkich gestach, przewracaniu oczami, machaniu rękami, była kompletnie ignorowana przez zielarkę. Nikt nie przejmował się jej zachowaniem, nawet Greebo, znudzony schował się gdzieś na tyłach zaplecza, jednym uchem nasłuchując, czy przypadkiem w końcu nie wydarzyło się nic interesującego.
- Jest mi to obojętne. Nie jestem cudotwórcą, jeżeli zioła nie zadziałają musisz wybrać się do lekarza, jeśli lekarz nie pomoże, no cóż na zapleczu mam trochę tojadu, wieczny odpoczynek może okazać się jedyną odpowiedzią na twoje problemy. – Nie będzie rytuałów, zaklęć, tańców w świetle księżyca, nie będzie ich już nigdy więcej, wszystko minęło razem ze wzrokiem. Od kiedy, świat stał się jedną wielką plamą, wszystkie księgi zostały ukryte, zapomniane i obrosły kurzem. Gogol nie chciała na nie patrzeć, pamiętać o cenie jaką zapłaciła za moc, która nadal płynęła w jej żyłach, której nie dało się tak łatwo pozbyć. Czasami ją słyszała, jak szepcze, kusi, by ją wykorzystać, by znowu upić się jej potęgą, te noce, kiedy leżała w łóżku cała mokra od potu, ciałem wstrząsały dreszcz, a głosy się nasilały, piła wtedy dużo i wszystko co pozwalało jej je zagłuszyć, co otępiało i pomagało zapomnieć.
- Nie rozumiem o czym pani mówi. Kto miałby zaczepiać biedną, niewidomą Zielarkę? – Ostatnie słowo delikatnie akcentuje, a twarz odwraca w przeciwną stronę do miejsca, w którym stała czarownica, jakby w ten sposób chciała podkreślić swoją bezbronność i udowodnić, że wcale nie była interesującym obiektem napaści.
Ignoruje niefortunny dobór słów, ma ochotę zignorować całą tę rozmowę i wrócić do życia przed poznaniem Annabelle Benz, wie jednak, że nie może tego zrobić. Może chciała uśmiercić nudą swoją wewnętrzną czarownicę, ale coś mówiło jej, że pozostawienie jej sklepiku na pastwę tego kobiecego głosu może się bardzo źle skończyć.
- Wierzę w karmę. Nie ma sensu sobie samemu rąk brudzić. – Kłamie, a może nie? Nigdy sama nie wyrównywała swoich rachunków, miała od tego „przyjaciół”.

Re: Sklep z ziołami

on Sob Maj 05, 2018 11:28 am
Uśmiechnęła się szeroko na myśl o tojadzie, wyobrażając sobie, jak czarnoskóra czarownica pozbywa się w ten sposób wrogów, tak arystokratyczny i kobiecy i nie mogła odmówić wdzięku tego, bo sama lubiła - od czasu do czasu - siedzieć i patrzeć. Co rozbawiło ją jeszcze bardziej, podekscytowało; Pani Gogol, która wsypała jej ów truciznę na problemy ze snem, hojnie dając ten wieczny. Niemalże parsknęła śmiechem na ten religijny obrazek, bo gdyby Bóg istniał, na pewno nie pozwoliłby, żeby ktoś taki jak Annabelle Benz chodził po tym świecie. I demony, naturalnie.
Uniosła brwi niemożliwie wysoko na tę jej gierkę. Takie zachowanie było za teatralne (a o tym panna Benz mogła się wypowiedzieć) żeby było prawdziwe.
Pani Gogol kojarzyła się jej z wulkanem; niemalże słyszała, jak dymi, a lawina pragnęła siać spustoszenie. A może, po prostu chciała tego Ana, bo czasami się myliła. Była tylko czarownicą.
Wpatrywała się pustym wzrokiem w Panią Gogol, nagle mając trzysta dwadzieścia lat, a nie trzydzieści dwa; w jej oczach, zachowywała się trochę, jak na upierdliwe dziecko, które nie chciało poczęstować się cukierkiem, bo mamunia zabroniła, a Annabelle miała całą tacę znakomitości. I kogo obchodziło, że psuło zęby?
- Kiedyś bardzo miło było bawić się w błocie, jako dzieci. Teraz też można - wzruszyła ramionami. - Mogę dać ci swój numer, jeśli będziesz chciała się pobawić. Bo... - zmarszczyła brwi, bo tego nie była już taka pewna. - Masz telefon, no nie?
Kto ci go wie, z tymi szamankami? Cała ta szopka była przygotowana dla prostych ludzi. Ale kto wie, jaka była pani Gogol?
- Mieszkam niedaleko. Możesz wpaść na herbatkę. Mam też kota. - Twarzyczkę rudej kobiety rozjaśnia uśmiech, mając sobie za nic to, że kobieta była ślepa, albo taką grała, bo wciąż nie była tego taka pewna.

Re: Sklep z ziołami

on Sob Maj 05, 2018 10:37 pm
Wróciły…
Nagle w pomieszczeniu zaczęło się robić chłodniej. Płomienie świec, zamigotały, cienie zatańczyły w swoim upiornym tańcu i zapanowała cisza. Dźwięki z ulicy zdawały się przestać docierać, cykanie zegara zamilkło, a mruczenie Greebo zostało całkowicie pochłonięte przez nienaturalną pustkę, jaka powstała po wachlarzu odgłosów. Zostało tylko ciche bicie serc, odmierzające czas do zagłady, która jednak nie nadeszła. Cienie przeładowane negatywną aurą zatrzymały się, z kątów, zza szpargałów wychylały się nieśmiało, niczym ciekawskie kocięta przyglądające się intruzowi. Czarnymi oczami przyglądały się nowej wiedźmie, a ich cichy szept odbijał się głowie pani Gogol. Słyszała ich dziwny głos, obcy język, który intuicyjnie rozumiała, zastanawiały się kim jest, co tu robi, kiedy odejdzie, czego chce. Trudno było odrzucić je od siebie, przestać spoglądać na nie w niepokoju, w końcu jednak przez ciszę, która zapanowała w głowie Helen przebija się głos kobiety. Gogol chwyta się go niczym kotwicy i po tym sznurze, ucieka z pułapki czarnych postaci.
- Podaj – mówi przeczuwając, że jeżeli w końcu nie pozwoli jej zrobić czegoś po jej myśli ta nigdy nie zniknie. Nie zamierzała zadzwonić. Historie o tym, że czarownice są stworzeniami stadnymi były mitem ale nie do końca, lubiły towarzystwo innych czarownic, kiedy były same w swojej chatce, kiedy spotykały się na sabacie to zaczynało to przypominać obrady sejmu. Wszystkie krzyczą, rzucają w siebie klątwami aż w końcu obrażone wracają do siebie, mrucząc do zobaczenia za rok. Tak przynajmniej zawsze opowiadała jej mistrzyni, a dzisiaj Gogol zaczynała dostrzegać w jej słowach sporą ilość prawdy.
- Może kiedyś. – Dodaje, gdyż wyczuwa w powietrzu, że jakaś odpowiedź jest jeszcze od niej oczekiwana, że nie można się od tak łatwo pożegnać.
Sponsored content

Re: Sklep z ziołami

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach