Share
Go down

Central Park

on Pią Kwi 20, 2018 11:12 pm

Re: Central Park

on Nie Kwi 22, 2018 7:18 pm
Po ciężkiej misji którą ostatnio zleciła mu centrala musiał odpocząć i to niestety nie z własnej woli. Demon z którym walczyli okazał się ciężki do złapania przez co Noah musiał zaryzykować i dać się zranić. Co prawda było to małe poświęcenie gdyż zranienie lewego ramienia wydawało mu się mało istotne i osobiście uważał że może dalej wykonywać swoje zadania jednak zarząd sądził inaczej mówiąc że nie może wysłać go na kolejną misję póki nie będzie w stu procentach sprawny. Blondyn nie miał zbyt bogatego życia towarzyskiego przez ciągłe udziały w tych egzorcystycznych eskapadach i spędzanie wolnego czasu który miał między nimi w bibliotece dlatego nie do końca wiedział co ma ze sobą zrobić. Zostawiając swoją broń w domu, postanowił udać się do innej dzielnicy nowego jorku niż ta w której mieszkał, a mianowicie do Manhattanu. Był kwiecień, wiosna dawała o sobie znać i postanowił ukoić swoje zszargane przez pracę nerwy właśnie na łonie natury, a Central Park oferował to w najlepszy dla nowojorczyka sposób. Przechadzając się alejkami postanowił w końcu usiąść i nacieszyć się świeżym powietrzem oraz śpiewem ptaków które właśnie teraz śpiewały najpiękniej przez rozpoczynający się okres godowy.


Re: Central Park

on Nie Kwi 22, 2018 8:56 pm
Redaktorka regularnie wysyłała wiadomości o nowy rozdział.
"- Jak ci idzie? Czy mogę wpaść i zerknąć?
- Idzie mi znakomicie. I, proszę, daj mi jeszcze dobę, bo pozostały mi jedynie dwa akapity. :)"
Ale doba minęła dwa dni temu, a wiadomości przychodziły jak szalone. Annabelle telefon odbierała jeszcze kilkanaście godzin temu, ale teraz postanowiła go wyciszyć, bo jej własny dzwonek zaczął doprowadzać ją do szału. Pobieżnie zerkała to na ekran telefonu, a to laptopa, na którym czarnym drugiem pyszniły się dwa... zdania. Wypiła już dwie kawy, wypaliła jednego, taniego papierosa, ale wena odpłynęła w dziki rejs do miejsca, gdzie nie można wysłać nawet pocztówki. Postanowiła podgrzać jakieś wczorajsze żarcie na wynos w mikrofeli i w oczekiwaniu, zaczęła przeglądać wiadomości; wszystko zapełnione przez redaktorkę, którą chyba opętał sam diabeł, wyrazy zaczynały gubić litery, a zdania łamały wszelkie podstawowe zasady. Najnowszy powiadomił, że będzie za pół godziny, czyli generalnie, za dziesięć minut.
Wyciągnęła jedzenie z mikrofali i już miała wyciągnąć widelec, gdy poczuła, że to wczorajsze żarcie, które może jednak było sprzed trzech dni, trochę wali. Kot nie wydawał się być empatyczny, bo otarł się o jej nogi i zamiałczał, prosząc o coś smakowitego. I nie był zadowolony z typowej saszetki dla kotów.
Annabelle westchnęła głęboko i wyrzuciła swój makaron do kosza.
- Idziemy po jedzenie, Marudo? - zapytała, a jej kot spojrzał na nią tymi wielkimi, bystrymi oczyskami. - Kupię ci surowe mięso - stwierdziła, a kot zamruczał, "Och tak".
Maruda miał określony gust - uwelbiał mięsko z Esset Street Marketu. I nic go to nie obchodziło, że specjalnie po to musiała jechać godzinę busem. No więc, pozbierali się i pojechali. Zrobiła zakupy (kupiła jedynie pierś z kurczaka, mięsistą, pokrojoną na kawałki i loda dla siebie) i postanowiła przejść się przez park. Niebo było śliczne, wiał lekki wiatr; nawet Maruda był w dobrym humorze, to znaczy, jak na niego.
Wypuściła Marudę w parku, a ten wiernie kroczył przy jej nodze. Usiadła na ławce i obok, przy krawężniku, dała kotu jeden z kawałków mięsa, który zaczął wszamać. Jakiś dzieciak na deskorolce przejeżdżał i skoczył na tej desce, robiąc nieprzyjemny hałas. Kot syknął, najeżył się i z kawałkiem mięsa pędził w na oślep w kierunku jakiegoś przechodnia.
- Maruda! - krzyknęła, zrywając się z ławki z tym swoim kapiącym lodem w ręku, co było komiczne, ale kot pozostał głuchy na jej wołania.

Re: Central Park

on Nie Kwi 22, 2018 9:29 pm
Siedząc tak sobie na ławce i pogrążając się w swoich przemyśleniach całkowicie odpłynął do czasu kiedy ktoś zaczął krzyczeć zakłócając jego spokój. Nie mogąc znieść takiego hałasu podczas swojego wolnego dnia postanowił pomóc biednej kobiecie w ujęciu kociego zbiega. Nie było to łatwe gdyż jak wiadomo koty są sprytnymi stworzeniami, a złapanie ich wymaga sprytu jednak czym to było w porównaniu do walki z demonami. Wstając z ławki spojrzał na szarżującego kota i westchnął ciężko. Nie przepadał za tymi stworzeniami, a teraz przyszło mu je łapać. Los najwyraźniej mu nie sprzyjał. Czekając aż uciekinier będzie w jego pobliżu wyciągnął rękę i zdecydowanym ruchem złapał pchlarza dociskając go do płyty chodnika tak by nie mógł uciec starając się przy tym go nie uszkodzić. Kiedy kotek troszkę się uspokoił i skupił na drapaniu jego ręki wziął go na ręce i ruszył w stronę kobiety która to zakłóciła jego spokój. Widząc jak stoi z tym kapiącym lodem uśmiechnął się powstrzymując od śmiechu, no bo trzeba przyznać widok był iście komiczny.
- To chyba Pani zguba - Powiedział podając jej Marudę.
Była nawet ładna, dlatego nie zamierzał mówić nic niemiłego przynajmniej do momentu kiedy samo coś się nie wyrwie z jego ust.
- Proszę go lepiej pilnować. Nie łatwo złapać takie stworzenie gdy jest spłoszone - Dodał po chwili patrząc na nią.


Re: Central Park

on Nie Kwi 22, 2018 10:10 pm
Biedny Maruda był kotem dumnym, inteligentnym, ale skrzywdzonym. Jeszcze kilka tygodniu temu bezdomny, wychudzony i niezmiernie zdesperowany, skoro pozwolił takiej kobiecie wziąć go do siebie. Niemniej, nażarł się i przez wiele tygodni nie dał się dotykać; dopiero po kilkunastu tygodniach siadał blisko niej, na kanapie, przyglądając się tymi dużymi oczyskami.  Nic dziwnego, że gdy przechodzeń go złapał chciał rozszarpać zuchwałą rękę człowieka.
Annabelle współczuła kotowi, ale z ciekawością patrzyła na mężczyznę. Pochwycił go jak zawodowiec! Przyjrzała się jego ślicznej buźce i wysportowanej sylwetce. Aż w końcu, wykonała wstępną sondę (sportowiec, albo ganiał kury po wsi i wyciskał do YouTuba, najpewniej to pierwsze). Jak przystało na potwora, szybko oceniła swoje szanse w starciu, bo instynkt to instynkt. Uśmiechnęła się do Marudy z troską, nie tak bardzo udawaną. Chciała go przygarnąć, ale ten lekko nadgryzł dłoń i dumny stanął obok jej nogi, najwidoczniej nie chcąc tracić morałów w towarzystwie drugiego mężczyzny.
- To facet. Jakby się wyszalał to by wrócił - stwierdziła, ach, jeden z tych jej żarcików, które wkurzają lub żenują.  - Dzięki za pomoc. Sprawnie sobie z nim poradziłeś, a to drapieżna bestia.
Brzmiało niemalże sarkastycznie w jej uśmiechniętych, żarłocznych ustach.
Nie wyglądała na specjalnie zakłopotaną, a jej buźka nie oblała się rumieńcem; była pewna granica udawania, chociaż była cholernie pewna, że niejedna miałaby już drżące nogi na widok przystojnego supermena.
Ludzie bywali zabawni pod tym względem.
- Dałabym ci coś w ramach podzięki, ale sklep jest oddalony o kilka kilometrów. Chyba, że chcesz surowe mięso - odruchowo spojrzała w kierunku reklamówki. - Ale musiałbyś o nie powalczyć z Marudą.
Lód zaczął kapać na chodnik, a ona wywróciła oczami i pozbyła się go w najbliższym koszu, szczęśliwie będącym na wyciągnięcie ręki. Nie była przejęta lepką dłonią, bo to nie tak, żeby brud był jej obcy.

Re: Central Park

on Nie Kwi 22, 2018 10:40 pm
Nigdy nie łapał kur, ani nie był sportowcem jednak zastanawiał się nie raz czy nie zostać czasem rolnikiem po tym gdy skończy już z ratowaniem świata. Był to ciekawy zawód. Mógłby spędzać całe dnie na świeżym powietrzu, a z wytrenowaną siłą nie miałby problemu z ciężkimi zajęciami które temu towarzyszą.
- Nie ma za co. Faktycznie nie było łatwo, ale nie mogłem zostawić damy w opałach - Powiedział i się uśmiechnął.
Kiedy zaproponowała mu mięso w ramach podziękowania nie wytrzymał i zaśmiał się cicho.
- Nie dziękuję. Przed wyjściem z domu zjadłem obiad, jednak w zamian za pomoc może dotrzymasz mi przez chwilę towarzystwa? - Odrzekł patrząc jej w oczy.
Miała ładne oczy, dlatego ciężko mu się było od nich oderwać.
- I tak w ogóle to jestem Noah - Przedstawił się po pewnym czasie, mimo że to właśnie od tego powinien był zacząć.
Ciekaw był czy dziewczyna się zgodzi na jego zaproszenie, jednak skrycie miał nadzieję że nie odprawi go z kwitkiem i pozwoli jeszcze trochę cieszyć mu się swoim towarzystwem.


Re: Central Park

on Nie Kwi 22, 2018 11:21 pm
"Czaruś", pomyślała w odpowiedzi na jego szarmanckie zachowanie. Była niemalże pewna, że w jego ulubionej piekarni ekspedientki kłóciły się o to, kto tym razem sprzeda ma bułki.
Niemniej, poszerzyła swój uśmiech na widok jego, trochę nie wiedząc, jak zareagować; nie była ekspertem od flirtowania w biały dzień, w parku, gdzie ptaszki ćwierkały, a kot gapił się i gapił na mężczyzne, nie mrugając wcale.
Dotrzymać towarzystwa? Spojrzała na niego zaskoczona. Rozmowy z ludźmi ograniczała do odpowiedniego minimum dobrej-sąsiadki, bo nigdy niczego dłużej się nie uczyła, jak stawiać pozory, chować się w szarym tle i nie wyróżniać się, bo o to w tym wszystkim chodziło. Pewnego dnia, gdy wpadnie, ludzie będą się dziwić: "Nie, to kompletnie niemożliwe, przecież była taka radosna, zawsze pomagała staruszce wnieść zakupy". Ale sentymenty są bardzo kapryśne; lada chwila i zapomnieliby o wszystkich pączkach, które im podarowała na rzecz plucia i obrzydzenia.
- Jasne, czemu nie - powiedziała w końcu, jak przystało na Amerykankę jedynie trochę dziwną. - Annabelle.
Spojrzała na niego z psotnym uśmieszkiem, patrząc spod rzęs. Trochę jakby nie miała ponad trzydziestu lat, a jakieś trzynaście, chociaż w oczach miała ich ze trzysta. Wyglądała trochę jak lwica, która zamierzała troszkę pobawić się swoim jedzeniem.
- Jesteś miejscowy? - Nie czekała na jego odpowiedź. - Bo wiesz, jeśli nie, nie dam ci swojego numeru - wskazała palcem na siebie tym rozbrajającym uśmiechem; raczej nie słynęła z wielkiego taktu.
Noah (Ten wybrany przez Boga? Albo to niechcący, albo jego rodzice musieli być trochę szurnięci, a świry to coś, na czym Anna się znała) nie musiał mieć takiego celu. Amerykanie byli bardzo przyjaźni z natury (ci przeciętni, nie ci, których obwód nadgarstków dorównywał do ud kobiety), ale chyba potrafiła się dosłuchać obcych naleciałości w jego akcencie.
Ale nie dałaby sobie uciąć za to głowy.

Re: Central Park

on Pon Kwi 23, 2018 11:38 am
Kiedy zgodziła się spędzić z nim trochę czasu był zadowolony. Mało miał czasu na to by spokojnie sobie usiąść i porozmawiać z kimś na tematy w których podstawą nie są demony i walka z nimi.
- Ładne imię - Powiedział do niej i wskazał ławkę by mogli sobie na niej spocząć.
Po co mają stać, skoro obok nich jest tyle miejsca do siedzenia. Jej psotny uśmieszek i to spojrzenie sprawiło nawet że chłopak na chwilę się zarumienił. Zakłopotany tym momentem spojrzał na kota, który cały czas gapił się na niego i to w dodatku bez mrugania. Niektórzy mogliby pomyśleć że jest to straszne, jednak dla Noah to nie było nic niezwykłego.
- Cóż... Mieszkam w innej dzielnicy i nie potrzebuję Twojego numeru telefonu. Po prostu Cię znajdę co będzie zabawniejsze - Odpowiedział patrząc znów na nią.
Była ładna, dlatego starał się nie popełnić gafy i w żaden sposób jej przestraszyć.
- Albo po prostu będę tutaj przychodzić i czekać kiedy to znów ucieknie Ci kot - Dodał po chwili i spojrzał na tego futrzaka.


Re: Central Park

on Pon Kwi 23, 2018 4:56 pm
Noah zarumienił się jak piwonia, a kobieta pomyślała, że może trochę przesadziła z tymi żartami. Naturalną rzeczą było podążenie wzrokiem tam, gdzie uciekł ten towarzysza; ach, zdecydowanie bardzo ładna pogoda. Słońce przyjemnie ocieplało, wiatr lekko powiewał w twarz; "Mogłabym napisać bajkę o tym spotkaniu" - przyszło jej to nagle do głowy. Oczywiście, tak by się zaczęło; potem dodałaby jakiś czarny charakter, gadającącego chrabąszcza i śmiejące się słońce. Szczerze mówiąc, było coś rozkosznie naiwnego w tych bajkach.
Mężczyzna znowu się do niej odezwał; a jej zamglony wzrok ponownie był tutaj na miejscu, chociaż nie tak do końca.
- Mhhhm... - zamruczała leniwie  w odpowiedzi. Promienie słońca wydobywały z jej rudych włosów czerwony blask. - Wierzysz w prawo przyciągania?
Mogłaby się w końcu zamknąć. Annabelle wcale o tym nie myślała i wcale tego nie chciała. Ba, nie potrzebowała tego. Nowy przyjaciel byłby jedynie balastem; wymagałby opieki, uwagi, musiałaby nauczyć się nowych zachowań. Zdecydowanie, wystarczał jej Maruda. Jakkolwiek, starsi sąsiedzi plotkowali o jej dość żałosnym życiu towarzyskim, słyszała tych drani.
Zresztą, trudno byłoby nazwać przyjacielem kogoś, kto nie podzielał jej małego hobby.
Siedli na ławce. Kot spojrzał na Annabelle z wyrzutem i poszedł do ich poprzedniej ławki. Łatwo dostał się do zawartości reklamówki - czyli mięsa.
- Maruda obraziłby się, gdyby to usłyszał - stwierdziła dość rozbawiona. - Jakkolwiek, myślę, że moglibyśmy pobawić się w kotka i myszkę we dwójkę - machinalnie spojrzała na jego ciało. Mogłaby się z nim poszarpać.
Raz czy dwa.
- Przegrałbyś. Ale mam nadzieję, że nie za szybko - oznajmiła zuchwale, żeby założyć nogę na nogę. Oj tak, uda też miała silne. Musiała mieć.

Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 1:49 am
Było w niej coś intrygującego przez co nie mógł przestać na nią patrzeć. Przez słońce które oświetlało jej twarz wyglądała prawie jak anioł, a rude włosy skąpane w promieniach słonecznych dawało ładny czerwony kolor. Nigdy nie sądził że spotka kobietę która tak bardzo zamąci mu w głowie aż się zarumieni, a tu proszę. Wcale nie musiała dużo mówić by doprowadzić Noah do całkowitego zmieszania. Słysząc jej mruczenie uśmiechnął się, jednak to pytanie całkowicie wybiło go z tych wszystkich rozmyślań.
- Gdy tak na Ciebie patrzę to zaczynam chyba w to wierzyć - Powiedział i odchylił głowę do tyłu.
Nie wiedział czy ta odpowiedź ją usatysfakcjonuje, jednak tak podpowiadała mu głowa. Często zdarzało mu się powiedzieć coś nieodpowiedniego do sytuacji jednak teraz uważał że to co powiedział było adekwatne do tego co myślał i czuł. Kiedy powiedziała mu o zabawie w kotka i myszkę wyprostował się i uśmiechnął.
- Też tak uważam - Odrzekł na zdanie o tym że mogliby się pobawić w kotka i myszkę.
Drugie zdanie które wypowiedziała sprawiło że miał chęć ją lekko zaskoczyć i zdominować jednak skończyło się tylko na tym że położył jej rękę na policzku.
- Skąd ta pewność? - Zapytał z uśmiechem.
Uwielbiał rywalizować, dlatego nawet z czystej przekory musiałby wygrać.


Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 8:35 am
Mój Boże, Diable (bo to chyba wyjątkowo podlegało pod obupólny interes), ten koleś miał naprawdę beznadziejny gust. Spojrzała na jego szyję i niemalże mogła usłyszeć, jak szybko przepływa krew przez tchawicę, chociaż nie była wampirem. Człowiekiem też się nie czuła. No, kompletnie kiepski gust, przynajmniej do kobiet. Niemalże współczuła mu pod płaszczykiem amerykańskiego uśmiechu.
"No no, ktoś tutaj jest chętny na zabawę" - pomyślała śpiewnie, widząc wyprostowaną sylwetkę w gotowości, jakby już tutaj, teraz, mieli się zerwać z ławki i trochę pobawić. Szkoda tylko, że pewnie ich wspólne pojęcie zabawy nieco się różniło, ale taka była niedola Annabelle; krzyż, który musiała nieść za to, że (od czasu do czasu, gdy Bestia wyła z głodu i pożądania) pozbywała się larw ze świata, czyż to nie niesprawiedliwe?
"- Skąd ta pewność?"
"- Bo poluję na podobnych do ciebie. No dobrze, nie tak ładnymi, ale garbarytami" - Druga część brzmiała nieźle, ale pierwsza zdecydowanie odpadała.
"- Trenuję sztuki walki" - To już brzmiało bardziej spoko, ale wówczas nakłaniało do pytań, na które, oczywiście, miała odpowiedź, ale pozbawiało elementu zaskoczenia.
- Biegam co rano. - Och, a to kłamczuszek. - Oprócz dni, gdy mam kaca - niemalże słychać było zawstydzenie tym faktem. Odpuścić trening przez kaca? Zbrodnia!
Nie może się powstrzymać; gryzie jego dłoń; niespodziewanie, ale mocno; powstrzymując się, ale nie do końca.
- Jutro też mogę biegać i, możliwe, że wybiorę się tutaj - dokończyła z czarującym uśmiechem, nawet nie udając, że jest jej przykro. Dlaczego miałoby?

Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 11:03 am
Czy naprawdę miał taki zły gust? On tak nie uważał no ale jednak każdy ma swoje zdanie. Nie miał zamiaru przekonywać nikogo do swojego. Zastanawiając się co mu odpowie przyglądał się jej bacznie starając się zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół tak na wszelki wypadek jakby nie dane było im się spotkać po raz drugi. Wiedział że może się tak zdarzyć, jego praca nigdy go nie oszczędzała, a co więcej pochłaniała większą część czasu. Słysząc że biega uśmiechnął się.
- To może kiedyś razem pobiegamy - Powiedział i zaśmiał się słysząc część o kacu.
Kiedy chciał położyć rękę na jej policzku ona go ugryzła. Cóż, nigdy nie wykonywał takich ruchów więc jej reakcja zaskoczyła go podwójnie. Przez leki uśmierzające ból nie czuł zbyt mocno jej ząbków na swojej ręce jednak po chwili zaczął ją wycofywać. Gdy powiedziała że jutro może być tutaj i biegać spojrzał jej w oczy i kiwnął głową.
- Jeśli mi się uda to do Ciebie dołączę - Odrzekł i przysunął się bliżej niej.
Gdy siedział już na tyle blisko że spokojnie mógł złapać ją nawet i drugą ręką. Nie zważając na nic tym razem zdecydowanie szybciej nie chcąc dać się znów złapać jej ząbkom złapał ją za obydwa policzki i lekko pociągnął tak by nie bolało, uśmiechając się przy tym do niej.


Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 11:34 am
Spojrzała z dumą na dłoń Noaha, na której pozostał piękny ślad równiutkich, żarłocznych zębów; niektórzy robią malinki, a inni obdzierają mięso do kości, chociaż ona preferowała w miarę schludną, a już na pewno przemyślaną robotę.
Z jakiegoś powodu, mężczyzna uznał atak za pozwolenie na przysunięcie się jej bliżej; i nim się spostrzegła, ten w zamian pochwycił oba policzki i zaczął je ciągnąć. Coś jej przypominało jej to zagranie. Kurczowo chwyciła się tej drobnej nitki i pobiegła za nią, orientując się, że przecież... tak się robi dzieciom, gdy były niegrzeczne. A to bezczelny!
Na ich wzór, chociaż była dorosłą kobietą cieleśnie i na twarzy, posłała mu naburmuszoną minę. Prawie nie widać było tego chłodu, który maskowała idealnym, amerykańskim uśmiechem.
Swoją drogą, musiało to wyglądać dość zabawnie. Wyglądała jak Maruda w ludzkiej skórze.
- Nie jestem dzieckiem. - Cóż, ta wybitnie spostrzegawcza uwaga powinna zostać nagrodzona Noblem Sherlocka.
Swoją drogą, czy to było normalne zachowanie dwójki dorosłych ludzi, którzy poznali się z godzinę temu? A może ten przystojny dżentelmen też miał swoją przeszłość, tajemnicę, która zrobiła go popsutym? To byłoby całkiem ciekawe.
Maruda wynurzył łebek z worka, oblizał się z apetytem, ale na ich widok chyba prychnął z pogardą, albo niesmakiem (albo jedno i drugie) i wrócił do swojego zajęcia.

Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 12:22 pm
Kiedy tak przy niej siedział i trzymał za poliki uśmiechnął się i przechylił głowę na prawą stronę. Z naburmuszoną miną wyglądała teraz jeszcze bardziej rozkosznie niż wcześniej co sądził że będzie niemożliwe.
- Wiem - Odpowiedział krótko i puścił jej policzki.
To było prawdą, nie była dzieckiem ale może to i lepiej. Gdyby tak było już dawno policja by oskarżyła go o bycie pedofilem czy innym łotrem, a wcale tak nie było. Nie miał on żadnych tajemnic poza swoją pracą, toteż nie mógł być zepsuty, a przynajmniej nie uważał by tak mogło być. Widział świat w czerni i bieli dlatego też zawód egzorcysty mu pasował. Nie musiał podejmować ważnych decyzji i zastanawiać się czy to co robi jest słuszne. Na razie bycie w zakonie miało białą stronę, jednak wydarzenie które miało miejsce dziewięć lat temu cały czas zalegało w jego pamięci. Uczucie zdrady i bezsilności było ciężkie do przełknięcie jednak dał sobie jakoś z tym radę.
- W ogóle to czym się zajmujesz? - Zapytał zaciekawiony.
Skoro pierwsze gryzienie mają już za sobą, powinni się więcej o sobie dowiedzieć.


Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 1:11 pm
"- Czym się zajmujesz?"
Przeszło jej przez myśl kilka podłych, niektórych opryskliwych odpowiedzi. Takich, które niewątpliwie odstraszyłyby biednego mężczyznę. Ale Annabelle długo się uczyła, jak właśnie tego NIE robić.
- Jestem pisarką - stwierdza prosto, bo czasami to było najlepszym rozwiązaniem. - Piszę bajki dla dzieci.
Zazwyczaj ludzie, gdy słyszą magiczne słowo "pisarka", od razu przyklejają zestaw cech, jak alkoholik, narkoman, albo leniwiec kanapowy. I dziwak. Akurat to ostatnie służyło jej najbardziej, jakby te drobne potknięcia, szczeliny w masce, miały zostać usprawiedliwione przez to magiczne słowo.
Maruda w końcu postanowił oderwać się od jedzenia (Annabelle nie liczyła na to, że dało się z tego coś uratować) i rozciągnął się leniwie obok budki, korzystając ze słońca.
- Taki to ma życie - wzdycha ciężko. - Nie musi martwić się o to, że jego życie jest policzone, bo w twoją redaktorkę wstąpił sam Szatan. - Trochę bawiło ją to sformułowanie.
To nie tak, że o niej zapomniała. Zwyczajnie, bez wyrzutów sumienia uciekła od swoich obowiązków, żeby kupić kotu żarcie, a potem, co było niespodzianką, wygrzewać się na słońcu z przystojniakiem.
- Nie oddałam materiału. Już od dwóch dni - postanowiła podzielić się tą drobną wadą. - Ale redaktorka mówiła, że to normalna choroba wśród pisarzy, takie spóźnianie się- Poczuła chęć usprawiedliwienia się.
Nie dodała, że redaktorka wówczas była zalana w trupa, bliska płaczu i o próg od zwolnienia. Między innymi, przez takich jak panna Benz.
No cóż, jej chociaż nie groziło krzesło elektryczne. No nie wiem, kto tutaj powinien narzekać?

Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 1:38 pm
A więc była pisarką. Brzmiało to naprawdę ciekawie. On nie zajmował się praktycznie niczym poza egzorcyzmowaniem, jednak planował otworzenie może jakiegoś baru. Miałby jakieś alibi, oraz jako właściciel nie musiałby tam stale przesiadywać, a pieniądze by leciały same profity.
- Może opowiesz mi dziś wieczorem jakąś bajkę - Wyszeptał jej na ucho.
Nie chciał by źle to odebrała, jednak lubił być bezpośredni, bo to dawało im więcej czasu dla siebie, a mniej na podchody. Widząc wygrzewającego się na słońcu kota i komentarz dziewczyny o szatanie lekko się uśmiechnął. Nawet w codziennym życiu prześladują go takie zwroty. Słysząc jej dalsze tłumaczenia objął ją lekko i przyciągnął do siebie tak by jej głowa mogła spokojnie oprzeć się o jego ramię.
- W końcu ją oddasz, a wtedy poproszę jeden egzemplarz dla mnie. Chciałbym przeczytać Twoje dzieło - Powiedział patrząc na nią.
Dziarsko zaczął sobie poczynać, ale to dlatego że musiał. Obawiał się trochę tego, jednak najwyżej znów go ugryzie czy coś w tym stylu.


Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 2:30 pm
Noah zdecydowanie mógł usłyszeć szalone trybiki w mózgu Annabelle, skoro się tak zbliżył i, o zgrozo, zadawał tego typu pytania. Dwuznaczne. Wieloznaczne. Oczywiście, mogłaby pójść na łatwiznę i odebrać to tak, jak brzmiało. Ale była niezłym samoukiem, a to nauczyło ją rozpoznawać pewne sygnały (takie jak u pryszczatego, starszego kolegi w wieku nastoletnim, potem tych z baru, chociaż tam byli prostsi). Chciał ją bzyknąć? Zaprosić na kolację? Na wódkę? A może faktycznie był miłośnikiem bajek? Zresztą, czy ona faktycznie chciała jeszcze cokolwiek z nim robić? Nie miała na to czasu. Była zajęta udawaniem człowieka, a to pochłaniało mnóstwo energii.
Ale pewnie przed drzwiami czekała ją redaktor, a nie mogła pójść do baru z Marudą.
- Mogłabym poczytać - stwierdziła więc, na cokolwiek się zgadzała. Towarzysz postanowił objąć ją, położyć sobie jej głowę na męskim ramieniu.
Hm. Czyli jednak seks?
Gdyby się tak zastanowić, kobieta w jej wieku miała już faceta. Albo męża i dzieci. Może sama powinna była zacząć randkować? W sumie, ludzie zadawali te niewygodne pytania. Kiedyś chociaż myśleli, że jest lesbijką, ale i w towarzystwie kobiety jej nie widzieli. Redaktorka najwidoczniej się nie liczyła.
Spojrzała na jego ciało. Owszem, miał potencjał. Ale dla niej seks był na poziomie psychiki i nie chodziło o takie bzdury, jak zaufanie i bezpieczeństwo. Można byłoby powiedzieć, że wprost przeciwnie.
- A ty czym się zajmujesz? - zapytała, skoro Noah niespodziewanie zmusił ją do intensywnego myślenia na niewygodnej płaszczyźnie i był jej głównym tematem. - Lubisz zwierzęta? - Najwyraźniej uznała, że to było równie ważne.
To absolutnie nie było rozsądne pozwalać sobie na takie zachowanie w tak krótkim czasie. Każdy normalny pomyślałby, że to szaleństwo, ale jak było wiadomo, Annabelle patrzyła trochę inaczej.
Teraz, przykładowo, korzyściami.

Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 7:27 pm
Jemu wcale nie chodziło o to by się z nią przespać. Chciał po prostu być blisko niej. Zaprosić na kolację, napić się wina, po prostu zacząć żyć tak jak zwykli ludzie. Czyżby wiek dawał o sobie znać i chciał się ustatkować? Możliwe. W końcu wracanie codziennie do pustego mieszkania gdzie nikt na niego nie czeka było trochę smutne. Dodatkowo nigdy nie miał takiej prawdziwej rodziny która by się martwiła za każdym razem gdy opuszcza dom. Nie znał swoich prawdziwych rodziców jednak sądził że obydwoje byli egzorcystami ponieważ jego znamię ujawniło się dosyć wcześnie. Ojciec który go adoptował i dał mu to co teraz ma, ufał mu i wiedział że nie musi się martwić o Noah, ale czy to wystarczało? Słysząc jej odpowiedź spojrzał na nią. Było to naprawdę miłe, biorąc pod uwagę to że mogła to być pierwsza noc kiedy będzie miał komu powiedzieć zwykłe "dobranoc". Później zadała dwa pytania. Jedno było dosyć trudne, drugie zaś lekkie i dosyć przyjemne sprawiające wrażenie odskoczni od ciężaru odpowiedzi który na niego zrzuciła pytając o zawód.
- Lubię zwierzęta jednak żadnego nie mam. Prowadzę aktywny tryb życia i rzadko jestem w domu co po prostu nie pozwala mi na opiekę nad żadną żyjącą istotą - Odpowiedział i oparł głowę o jej głowę.
Było to nawet urocze z poziomu trzeciej osoby, jednak dla ich dwójki mogło to być dziwne. Znają się dość krótko, a on już się do niej tak przymilał.
- A co do mojego zawodu, to czasami gdzieś sobie dorabiam. Mam w planach otworzyć jakiś bar, jednak potrzeba na to kilku pozwoleń jeszcze - Dodał po chwili.
Nie mógł jej przecież powiedzieć prawdy o sobie, przynajmniej nie teraz.


Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 7:58 pm
Pokiwała leniwie głową, bo najwidoczniej usatysfakcjonowała ją wypowiedź Noaha. Nie ma zwierząt? Dobrze, bo te zazwyczaj jej nienawidzą. Ale nie ma nic im przeciwko? Świetnie! Maruda to ważny członek rodziny naszej Annabelle. Problem był taki, że mimo iż pogoda była wyśmienita i mogła doliczyć się z pięciu par, które przeszły podczas ich rytuału godowego, a Maruda leżał leniwie rozciągnięty i podrywał głowę jedynie wtedy, gdy przelatywał ptak, nic nie mogła poradzić na szaleńczą gonitwę myśli, która wszystko analizowała, sprawdzała i szukała powiązań.
- To skoro prowadzisz aktywny tryb życia, a twoja praca jest dorywcza, to co ty robisz? - zauważyła trzeźwo.
Hm. Zdecydowanie, nie powinna była ufać przystojniakowi, który mizdrzył się do niej w parku, chociaż ich znajomość trwała ledwo ponad godzinę. To nie był bar. To nie standardowe wyrywanie dupy na noc. O co tutaj grało? W sumie, gdyby się tak zastanowić, to zdecydowanie nie było normalne zachowanie normalnego człowieka. Może to jakiś mściciel za jakąś larwę, którą zdeptała? Albo jakiś wysłannik Egzorcystów, którzy postanowili wykorzystać jej małą słabość i nasłać na nią podstępną żmiję?
Albo jakiś zwyrol, który nie wyczuł, że miał podobnego sobie?
Bestia zachichotała mrocznie, ale za nic nie chciała podzielić się rąbkiem tajemnicy. Co ona wiedziała, czego Annabelle nie?
Tak czy siak, nie grało jej to. Palcami dłoni powędrowała przez jego udo, paznokciami drażniąc spodnie, robiąc jakieś esy-frolesy nieufności.
- Dziiiiwak - powiedziała dziecinnie, robiąc z ust dzióbek, teatralnie i słodko, gdy zastanawiała się, na ile sposobów mogła zabić go za krzakami, a na ile u niego na chacie.

Re: Central Park

on Wto Kwi 24, 2018 8:52 pm
Co robił? Dobre pytanie. Wymyślić coś na gorąco było trudno jednak co to dla niego.
- Cóż, można powiedzieć że łapie się każdej rzeczy którą ktoś mi zleci. Taka trochę złota rączka, czasami pomoc domowa. Nauczyłem się dużo potrzebnych rzeczy gdy byłem dzieckiem. Na początku w domu dziecka gdzie pomagałem zajmować się młodszymi od siebie, później przez samotne dorastanie bo ojca często nie było w domu. Nie jest to co prawda dochodowy interes jednak radzę sobie - Odpowiedział patrząc gdzieś w dal.
Było to kłamstwo idealne. Nie mogła sprawdzić praktycznie w żaden sposób czy mówi prawdę ponieważ nie jest u nikogo zatrudniony, nie mieszka w tej dzielnicy, a ona przecież nie pójdzie i nie będzie zaczepiać przypadkowych ludzi czy Noah Silverstone naprawdę pracuje u tego kogoś na przykład jako ogrodnik. Kiedy zaczęła smyrać go po udzie uśmiechnął się lekko i przymknął oczy. Było to nawet przyjemne. Nazywając go dziwakiem sprawiła że już po chwili uniósł powieki, a gdy dostrzegł jej minę zaśmiał się w głos.
- Urocze - Powiedział patrząc tak na nią.
Chciała go zabić? To byłoby dosyć smutne ponieważ jemu naprawdę dobrze się z nią rozmawiało.


Re: Central Park

on Czw Kwi 26, 2018 2:47 pm
Słuchała w milczeniu opowieści Noaha, który postanowił się podzielić swoją długą, wzruszającą historią, mająca na celu poruszyć serca. O ile ktoś je miał. Co za szczęście! Mężczyzna trafił na tyle inteligentnego potworka, że wiedział, jak zareagować. Machinalnie położyła dłoń na jego ramieniu, zaciskając lekko.
- Już w porządku - powiedziała. W pogotowiu miała jeszcze kilka innych wariantów tego pocieszenia, między innymi "No, już dobrze" oraz "Jest okej".
Wlepiła w niego nieruchome spojrzenie. Doprawdy, bardzo beznadziejny gust do kobiet.
- Dziękuję. Z ciebie też całkiem przystojniaczek - odpowiedziała gładko, z czarującym uśmiechem. Naprawdę, była trochę bezwstydna odwzajemniając się lukrowanymi słówkami, gdzie druga część mózgu zastanawiała się, jaka jest szansa, że koleś jest jakimś skrytobójcą, wariatem i tego typu. Dobrze, że jej sumienie z tym nie kolidowało.
Telefon znowu irytująco wibrował. Przewróciła oczami rozdrażniona. Czy to naprawdę było tak trudne do zrozumienia, że jeśli ktoś nie odbierał telefonu, a mieszkanie nagle powiewało pustką, oznacza, że zwyczajnie nie ma gotowego materiału?
Odrzuciła połączenie.
Maruda znowu przeciągnął się, długo i leniwie, aż wstał, wędrując w kierunku gołąbeczków na ławce. Usiadł po stronie Annabelle, wciąż wgapiając się w Noaha, jakby osądzając.
- Chyba nadal ma ochotę na mięso - stwierdziła. - Tym razem żywe - pozwoliła sobie na mały żarcik i przesunęła dłonią po grzbiecie kota, jednak nie wywołało to w nim specjalnej reakcji.

Re: Central Park

on Pią Kwi 27, 2018 12:20 am
Nie miał na celu poruszyć jej serca tą łzawą historyjką. Po prostu był szczerym chłopakiem, który gdy zaczyna coś mówić przeważnie dokańcza myśl, no chyba że się mu na to nie pozwoli. Kiedy złapała jego ramię i powiedziała że wszystko będzie w porządku kiwnął głową. Szczerze mówiąc powiedział jej trochę zbyt wiele o sobie. Powinien być trochę bardziej tajemniczy no ale cóż, to jest trudne dla kogoś tak otwartego jak on. Słysząc że jest przystojniakiem poczuł jak jego samoocena wzrosła. Nigdy wcześniej nie słyszał takiego komplementu, gdyż niespecjalnie przebywał w obecności kobiet. Biorąc pod uwagę że była tą pierwszą która tyle z nim wytrzymała był naprawdę pod wrażeniem. Nie miał pojęcia o co ona go oskarżała, oraz co chciała z nim zrobić i raczej nie chciał tego wiedzieć. Wolał żyć marzeniami i sądzić że jest jakaś szansa na to że kiedyś coś z tego będzie. Siedząc tak na ławce przytulony do niej poczuł jak wibruje jej telefon. Obawiał się tego że zaraz go opuści, jednak zamiast to zrobić odrzuciła połączenie.
- A może to coś ważnego - Powiedział nieśmiało.
Nie chciał by pomyślała przypadkiem coś sprzecznego z jego intencjami.
Chciał spędzić z nią czas, ale też mogło to być coś nie cierpiące zwłoki jednak jego przemyślenia przerwały słowa kobiety która twierdziła że kot ma chęć na mięso z Noah.
- A może jego właścicielka też ma? - Odrzekł i przybliżył swoją twarz do jej twarzy.


Re: Central Park

on Nie Kwi 29, 2018 10:46 am
Spojrzała na niego z lekko naburmuszoną miną, że telefon przeszkodził jej (jakby to była wina Noaha!) w zastanawianiu się, woli go przelecieć czy zabić, w sumie miała przede wszystkim ochotę na to pierwsze,  bo Annabelle bardzo lubiła silniejsze od siebie ciała, podniecało ją, gdy ktoś szarpał za te rude włosy i pokazywał jej miejsce (przypominało to młodość, ach, sentymenty), ale i tak zawsze była na górze, nawet, jeśli akuratnie była na samym dole.
- Pewnie ważnego - odpowiedziała machinalnie i wzruszyła ramionami. Nie przejmowała się telefonem, bo dobrze wiedziała, że to redaktorka, a z nią nie chciała mieć nic wspólnego, dopóki, oczywiście, nie będzie miała czegoś dobrego i skończonego (albo chociaż to drugie).
Noah zbliżył swoją twarz do niej; mogła oglądnąć sobie tę przystojną buźkę bliżej. Zezowała tak, pomiędzy ustami a oczami. Uśmiechnęła się szeroko, trochę niepokojąco, ale czy kogoś to obchodziło?
Na pewno nie pannę Benz.
- Mhm, jestem tak samo wybredna - stwierdza radośnie. - Mam swoje szczególne preferencje.
A żeby dać mu przedsmak tego, czego mógł od niej oczekiwać, najpierw zetknęła swoje usta z jego, delikatnie i ulotnie. Przez chwilę patrzyła mu w oczy, ledwie omiatając swoim oddechem wargi, nim nie wsunęła dłoni we włosy i tym razem wszystko było mocniejsze, intensywniejsze, z użyciem zębów i języka. Na pewno pozostawi usta Noaha wrażliwe, czerwone i nabrzmiałe.
Zachowywali się, jak nastolatki, ale to nie stanowił wielki problem dla Benz.
.

Re: Central Park

on Wto Maj 08, 2018 1:31 am
Widząc jej naburmuszoną minę lekko położył rękę na jej policzku. Nie chciał zrobić nic co mogło się jej nie spodobać. Uważał szczególnie na każdy swój ruch. Słysząc że mogło to być coś ważnego lekko się zaniepokoił, jednak po chwili obserwując dalej jej reakcje, zdał sobie sprawę że ona jednak mało się tym przejmuje. Patrzył tak jej w oczy coraz bardziej się w nich zatracając i zastanawiał się cały czas czemu tak piękna kobieta jest samotna.
- Szczególne preferencje? - Powtórzył patrząc na nią.
Nic więcej nie dał rady powiedzieć ponieważ zatkała jego usta swoimi. Na początku był to delikatny buziak jednak po chwili przemienił się w istnie drapieżny pocałunek który bardzo się spodobał blondynowi i nie zamierzał pozostać jej dłużny. Odwzajemniając jej pocałunek posadził ją sobie na kolanach. Nie chciał tracić nawet chwili z tej rozkoszy którą dawała mu Annabel podczas tego pocałunku.


Sponsored content

Re: Central Park

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach