Share
Go down

"A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Pon Kwi 30, 2018 11:23 am
7 MAJA 2015, GODZINA 16:21
SKLEP Z ZIOŁAMI PANI GOGOL


@Pani Gogol napisał:Po przekroczeniu progu lokalu, klienci mają wrażenie, jakby nagle przeżyli podróż w czasie i przestrzeni do kiczowatego filmu o voodoo lub nadprzyrodzonego romansu dla nastolatek.

Darius biegł. Chciałoby się powiedzieć, że tak, jakby go sam diabeł gonił, ale to by była ironia. Za mocna ironia jak dla tego niedowiarka. Przyjrzyjmy się mu w nieco zwolnionym tempie. Mężczyzna biegnie. Łydki dumnie prężą się zza zbyt długich "krótkich spodenek" obszarpanych na długości tuż za kolanem. Najprawdopodobniej dziełem samego Dariusa, gdy dni stały się nieco bardziej gorące. Łydki się napinają i rozluźniają. Łup, łup. To o nierówny chodnik uderza pięta, a potem palce. Gdzieś zgubił technikę, albo nie nabył jej jeszcze. No dobrze, nie będę trzymał w niepewności - zgubił, ale zupełnie celowo. Nieco kontuzjowane palce lewej nogi uniemożliwiały normalny bieg. Łup, łup. "Stado pędzących słoni"skręca w uliczkę, gdzie mieści się sklep z ziołami. Darius jeszcze nie wie, że ten sklep stanie na jego drodze i coś w jego życiu się zmieni. A zmieni się na pewno, gdy przekroczy jego próg. Ten sklep jest jak punkt kontrolny w maratonie, ale Darius nie odhacza punktu kontrolnego. On wybiera ten punkt kontrolny na swoją metę. Ból jest zbyt silny. To ostatnia szansa, by zgubić ogon nim zasłabnie i przestanie móc biec. Biegnie. Ręce chodzą w stałym rytmie. Prawa do przodu i lewa w tył i tak na zmianę jak w starym, dobrze zakonserwowanym mechanizmie. A nie, przepraszam. Nie zauważyłem. Tylko lewa ręka Dariusa porusza się jak w zegarku. Prawa, niczym mniejsza wskazówka pozornie się nie porusza. Darius przytrzymuje nią blisko piersi zawiniątko, jakby to był jego najcenniejszy skarb. Na tą chwilę. Nagle zauważa otwarte drzwi, które w locie za sobą zamyka. Zatrzymuje lekki ból, który alarmuje właścicielkę, że ma gościa. To Darius z impetem przydzwonił w miedzianą pułapkę z dzwonków. Przeczesuje lewą ręką ledwo wilgotne włosy. Sprawdza, czy nie nabił sobie guza? Prawda była, że taki znowu delikatny. Zapach ziół wbija się w jego nozdrza. Przypuszcza szturm i podrażnione od wysiłku gardło, które zaciągnęło zapach apteczy wymaga na nim krótkie kaszlnięcie. Czuja się jak pod obstrzałem, więc udaje zainteresowanie asortymentem. Tak naprawdę szuka odpowiedniego miejsca, by ukryć łup. To nie wydaje się być problemem, w tej rupieciarni. Ale czy jest rzeczywiście możliwe?

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Pon Kwi 30, 2018 11:02 pm
Spokojne popołudnie na Brooklynie, czas sączy się powoli, przepływa miedzy palcami, nigdzie mu się nie śpieszyło. Pozwolił sobie nawet stracić głowę, zagubić się pomiędzy wysokimi budynkami, zapomnieć gdzie jest, a gdzie być powinien. Ach słodkie, błogie lenistwo, w ciepłych promieniach słońca i delikatnych podmuchach wiatru, wpadających przez otwarte na oścież okno, łatwo było zapomnieć, że bujany fotel stoi na zapleczu sklepu zielarskiego, a nie na werandzie chatki, w środku niczego. Tylko swąd spalin i dźwięki od czasu do czasu przejeżdżającej karetki, przypominały, że Pani Gogol nadal była w miejskiej dżungli.
Z ust kobiety wydobywa się krótkie, ciężkie westchnięcie, kiedy na krótką chwilę prostuje zastane nogi. Jeszcze ciche strzelnie kręgami w karku i przez kilka minut można powspominać stare, dobre czasy. Kącik ust kobiety lekko podnosi się do góry, jak to brzmiało, jakby miała ponad sto lat, a nie trzydzieści. Zamyśla się, przez ostatnie siedem lat zdawać by się mogło, że żyła w innym czasie. Nie pamiętała, nie chciała wiedzieć ile dni minęło, od kiedy wyrzekła się starego życia i uciekła do tego wyjałowionego z życia duchowego świata, by zapomnieć, by nauczyć się żyć na nowo. Jak na razie nie wychodziło jej to, sama zamknęła się w klatce, jaką był jej sklepik i ograniczona jej ścianami marudziła na otaczający ją świat, narzekając na czym stoi i dlaczego młodzież była taka, a nie inna.
Nagle cisze jej sielanki przerywają dziwne dźwięki dochodzące z części dla klientów. Nasłuchuje, przez chwilę ma nadzieje, że zignorowanie intruza może go zachęcić do szybszego opuszczenia lokalu. Kiedy jednak szybko okazuje się, że do niczego takiego nie dojdzie, Gogol przez chwilę stara się wymacać swoją laskę, po czym powoli podnosi się i ciągnąc za sobą zdrętwiałą nogą rusza w stronę lokalu.
Kiedy przechodzi przez barierę z koralików, chwilę nasłuchuje. Ciężki oddech, nierówny chód i coś jeszcze, czego na tę chwilę nie potrafi jeszcze jasno określić.
- W czym mogę pomóc? – Pyta, a ton jakim zadaje pytanie utwierdza w przekonaniu, że najchętniej zaczęłaby od wskazania drogi do wyjścia, ostatecznie pomogła w jej odnalezieniu silnym kopniakiem w cztery litery.
Myślisz Dariusie, że udało Ci się uciec od diabła? Przykro mi, ale dopiero trafiłeś do jego mrocznej jaskini.

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Wto Maj 01, 2018 1:18 am
Ach, więc ten sklep to ten zagubiony punkt podprzestrzeni, gdzie gnający jak wariat czas Dariusa splata się z rozleniwionym czasem Gogol tworząc kolejną bańkę czasu i przestrzeni. Miejsce, gdzie wolność sennego zaplecza zakrzywia się z przyspieszonym rytmem gwarnej ulicy. Z pospiesznego wypatrywania, przerzucania wzrokiem zawartości półek, półeczek, fiolek, flakoników, ksiąg i laleczek, przedmiotów mniej i bardziej kiczowatych, przerażających czy też śmiesznych, które nie spodziewają się w życiu dotyku wytworniejszego nad niewinne muśnięcie szmatką do ścierania kurzu wyrwało go pytanie zawieszone w powietrzu. Nikt inny nie mógł udzielić na nie odpowiedzi jak sam Darius. Z prostej przyczyny - nikogo więcej tam nie było. Sprzedawczyni wyglądająca niczym Calipso. To powinno wywoływać ciarki. To powinno zastanawiać. Nakazać mu opuścić lokal póki może to zrobić bez żadnych konsekwencji. Darius jednak był zbyt zajęty rozglądaniem się za kryjówką dla swojego skarbu. Nie zwrócił uwagi na sposób w jaki "zachęcała go do zakupów". Nie odczytał tych wiadomości ukrytych między wierszami. Zwiedziony swoją urojoną szansą na ukrycie łupu i zachowanie go zaczął "poważnie się interesować".
-Szukam amuletów ochronnych. - nie, Darius nie wierzył w takie bzdury, ale wiedział, że ludzie wierzą w różne idiotyzmy. Nic lepszego mu z resztą do głowy nie chciało przyjść na tym kursie kolizyjnym z "black magic woman". I przez chwilę chciałby wierzyć, że jednak się myli i takie amulety istnieją. Że coś może mu pomóc i go ocalić. Rozejrzał się wnikliwie za jakimiś wisiorkami, pomacał je, ale wzrok uciekał poprzez szyby wystaw między zadrukowaniami. Spoglądał na pościg, a ten mijał właśnie sklep. Nieznaczny uśmiech wywołany niejasnym poczuciem ulgi przyniósł nieco ukojenia i dodął mu pewności siebie. Powtórzył z większym przekonaniem.
-Szukam amuletów ochronnych.

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Wto Maj 01, 2018 1:50 am
Gdyby czas miał swoją antropomorficzną personifikacje, ta zatrzymałaby tu na chwilę swój już i tak bardzo powolny krok, stanęła obok tej kolorowej parki i z miną konsternacji przyglądała się dalszemu biegowi wydarzeń. Przekrzywiłby pewnie lekko głowę, podążając starym spojrzeniem od ciemnoskórej kobiety, pani voodoo, kwintesencji wszystkiego, co na wskroś logiczny rozum chłopaka starał się wyprzeć, a gdy to nie było możliwe to udać, że wcale tego nie widzi. Ten ludzki talent do niedostrzegania wszystkiego, co mogłoby zniszczyć ich miły i uporządkowany świat. Chłopak miał rozum tak bezwstydnie logiczny, że nawet przez myśl by mu nie przeszło że na świecie może być wiele istnień, o których się filozofom nie śniło. Westchnąłby pewnie z rozkoszy nad szykującą się burzą i zaczął zastanawiać, czy gdyby ładnie poprosił, to może dostałby od kogoś popcorn?
Niestety czas nie miał takiej postaci, a przynajmniej ta nigdy nie odwiedziła Pani Gogol w czasie popołudniowej herbatki, chyba, że był na tyle niekulturalny, by się dosiąść i nie zamienić z czarownicą nawet jednego słowa. Wsłuchana w ciszę Helen czekała na jakiś znak, że jej tajemniczy gość nadal przebywał w pomieszczeniu. Powoli wyciszała wszystkie otaczające ją dźwięki, aż w końcu skupiła się na tym jednym. Spowalniającym oddechu, sercu, które uderzało w sposób nieregularny, skrzypieniu poluzowanej deski, kiedy młody mężczyzna, przesuwał swój środek ciężkości z nogi na nogę, rozglądając się za czymś w jej asortymencie.
Kiedy po raz pierwszy słyszy głos młodzieńca, jest on niepewny, zdaje się mieć wątpliwości, jakby grał na czas. Głosy w jej głowie zaczynają usilnie chcieć zwrócić na siebie uwagę, szepczą mruczą coś w niezrozumiałym języku, Helen stara się jednak je wszystkie ignorować i zamiast im odpowiada w stronę Dariusa.
- Przed czym? Klątwy, pech, choroby, idioci? Ostatni niestety trochę szwankuje – mówi po czym w myślach dodaje, gdyby działa nie odwiedzałoby mnie tylu debili.
Wolnym krokiem, uderzając białą laska przed siebie, wolno podchodzi do blatu. Długimi palcami, przez chwilę szuka kantu blatu, a później umieszczonej pod kontuarem szuflady. Powoli otwiera ją, pod nosem mrucząc jakieś słowa, kiedy nieznajomy znowu powtarza się, przewraca oczami, a przynajmniej tak się jej wydaje.
- Jestem niewidoma, nie głucha, słyszałam za pierwszym razem. – Mówi trochę głośniej, a potem wyciąga na blat tackę z różnej wielkości minerałami.

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Wto Maj 01, 2018 1:50 pm
"Klątwy", "pech" - te słowa wwiercają się w umysł młodzieńca. Żądają odrobiny wody i nawozu by wykiełkować, zapuścić korzenie i zniewolić go od środka. Spętać durnym przekonaniem, że to nie on jest kowalem własnego losu, a jedynie zabawką w rękach Fortuny. Racjonalny umysł się przed tym broni. Przejmuje kontrolę i daje znać o swojej wątpiącej naturze dłuższym niż zwykle zastanowieniem, które artykułuje przeciągłym - hmmm. Po czym powtarza rozdrażniając właścicielkę. Coś zaczyna do niego docierać. Zniecierpliwienie kobiety? Wreszcie podnosi na nią wzrok. Rozbiegane oczka złodziejaszka skupiają się na sprzedawczyni. Pani Gogol przestaje być świadkiem bez twarzy, zawirowaniem powietrza. Staje się rzeczywista. Zakłopotane - yyyy - opuszcza gardziel młodzieńca dodając mu minus 40 do inteligencji i minus 70 do spostrzegawczości. Helen chyba zgubiła swój talizman chroniący przed idiotami. Odpysknąłby coś, ale sytuacja go zaskoczyła i zapomniał języka w gębie. Powoli zaczyna wracać do tu i teraz nabierając nieco pewności siebie. Niewidoma czarnoskóra kobieta. Raz, że nie zauważy, że Darius schowa coś w jej sklepie, a dwa chłopak żyje w świecie pełnym stereotypów. Chociaż nie wierzy w magię, to w nienawiść czarnych do systemu już bardziej. Nawet jeśli się spostrzeże, że coś u niej zgubił - nie doniesie. Założenia Dariusa pasują do jego świata. Pytanie czy sprawdzą się również na kursie kolizyjnym spotykających się dzisiaj światów. Darius przygląda się Helen uważnie. Podchodzi bliżej kontuaru. Pochyla się, ale nie ogląda minerałów. Przygląda się oczom kobiety. "Bada je" jakby potrafił w ten sposób ocenić, czy rzeczywiście nie widzi jego twarzy, czy go nie rozpozna.
- Złe spojrzenia. - odpowiada zbyt szybko. Nie komentuje sarkazmu. Nie podejmuje wątku. Nie rozumie, udaje, albo za bardzo pochłaniają go myśli, że zachował się trochę nie tak jak się oczekiwało. Gardło mu się ściska, jakby nazwał kogoś czarnuchem w metrze pełnym czarnoskórych, albo kalekom zamiast niepełnosprawnym. I jakby wszystkie spojrzenia całego świata właśnie dosięgły jego osoby w jednym pełnym potępienia wzroku. Pali cegłę, bo słuch ma dobry. Słyszy ten zgrzyt. Ona nie widoma, a on chce talizman od złego spojrzenia. Cóż za ironia. Otwiera usta, by coś powiedzieć jeszcze, sprostować, ale słowa grzęzną nim zdołają opuścić ich krawędź. Czuje suchość w gardle i drapanie. Czas wydaje się rozciągać w nieskończoność. Pauza. Wycofanie. Cisza. To wszystko nagle zaczyna sprawiać mu ból. Wszystko w nim zamiera. Darius nie potrafi sobie radzić w kontaktach z niepełnosprawnymi. Chyba. Nie wiem. Nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Czuje się nagle tak jakoś głupio. Traci fason. Nigdy nie byli częścią jego życia. Równie dobrze mógłby żyć w antycznej Sparcie. A może tam właśnie spędził ostatnie 21 lat? Z daleka od ludzkich nieszczęść. I coś w nim pęka. Jeszcze chwila, a sam się przypucuje - presja jest silna.

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Sro Maj 02, 2018 12:21 am
Tysiące niewidzialnych oczu śledziły każdy ruch młodzieńca. Podążają za nim, przewiercają, docierają do najgłębszych zakamarków jego duszy, szepczą między sobą, śmieją i wykrzywiają groteskowe paszcze w szerokich uśmiechach. Czują woń młodej duszyczki, tak chętnie schodzącej na złą stronę, krok po kroku, dzień za dniem, stającej się coraz bardziej ich, ach już prawie miały ją w swoich szponiastych łapkach, wydawać by się mogło, że już zaciskają łapy na jego gardle, ciągnąc w stronę niczego.
Helen nie musi ich widzieć, by czuć ich obecność, są z nią od zawsze, od dnia w którym to wszystko się zaczęło. Kiedyś odruchowo starała się je wszystkie odgonić niczym natrętne muchy, kiedy jednak to nie przynosiło efektu postanowiła ich zignorować. Teraz więc tylko oni mówili, a ona starała się sobie wmówić, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku.
Kiedy więc czuje ich zainteresowanie nieznajomym, przechodzi ją po plecach zimny dreszcz. Ciągnięta dawnym odruchem, spogląda najpierw w miejsce, z którego zdawał się do niej podejść, a potem w jakiś punkt nad jego głową. Zbliżały się do niego, miała wręcz wrażenie, że oblepiają go z każdej strony zsyłając na niego wyczuwalne napięcie, miażdżąc go, ciągnąć do ziemi. Wyczuwając na sobie karcące, pełne nagany, niewidzące spojrzenie Pani Gogol część z nich na chwilę odskakuje, chowa się pomiędzy kolorowymi fiolkami i stamtąd przygląda się poczynaniom reszty. To te słabsze, młodsze, bardziej bojaźliwe, nie wiedzące co może się czaić w szarym spojrzeniu.
- Na nie polecam przeciwsłoneczne okulary. – Mówi udając, że nie zauważa jakiejś perfidnej ironii losu bijącej z tych słów. Jednak dłoń mimowolnie dotyka kolejne kamienie. Pod opuszkami palców wyczuwa ich powierzchnie, gładkie, wypolerowane boki czy ostro zakończone kryształy. Chwile zajmuje jej zanim w ciemności uda jej się odnaleźć kamień o kształcie walca, z drobnymi rowkami idącymi przez całą wysokość bryły. Minerał jest czarny i matowy, na pierwszy rzut oka przypomina trochę małą bryłkę węgla.
- Czarny turmalin, pomaga w walce z atakami energetycznymi, nie zablokuje złych spojrzeń, ale łatwiej będzie się im przeciwstawić i odzyskać język w gębie. – Nadal nie spuszcza niewidzącego spojrzenia ze swoich demonów, które zdawały się ze wszystkich stron ciągnąć w stronę młodzieńca. Lewą ręką wiszącą luźno wzdłuż ciała robi lekki gest, a one odlatują, jednak nie odchodzą, kryją się w cieniach i dalej spoglądają w stronę swojej nowej ofiary. - Jednak bez wiary nie zadziała. Więc rozsądniej będzie kupić okulary. – Przenosi wzrok na Dariusa i przez chwilę wpatruje się w niego z taką siłą, jakby miała przewiercić się przez sam środek jego głowy i zobaczyć co tam się w niej ukrywa, wszystko do samego dna.

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Sro Maj 02, 2018 10:02 pm
To tylko te miliony złych spojrzeń utkwione w chłopaku? Tylko to jest przyczyną jego niefartownych odzywek? Odetchnąłby z ulgą posiadając taką wiedzę i nie zdając sobie sprawy co to tak naprawdę znaczy. Nieświadomy. Wiecznie nieświadomy. A może to właśnie one skierowały jego kroki do tego przeklętego sklepu? Może towarzyszyły mu od samej kołyski? Zaszczepiały tą ślepotę na sprawy nadprzyrodzone, by lepiej nim kierować? Cierpliwe. Czekały aż zejdzie do tej sekretnej pieczary zła. Czającej się magii. Czarnej magii. Ale co on się na tym znał?
Nie znał się, ale przyglądając się Helen zauważył, że coś tu nie gra. Poczuł nieco gęstniejącą atmosferę. Co prawda przyczyn doszukiwał się w czymś zupełnie innym i bardziej materialnym.
- Acha- - odpowiada tym inteligentnym brzmieniem nieprzetrawionych słów, nieodkrytych znaczeń. Ogląda się za siebie. Czuje narastający niepokój, chociaż powinien być już spokojniejszy. Nawet oddech wrócił do normy. Organizm zdążył zapomnieć, że Darius zmusił go do biegu, do ucieczki. Rozkojarzenie. Kolejna "klątwa", która go dopada. Darius odnosi wrażenie, że znajduje się w tłumie, co jest niepokojące. Co innego podpowiadają mu jego oczy. Oczy skupione na białkach kobiety. Chcąc być bardziej obrazowy, pozwolę sobie doprecyzować - usiłujące się skupić na jej białkach. Odnaleźć za nimi jakiś znak, który by pozwolił mu utwierdzić się w przekonaniu, że zielarka jest zupełnie ślepa. Biel podkreślona kolorem jej skóry mówi jedno, ale ten nieuchwytny wzrok zdaje się mierzyć go, przyglądać się czemuś stojącemu za nim. Dokładnie tak - czemuś za nim, a nawet nie jemu samemu. Darius nadal czuje suchość w gardle. Nieprzyjemne uczucie po dziwacznej gadce ustępuje miejsca nieprzyjemnemu uczuciu wywołanemu zachowaniem kobiety. Dziwnie się czuje, jakby nie byli tu sami. Przez chwilę ulega temu. Rodząca się panika budzi w nim racjonalizm i chłodną kalkulację. Darius bierze głębszy oddech. Wzdycha. W swoim odczuciu - zwyczajnie, jakby po prostu wziął odpowiedni, głębszy oddech. Dobrał brakującego powietrza i wypuścił zmęczenie. Wypuścił jednak rodzące się wątpliwości. Przez chwilę uległ magii tego miejsca. Teraz jakby strzepnął to wszystko co na niego napierało. Chyba sam nie wiedział, czy to ten czarny turmalin i chęć poddania się tej irracjonalnej wierze czy powrót do siebie, poczucie gruntu pod nogami. Dziwne, jak jego myśli krążyły od jednej myśli do drugiej. Plątały się ze sobą. Ścigały. Teraz nagle spotkały się w jednym punkcie. Darius odzyskuje rezon. Bierze minerał i obraca go między palcami. Przygląda mu się.
- Brzmi jakby świat przestał mnie dostrzegać tylko dlatego, że zaciągnę rolety. - żartuje z lekkością i beztroską w głosie. Kątem oka dostrzega sposób w jaki Helen świdruje go bielmem swoich tęczówek. Znów traci na pewności. Grunt ucieka mu spod stóp, ale tym razem na krócej. Meszek na karku staje na baczność. Darius odkłada amulet. Gładzi kark układając włosie na miejscu. No przecież nie będzie się bał jak dzieciak. To nie jest podrzędny horror. To tylko sklep dla dzieciaków z wybujałą wyobraźnią. Dobrze dopieszczony i klimatyczny, ale nic poza tym.
- Wezmę go. - decyduje, gdy wraca do siebie. - Ile się należy? - ale Darius nie chce zapłacić za talizman. On chce kupić jej milczenie. Patrzy na panią Gogol w sposób zadziorny. Czeka na cenę.

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Sob Maj 05, 2018 8:27 pm
Czy to była prawda, a może Helen Gogol zaczynała wariować? Czy rzeczywiście wierzyła, że po świecie chodzą demony że magia istnieje i jest zwalczana przez zakon religijnych heretyków? Czy to było możliwe, że wzrok zabrało jej coś, co nie powinno istnieć, co kłóciło się ze wszystkimi prawami przyrody, fizyki, z całym pokładem zdrowego rozsądku? Bo jak to brzmiało, diabeł zabrał jej oczy w zamian za moc, którą od siedmiu lat nie używam, która pozwalała jej zmieniać się w potwora, która zabierała siłę innym albo pozwalała kierować ich losem za pomocą słomianych laleczek. Czy to mogła być prawda?
Och jak przyjemnie byłoby odrzucić to wszystko, stwierdzić, że nie miało prawo istnieć że to tylko kolejna bajka. Coś co mogłoby się wydarzyć jedynie w bardzo słabym horrorze.  
A jednak, czy dało się uciec od prawdy, wmówić, że przeszłość to tylko sen? Można byłoby, ale jak czy okłamywanie się miało jeszcze jakiś sens?
Przesuwa wzrok po pomieszczeniu, mimo że w ciemności nie widzi wyszczerzonych w diabelnych grymasach pysku, dostrzega ich na innym poziomie. Czuje bijącą od nich energie, czarną i dużo mroczniejszą niż jej własna.
- To nigdy nie wystarcza. Połóż kamień przy łóżku i zapal przy nim białą świecę… - Przez chwilę wacha się czy powiedzieć coś jeszcze, zasugerować by usypał bariery solne, spalił listki szałwii i poprosił księdza, mnicha buddyjskiego, czy kapłana jakiejkolwiek religii by oczyścił jego dom. Może wtedy odeszłyby? Sama nie wierzy w tę myśl, a jednak wmawia sobie, że przecież nie było jeszcze tak źle, było za późno.
Nagle zdawać by się mogło, że temperatura trochę zmalała, a płomień świecy zachwiał się, by szybko wrócić do przerwanego pionu. Na gołej skórze kobiety pojawia się gęsia skórka, a ona zaniepokojona rozgląda się po pomieszczeniu z przyzwyczajenia. Zdawały się rosnąć w siłę, jakoś je karmił.
Spojrzała na niego nagannie. Od momentu gdy przekroczył próg jej sklepu wiedziała, że niesie ze sobą kłopoty.
- Oddaj to co zabrałeś. – Strzela, chociaż słowa te są na tyle uniwersalne, że pasują do większości ludzkich grzechów. Kradzież, śmierć, kłamstwo, spokój, wszystko w mniej lub bardziej metaforyczny sposób mogło pod to podejść, mogło pasować, a od jego dalszego zachowania Helen dowie, się gdzie był pies pogrzebany.

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

on Nie Maj 06, 2018 12:14 am
- Białą świecę. - znów tym inteligentnie brzmiącym, cielęcym głosem Darius powtarza instrukcje, jakby naprawdę się wciągnął. Właściwie z niepokojem zauważa, że coraz częściej, zupełnie nie świadomie podąża za takim irracjonalnym tokiem myślenia. Postanawia, że będzie bardziej ostrożny, że nie pozwoli się zmanipulować, ale jego umysł spragniony niezwykłych doznań uroił sobie, że te urojenia nie są szkodliwe ani niebezpieczne. Co gorsza - coś nienazwanego go wciąga w ten mroczny świat Pani Gogol. Naznacza jego wolne myśli. Pragnienia. Nim jednak zdoła się zanurzyć w tym niezwykłym świecie, pozwoli się weń wpisać - słowa kobiety pełne oskarżenia świdrują jego uszy. Drążą tunele i trafiają w samo centrum. Dotkliwie ranią ego. Głośno przełyka ślinę, niczym w jednym z tych snów, gdy zostaje wyrwany do odpowiedzi, a akurat się nie przygotował. Oczy całej klasy zwrócone są w jego stronę, a jedyne na co może się wysilić to ciche wydukanie? - Ja? - Darius odwraca się, ale nie widzi nikogo za sobą. Czesze wzrokiem przestrzeń przed nim, za zielarką, wreszcie podąża w stronę, w którą powinna się patrzeć, ale nie widzi tam nikogo innego. Nagle turmalin zaczyna go parzyć w palce, które jeszcze przed chwilą żwawo go obracały.
- Nieee rozumiem. - Darius jest zaskoczony. Niemalże odrzuca kamień. Głuchy stukot opadającego minerału uderza w blat, toczy się po stole wydobywając kolejne dźwięki, aż wreszcie zatrzymuje się obok ręki Pani Gogol. - Przecież chciałem za niego zapłacić. - usprawiedliwia się i jest w tym naprawdę przekonywujący. Trochę jak dziecko, które stłukło wazon podczas gry w piłkę "to nie ja". Nadal uważa, że zielarce chodzi o ten minerał, który jeszcze przed chwilą tak ochoczo mu oferowała. Naprawdę zaczynał chcieć go posiadać. Chwilę później jednak mina mu rzednie, bo zawiniątko zaczyna ciążyć prawie tak samo, jak nie wyprane sumienie. Ej, ta kobieta miała być ślepa. Ś-L-E-P-A. Trzecie oko nie istniało, więc ślepota musiała być tylo pozorem. {hipotetyczna wersja} Darius łapie ją za ramiona i potrząsa. Przygląda się oczom w poszukiwaniu potwierdzenia swojej teorii, że musiała założyć jedne z tych śmiesznych szkieł kontaktowych. No szkoda tylko, że nie  w kształcie oka Saurona. {hipotetyczna wersja II} Darius odrzuca od siebie zawiniątko, które parzy co najmniej tak mocno jak turmalin, zaciska piąstki jak trzylatek, zgrzyta zębami, tupie nóżką tak mocno, że aż w oczach pojawiają się łzy. Nie do końca wiadomo czy bólu, czy złości. -No, wygrałaś. {wersja ostateczna} - Ja cię nie oceniam. - mówi lekko zdenerwowany mocniej ściskając swój łup. Zimny pot pojawia się na jego czole w postaci drobnych perełek. Tylko jemu zrobiło się tak zimno czy właśnie obok przeszło zlodowacenie? "Nie oceniam"  odbija się od ścian sklepu, odbija się pod czaszką Dariusa. Dręczy go nie dając spokoju. Darius często ocenia. Gdyby nie fakt, że nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone mógłby przysiąc, że nie są sami, a te miliony oczu nie należą do jego kolegów  ze snu... choć są równie rzeczywiste.
Sponsored content

Re: "A long time ago in a galaxy far, far away...."

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach