Share
Go down

#1 - Wyczekiwana wolność

on Wto Maj 15, 2018 2:08 am
Javier ponad dwa lata czekał właśnie na ten dzień, w którym przyjdzie mu stanąć w drzwiach, poniekąd swojego, mieszkania i ujrzeć tą, za którą tak tęsknił przez cały ten czas. Listy czy rzadkie terminy odwiedzin nie wystarczały mu w żadnym stopniu, gdyż mieli takiego pecha, by nie móc się sobą nacieszyć zawczasu. Torres trafił do więzienia jeszcze wtedy, gdy trwało zauroczenie, a to bolało momentami bardziej, niż gdyby "wyłącznie" kochał. Zostawił jednak już ten epizod za sobą i przemierzał kolejne ulice Nowego Jorku, szukając odpowiedniego adresu. Był tutaj pierwszy raz, ale nie zgubił się, bo przecież miał dostęp do technologii i drogę wskazywał mu GPS wbudowany w telefon. Stanął przed drzwiami klatki i wszedł do środka, widząc, że są one otwarte, wszakże było ciepło i potrzebny był przewiew korytarzy między mieszkaniami.
Mając na ramieniu przewieszoną torbę, pokonywał kolejne schody, aż w końcu dotarł do wyznaczonego numeru w liście, pod którym powinna mieszkać Mev. Chłopak nie stresował się, aczkolwiek instynktownie poprawił fryzurę i odetchnął głęboko, nim zapukał, sprawdzając czy aby na pewno wszystko ma. Torba była, kwiat w ręku czekał na pojawienie się blondynki, a Javier modlił się o to, by niespodzianka się udała, wszakże nie bez powodu nie powiedział jej o tym, że wychodzi wcześniej, że jest już w Stanach i że niedługo do niej wróci. Zaplanował to jakiś czas temu, chcąc zobaczyć reakcję Artdill.
Delikatnie uderzył kilka razy w drewniane drzwi i oczekiwał, niecierpliwiąc się z każdą sekundą.

Re: #1 - Wyczekiwana wolność

on Wto Maj 15, 2018 10:31 am
Z każdą chwilą rozłąki z Javierem czuła jak w sercu tworzy się przeogromna pustka. Ile to już było…? Prawie trzy lata minęły od feralnego incydentu gdzie to Mevennea dowiedziała się, że Javier trafił do więzienia. Mieli razem uciec od obowiązków, które ciążyły na nich z powodu przynależności do bardzo wpływowych rodzin. Państwo Artdill zapewniali egzorcystom transporty pomiędzy kontynentami, a pan Torres był baronem narkotykowym. Najlepsze połączenie, wykorzystajmy transporty dla własnych korzyści! Przecież to takie mądre i nieprzewidywalne! Nikt się nie dowie… No, poza Javierem i Mevenneą.
Blondynka tego dnia wstała dość ospale, wiedziała, że jeszcze trochę minie nim spotka swojego ukochanego w drzwiach, nim znowu będą mogli razem porozmawiać, wtulić się w siebie bądź nawet zjeść romantyczną kolację. Z głośnym westchnieniem zczołgała się z dwuosobowego łóżka, które bez Javiera było niestety ogromne i puste, a następnie ubrała na siebie szlafrok w kolorach błękitu. Zaczesała włosy do tyłu i mozolnie przeszła do kuchni, aby zaparzyć sobie kawy. Minęła przy tym kilka swoich prac malarskich, które wisiały, albo też stały przy ścianie przykryte płachtami, aby nie było widać co na nich się znajduje. Sięgając po ciastka z kawałkami czekolady wyjrzała za okno na słoneczne Queens. Miało ono niesamowity klimat i pewnie też dlatego dziewczyna zdecydowała się na wynajem mieszkania w tej okolicy.
Kawa zaparzona, książka czeka na kanapie zaraz obok, razem z toną poduszek i kocyków, które grzały ją, gdy jej było smutno. Doskonale rozumiała zachowanie Javiera i jego emocje. Sama pewnie zrobiłaby to samo na jego miejscu, jak nie poszła o krok dalej. Pan Artdill nigdy nie pozwalał jej wyrażać swojego własnego zdania, więc uchowanie w tajemnicy związku było niezwykle trudne. Dobrze, że Delahat był na tyle mało spostrzegawczy i na tyle inteligentny, by nie wchodzić w paradę dwójce zakochanych w sobie osób. Pewnie podejrzewał ich o to, ale powiedzenie o tym panu Artdill wykraczało poza śmielsze oczekiwania. Bardziej ufał panience Mev, niż swoim pracodawcom, zwłaszcza, że doskonale znał prawdę przeszłości i mimo wyjawienia jej Mevennea została surowo ukarana. Od tamtej pory przestał się wtrącać w jakiekolwiek sprawy.
Długo z książką na kanapie i z kawą w ręce nie posiedziała. Miała zamiar przeczytać kolejny rozdział kryminału „Kolekcjoner Motyli” autorstwa Dot’y Hutchison, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Klnąc po norwesku, co było dość dobrze słychać przez cienkie ściany, że jakim prawem ktoś zakłóca jej ten dzień swoją obecnością pod jej drzwiami zaczęła iść w stronę drzwi.
-Hva for noe dritt? Fy faen! Dra til helvete! Ved hvilken rett forstyrrer noen min fred?!
(Co do cholery? Kurwa mać! Idź do piekła! Jakim prawem ktoś zakłóca mój spokój?!)
Stanęła przed drzwiami, zacisnęła pas od szlafroka i z bardzo poważną, wręcz rozgniewaną miną pociągnęła za klamkę i z zamkniętymi oczami zaczęła znowu swoją litanię po norwesku…:
- Vet du hvilken dag i dag? Søndag. Vennligst ikke bry meg og ...
(Wiesz pan co dziś za dzień? Niedziela. Proszę mi głowy nie zawracać i…)
Przerwała w momencie gdy otworzyła oczy. Szczena w dół, oczy duże ze zdziwienia, serce w klatce kołacze. Dobrze, że w ręce nie trzymała kubka z kawą, bo już dawno byłby rozbity na ziemi, a kawa ściekała by nawet po framudze drzwi. Zrobiła niepewny krok w przód i ze łzami już w oczach i szczerym uśmiechem na ustach rzuciła się na szyję chłopaka.
-Jakim cudem… Javier faen… Skąd Ty się tu wziąłeś…?
Nie wiedziała kompletnie jak zareagować. Chłopak stał w jej drzwiach, miał wyjść znacznie później i na dodatek stał z tym cudownym uśmiechem na ustach, który tak bardzo uwielbiała.

Re: #1 - Wyczekiwana wolność

on Sro Maj 16, 2018 12:25 am
Nie był zadowolony z tego, że zwykły wybuch złości postawił jego ukochaną w tak złej sytuacji, jednakże poznając ją przez te kilkanaście tygodni, które udało im się razem spędzić, podejrzewał, iż Mev jest na tyle wyrozumiała, by zrozumieć chociaż w części jego postępowanie i dać mu szansę na to, by nadrobić w jakiś sposób ten stracony czas. Choć daleko mu było do zadowolenia z tak długiej rozłąki, to jednak mając w pamięci obraz znokautowanego ojca, nie żałował, że tak postąpił. Musiał być stanowczy i wybrać między miłością ukochanej, a miłością ojca, wybrał tę pierwszą, za co musiał swoje odbębnić. Każdy kolejny dzień w więzieniu był poprzedzony pozytywną myślą o tym, że gdy już wyjdzie, w końcu będzie szczęśliwy.
I choć najpierw powitała go seria przekleństw w języku norweskim, które większość zrozumiał, wszakże Artdill korespondowała z nim nie tylko na tematy zwyczajne, czy te bardziej namiętne, ale również uczyła go swojego języka, mniej czy bardziej świadomie; tak moment, w którym zobaczył blondynkę w szlafroku, zdziwioną na jego widok, zrekompensował mu wszystko to, co do tej pory przeżył. Już na samym początku widział w jej oczach, że szok jest pozytywny i że niespodzianka się udała.
Instynktownie opuścił torbę z ramienia na podłogę i gdy tylko ukochana podeszła do niego, natychmiast wziął ją w swoje ramiona, by tuż po tym unieść ją nieznacznie wpijając się jednocześnie w jej usta. Słowa były zbędne, wszakże ostatnio wiele wymieniali ich na papierze, on potrzebował kontaktu fizycznego i uświadomienia sobie oraz swoim wargom, że jest już z nią. Gdy tylko zasmakował tego utęsknionego uczucia, natychmiast pojawiło się przyspieszone bicie serca, nierówny oddech i ocieplenie całego ciała.
Przeszedł kilka kroków w stronę mieszkania, kopiąc jednocześnie torbę przed siebie, by i ona znalazła się na przedpokoju. Wygiął jedną rękę w tył i zamknął za nimi drzwi, a samą blondynkę nieznacznie dosunął do ściany, by móc bez zamartwiania się o jej równowagę, pogłębić tylko pocałunek, który miał poświadczyć tylko o tym, że to wszystko jest prawdziwe, że Javier wrócił i że jest z nią. No i, że się stęsknił oczywiście.
Po kilku minutach namiętnego przywitania, odsunął się nieznacznie, przyglądając się jej. Trzy lata, a ona jeszcze bardziej wypiękniała i w dodatku uśmiechała się dalej w charakterystyczny sposób, pozytywnie na niego oddziałując
- Niespodzianka, chica - odparł, zwracając się do niej tak jak zawsze to robił w listach i na żywo, gdy jeszcze mieli okazje ze sobą przebywać. Spoglądał w jej oczy i uśmiechał się lekko, stawiając ją jednocześnie na ziemi, ale nie odsuwając się ani na krok. Patrzył na nią z góry, stykając się swoim nosem z jej i błądząc jedną dłonią po jej talii i udzie.

Re: #1 - Wyczekiwana wolność

on Czw Maj 17, 2018 9:54 am
Ten okres rozłąki był dla niej niestrawny. W listach starała się jak najbardziej zwięźle i na temat przekazać chłopakowi co czuje i jak się czuje. Nie chciała by ktoś to czytał, a znając więzienia, pół jego populacji znało o nich wszystko. Uniknięcie tego mogło być tylko możliwe poprzez wizyty, które nie były zbyt częste. Bała się, że mogą ją znaleźć, a tego zdecydowanie nie chciała.
Stęsknione siebie usta splotły się w pocałunku, który był nieunikniony w ich przypadku. Tak długo nie byli w stanie poczuć siebie nawzajem, że nie dziwne, że tak się oboje zachowali. Wsunęła palce w jego miękkie włosy pogłębiając tym samym pocałunek. Chłopak się z nią przemieszczał, a ona w sumie nie miała nic do gadania. Bo to teraz on ustalał zasady. Z lekkim uśmiechem na ustach, który przykleił się do jej twarzy w momencie ujrzenia Javiera i nie schodził do tej pory, otworzyła oczy by przyjrzeć się facetowi, który skradł jej serce.
Pamiętała ich spotkanie na przyjęciu w Norwegii. Był powalający w smokingu, który był szyty oczywiście na miarę. Eksponował jego powalająco umięśnione ciało, a Mev zwalał tym z nóg. Oczywiście wtedy nie mogła tego pokazywać od razu, nie znała go w 100%, a tak naprawdę w ogóle go nie znała. Przybranie kamiennej maski, pod którą Mev cieszyła się jak dziecko, było najlepszym wyjściem z sytuacji, aby nie przynieść ojcu wstydu i by nie zwrócić na swoją osobę zbyt dużej uwagi.
Dziś, bez masek, ze szczerym uśmiechem na ustach patrzyła na mężczyznę, który… no właśnie, dla Mev Javier był wysłańcem z niebios, z Asgardu (no tak, nordyckie wierzenia miały u Mev symboliczne znaczenie, mimo iż większość krajów Skandynawskich wierzyła w Boga chrześcijan, to Mevennea wolała bogów nordyckich, którzy w pewien sposób ją fascynowali), który miał przynieść jej szczęście i miłość. Może tak było, kto wie?
Słysząc jak mówi o niespodziance aż się w niej zagotowało. Ona była święcie przekonana, że jeszcze trochę minie nim się spotkają, że przyjedzie po niego swoim rydwanem nocy (motocykl Romet Chopper r 125) i odjadą ku horyzontowi… Bajka, co nie? Przypominając sobie swoje „bardzo ambitne plany” na tą chwilę, gdy miałaby go odebrać roześmiała się i z błyskiem w oczach spojrzała na Javiera, który przycisnął ją lekko do ściany i wpatrywał się w nią z góry.
- Du vet hvor mye jeg elsker deg*… Umiesz zaskakiwać, Javier. Kjære** jesteś.
(*Wiesz jak bardzo Cię kocham
**Kochany)
Blondynka odsunęła go trochę od siebie by móc mu się lepiej przyjrzeć i po kilku chwilach kontemplacji przyciągnęła go z powrotem do siebie zakładając mu jedną nogę na pas. Zmniejszyła w ten sposób odległość między ich ciałami, które były siebie stęsknione i spragnione.
Kwiaty, które kupił zauważyła dopiero po kilku chwilach. Jakoś za bardzo jej one nie interesowały. Symbolicznie mogły się nadawać na tą okazję, jednakże Mevennea chciała czegoś innego. Czułości i bliskości, za którą naprawdę tęskniła. Kanapa wydawałaby się świetna do przytulania, ale skrzypiała, więc dziewczyna myśląc, gdzie zaciągnąć meksykanina na ten moment wpiła się ponownie w jego usta owijając ramionami jego szyję.

Re: #1 - Wyczekiwana wolność

on Pią Maj 18, 2018 12:49 am
Aspekt tęsknoty był w ich sytuacji kluczowy, gdyż żadne z nich nie mogło się nacieszyć drugą osobą na tyle, ile by chciało. Poznali się, trochę ze sobą przebywali, coś zaiskrzyło, mieli wielkie plany i nagle klops, jedna decyzja, która cieniem rzuciła się na ostatnie ponad dwa i pół roku. Javier może nie pluł sobie w brodę, że zrobił to, co trzeba było zrobić, jednakże z tyłu głowy cały czas miał jakieś wyrzuty, że zostawił kogoś takiego jak Mev samą sobie. A przez te ostatnie dwa lata mogło się zdarzyć mnóstwo rzeczy: mogła kogoś poznać, mogli ją znaleźć i siłą zmusić do powrotu do Norwegii, albo też ona sama mogłaby mieć dosyć czekania na niego. Choć zapewniała go w listach, że cały czas jej serce należy do niego, to jednak życie jest pełne niespodzianek i trzeba było być gotów na wszystko.
Nie trzeba mu było dużo do szczęścia, bowiem wszystko miał aktualnie w swoich ramionach. Dlatego też każde jej słodkie słowo, wyznanie po norwesku, czy zniewalające spojrzenie nie robiły na nim aż takiego wrażenia - on już dosyć ich miał, gdy tylko ujrzał ją przed sobą, nie zza pancernej szyby podczas nielicznych wizytacji. Jego dotyk był gwałtowny, ale i uzasadniony, stęskniony był za nią, za jej ciałem i tym zapachem, który kojarzył mu się ze wszystkim co najlepsze - jej perfumami.
Wpatrywał się w oczy blondynki z tym samym pożądaniem, jakie kierowało nim lata temu, gdy już oboje odsłonili karty i wiedzieli, że mają się ku sobie. Takich rzeczy się nie zapomina, a już tym bardziej tak pięknych widoków.
- Ja ciebie też - zdołał odpowiedzieć, nim ponownie wpiła się w jego usta, niwelując dystans między nimi. Choć był nieco wyższy, Mevennea znakomicie radziła sobie z usidleniem go i wymuszaniem kolejnych pocałunków, na które on był skory odpowiadać jeszcze agresywniejszymi, bardziej namiętnymi i łapczywymi. Co prawda trzeba uwzględnić, że części jej wypowiedzi nie zrozumiał, aczkolwiek kluczowe słowa udało mu się rozszyfrować, przez te ponad dwa lata bardzo często mu to pisała...
Przesunął się z nią wgłąb ich uroczego gniazdka, nie odrywając ani na moment swoich warg od jej, a także trzymając cały czas mały bukiet kwiatów specjalnie dla niej. W końcu jednak, gdy dotarli do salonu, odsunął się nieznacznie i w końcu wręczył jej to, co trzymał w dłoniach od kilku minut, uśmiechając się lekko.
- Nawet nie wiesz, jak trudno było mi ukryć to, że niedługo wychodzę - zaśmiał się lekko, choć nie do końca tak miała brzmieć formułka, którą chciał jej sprezentować w czasie wręczenia kwiatów. Niemniej jednak postawił na spontaniczność i pośrednią informację, że bardzo chciał jej wyjawić tą dobrą wiadomość, jednakże dla niespodzianki był gotów siedzieć cicho i zaskoczyć ją właśnie w taki sposób.
Kiedy odebrała od niego róże, przysunął się znów do niej i ujął jej dłoń w swoją, by następnie przybliżyć jeszcze twarz do jej policzka i wyszeptać jej coś na ucho:
- Kochanie, jestem w domu... nareszcie - zawsze chciał to powiedzieć i choć było to proste oraz pełne patosu, to jednak miało swoją szczególną siłę. Jego dom był tam gdzie ona i w końcu mogli być razem, tylko tego chciał od życia.
Przesunął się na bok i oparł pośladkami o oparcie sofy, nie puszczając cały czas jej dłoni. Głaskał jej zewnętrzną część swoim kciukiem i przyglądał się blondynce, ciesząc się chwilą.

Re: #1 - Wyczekiwana wolność

on Pon Maj 21, 2018 9:57 am
Długo trwali w swoich objęciach. Mev bardzo lubiła takie czułości, więc nie miała nic przeciwko temu, żeby trwało to jeszcze dłużej. I co z tego, że mają przed sobą paręnaście dobrych lat razem, jak ona teraz potrzebuje tej miłości, której brakowało jej przez te 2-3 lata, gdy Javier był w więzieniu. Wizyty też jej wtedy nie pasowały, bo szyba ich odgradzała, a ta przecież nie mogła w środku Więzienia w postaci astralnej przejść na drugą stronę i go po prostu przytulić. Z głośnym westchnieniem zadowolenia, bo takie ono było, dosunęła się delikatnie od chłopaka, ale gdy ten poprowadził ich ciała do salonu trochę jej zawirowało w głowie. Uroczy uśmiech jednak nie schodził jej z ust i gdy chłopak wręczył jej kwiaty na jej policzkach pojawił się soczysty rumieniec. Z cichym chichotem, trochę podobnym do tego jaki zakochane nastolatki wydają z siebie, kiedy ich podmiot westchnień zwróci na nich uwagę, odeszła na kilka kroków by wsadzić kwiaty do wazonu.
Mieszkanko nie było duże, ale idealne na dwie osoby. Jedna mogła by się tam czuć zbyt samotnie lub też niepewnie i tak bardzo często było. Mevennea miewała czasem takie dni, że nie wychodziła nawet z domu. Bała się, że ktoś ją rozpozna, że ktoś może za nią pójść i ją wydać. Jednak przez cały ten czas nic takiego się nie wydarzyło. Blondynka zaczesując swoje włosy za ucho wróciła spojrzeniem na Javiera, który zawadiacko się do niej uśmiechał. Ten uśmiech sprawiał, że serce dziewczyny biło kilkanaście razy szybciej niż normalnie, a co za tym idzie – szybki przepływ krwi przez ciało, no i przypływ gorąca. Przygryzając dolną wargę wróciła do swojego ukochanego położyła mu ręce na obu jego barkach i wpatrując się w jego oczy poruszyła znacząco brwiami.
- Jeg elsker deg*…Wiesz, że nie lubię niespodzianek, ale ta bardzo, bardzo… ale to bardzo mi się podoba. A już chciałam zabrać Cię swoim rydwanem spod więzienia… Zepsułeś mi MOJĄ niespodziankę.
(*Kocham Cię)
Zaśmiała się, przeczesując palcami włosy meksykanina. Czuła jak ich ciała pragną siebie nawzajem, ich temperatury już się nie różniły, obydwoje byli rozpaleni i spragnieni siebie. Przytulając się mocno do chłopaka wcisnęła nos w miejsce nad jego obojczykiem i wdychając zapach Javiera zastygła w tej pozycji, chcąc jak najbardziej czerpać szczęścia z tej chwili. Słysząc słowa chłopaka ucałowała go w policzek i zamykając oczy oddała się tej chwili. Stali tak dobre parę minut, wtuleni w siebie bez słowa, gdy nagle Mevennea otworzyła oczy i spojrzała na twarz meksykanina.
-Mam nadzieję, że nic po drodze nie jadłeś… Zaraz zrobię coś do jedzenia.
Z promiennym uśmiechem na twarzy cmoknęła Javiera w nos i tanecznym krokiem powędrowała do kuchni, która nie była daleko, wręcz zaraz obok. Wyjęła ryż, jajka, paprykę czerwoną, cebulkę, ogórki konserwowe, trochę kukurydzy oraz groszku i przyprawy. Rozstawiła je wszystkie, tak by były widoczne, wzięła garnek, zalała wodą i postawiła na gazie. Zerknęła kątem oka na swojego ukochanego i z wciąż przyklejonym uśmiechem do twarzy związała sobie włosy w wysokiego kucyka.
Dawno nic porządnego nie gotowała, a azjatyckie jedzenie jej najbardziej pasowało w tej chwili. Dużo przypraw, różne smaki, słone, słodkie, ostre, łagodne. Norweskiego hot-doga wolałaby nie przyrządzać na taką okazję, zwłaszcza, że nie została zaopatrzona jeszcze w urządzenie do robienia bułek i parówek na parze, bo to one przecież smakują najlepiej!
Z gotowaniem problemów nigdy w sumie nie miała. Lokaj uczył ją co nieco, ponieważ zakładał, że przydadzą się Mev te umiejętności. Była w stanie zrobić przepyszną lasagne, kurczaka w sosie słodko-kwaśnym, sushi, curry, kurczaka w cieście sezamowym, potrawy po kantońsku, guacamole, burritos, czy też nawet zwykłe tortille, tosty i jajecznice. Nie była w tym ekspertem, ale starała się za każdym razem przygotowywać swoje potrawy coraz to lepiej.

Re: #1 - Wyczekiwana wolność

Yesterday at 6:44 pm
Wiadomym było, że lepiej jest spędzać czas ze sobą codziennie, w zaciszu domowym, nie mając przed sobą nic ważniejszego, niż samych siebie. Ostatnie trzy lata były dla nich katorgą i długo zajmie im odrobienie tych straconych dni, jednakże wszystko to sprowadzało się teraz do jednego: więcej jej nie zostawi, dosyć się już nacierpiał bez niej i żył sam. Teraz przyszedł czas na nowy etap w jego życiu - nowa praca, nowe okoliczności, tylko miłość pozostała ta sama, ale była ona tak wielka, że musiała się siłą rzeczy stać nierozłącznym elementem ich relacji. Wystarczy spojrzeć na to, co się właśnie teraz dzieje między nimi - trwają w swoich objęciach od dobrych kilku minut, zapominają języków w gębie, tylko przyglądają się sobie, a ich serca biją jak szalone. Zapomniał o kwiatach, o torbie na ramieniu, o tym, że powinien jej co nie co wyjaśnić i oczywiście nawet skomplementować, bo pomimo outfitu stricte domowego, wyglądała jak zwykle - jak bogini.
Uniósł prawy kącik ust, gdy zażartowała z rydwanem, wyobrażając sobie niejako całą tą sytuację. Oczywiście, mieli magię, więc mogliby trochę namieszać, ale przez wzgląd na przestrogi swoich rodzin, nie korzystali zbyt dużo z zaklęć, by nie sprowadzać na siebie zainteresowania egzorcystów. W połączeniu z faktem, iż i tak musieli uciekać od swojej przeszłości, nie byłoby im to zdecydowanie na rękę.
Splótł dłonie na jej kości ogonowej i przysunął ją nieznacznie do siebie.
- Zdecydowanie wolę spacer.
Przytulił ją bardziej do siebie i przez moment trzymał w objęciach tak mocno, jak tylko się dało, by jednocześnie nie stworzyło to jakiegoś nieprzyjemnego uczucia podduszania. Widział, że potrzebowała tego, aczkolwiek on chyba potrzebował tego jeszcze bardziej.
Skinął głową na znak, że jest głodny i z chęcią by coś zjadł, dlatego nie zamierzał przeszkadzać Mev w jakiejkolwiek czynności. W czasie, gdy ona zajmowała się obiadem, on postanowił wypakować swoje rzeczy i, w końcu, wprowadzić się, tak jak powinno to wyglądać. Bagażu nie miał zbyt wiele, raptem kilka koszulek, jakieś bluzy, spodnie, dwie pary butów i kilka drobiazgów, do których miał sentyment. Pochylając się nad torbą, dostrzegł mały wisiorek z krzyżem, który był jego jedyną pamiątką po matce. Wziął go w dłoń i ucałował, by następnie powędrować do przygotowującej posiłek blondynki i bez słowa założyć jej mały naszyjnik.
- Chcę, żebyś to nosiła - rzucił będąc za jej plecami, a później całując ją w kark.
Będąc już rozpakowanym, w miarę wypoczętym i niecierpliwym, postanowił spędzić z Artdill jeszcze trochę czasu w kuchni, nim ta wszystko przygotuje. Usiadł więc na krześle przy małym stoliku i obserwował jak ukochana radziła sobie ze wszystkim, będąc jednocześnie skorym do tego, by rozmawiać z nią na dowolny temat. Stęsknił się do tego stopnia, że nie odpuści jej żadnego momentu, w którym mogliby mieć jakąś interakcję, tego mu bardzo brakowało przez ostatnie lata.
- Ładnie tu urządziłaś - stwierdził, spoglądając najpierw na kuchnię, a później na resztę mieszkania. Było tu przytulnie i ładnie, aż chciało się wracać do takiego domu, pomimo tego, że było to dosyć małe i skromne lokum.
Sponsored content

Re: #1 - Wyczekiwana wolność

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach