Share
Go down

McGolrick Park

on Pią Kwi 20, 2018 11:49 pm

Re: McGolrick Park

on Wto Maj 15, 2018 4:38 pm
#1

Swój czas dzielił między pracę i opiekę nad córką, chociaż i tak zatrudnił dla niej nianię, która czasem odciążała go od tych wszystkich obowiązków. Nie musiałby tego robić, gdyby jego żona nie zapadła na chorobę psychiczną i gdyby nie została zamordowana. Jego żona byłaby dobrą matką, od której mógłby się wiele nauczyć. Tego jednak się nigdy nie dowie.
Ponieważ była dzisiaj ładna pogoda, postanowił zabrać córkę na pierwszy tego dnia spacer do jednego z parków. Ubrał Cecilię ciepło, ale nie tak, by się przegrzewała i nie tak, by było jej za zimno. Przegrzewanie się nikomu nie służyło.
Jego mała królewna uwielbiała spacery, chociaż jeszcze były to spacery, podczas których siedziała w wózku. W mieszkaniu potrafiła się poruszać bardziej swobodnie, pełzając po podłodze, turlając się i siadając. Musiał mieć ją na oku.
Sam w tym dniu był ubrany w białą koszulę, której rękawy podwinął na wysokość łokci oraz granatowe dżinsy z prostymi nogawkami i czarne trampki.
Postanowił usiąść na chwilę na ławce, szczególnie, że jego córeczce zamykały się oczy. Jedną z rąk opierał na rączce wózka, lekko nim kołysząc a drugą przewracał kartki książki, którą czytał i którą opierał na ugiętej w kolanie nodze. Czytał innych pisarzy i prawdę mówiąc, miał paru ulubionych.


Ostatnio zmieniony przez Arthur Harris-Lowe dnia Wto Maj 15, 2018 5:56 pm, w całości zmieniany 1 raz

Re: McGolrick Park

on Wto Maj 15, 2018 5:25 pm
/ #2

Szwendał się, bo chodzeniem tego zdecydowanie nie można było nazwać. A więc szwendał się po parku. Ubrany w luźnym, chociaż cienki sweter, z upiętymi w kitkę włosami i luźnymi spodniami mógł wyglądać trochę jak bezdomny. Ewentualnie hipster, który w sumie nie dba o to, jak wygląda. Była to poniekąd prawda, bo swoim wyglądem się zbytnio nie przejmował. Nigdy tego nie robił, a teraz już w ogóle nie miał powodów ku temu.
Szwendając się tak po tym parku, mijał różnych ludzi. Nie zwracał na nich większej uwagi. Przykuł ją dopiero samotny mężczyzna siedzący na ławce i czytający książkę. Ręką trzymał rączkę wózka, w którym przysypiała dzidzia. Podszedł do wózka i spojrzał na maleństwo, które w nim próbowało zasnąć,  ale przez ogólny harmider typowy dla takich miejsc, miała to bardzo utrudnione.
Oparł się ostrożnie o brzeg wózka, na którym to splótł ręce i ułożył brodę.
-Björnen sover,
Björnen sover
i sitt lugna bo*.
– śpiewał cicho, mrucząc lekko, w swoim ojczystym języku. Była to śmieszna, aczkolwiek słodka kołysanka. Taka z morałem, bo opowiadała o niedźwiedziu. -Han är inte farlig,
bara man är varlig,
men man kan dock,
men man kan dock
honom aldrig tro*...
– mruczał dalej i z delikatnym uśmiechem obserwował, jak mała duszyczka po prostu zasnęła.

_____________________________________

* ze szwedzkiego: The bear is sleeping, 
The bear is sleeping
In his quiet den.
He is not dangerous
As long as we go carefully
But you can still, 
But you can still
Never trust him!

Re: McGolrick Park

on Wto Maj 15, 2018 8:33 pm
Jako samotny ojciec bardziej spodziewał się interakcji z innymi matkami, babciami czy kobietami, które w przyszłości zostaną matkami. Rola ojca uległa zmianie na przestrzeni lat, ale nawet w parku widywał matki z dziećmi i nie zauważył żadnego ojca.
Jeśli oni gdzieś tam byli i wypchnęła ich matka ich dziecka na spacer z maluchem to chciałby być na ich miejscu. Chciałby być w ten sposób wyganiany z domu. A tak to miał wyrobiony zdrowy nawyk wychodzenia co najmniej raz dziennie na spacer, chociaż najczęściej było to dwa razy dziennie.
Jakie było jego zaskoczenie, kiedy do niego i wózka, w którym próbowała zasnąć jego mała królewna podszedł jakiś mężczyzna i spojrzał na jego córeczkę, by po chwili ostrożnie się oprzeć o brzeg wózka i zaczął cicho śpiewać.
Nie rozumiał, o czym on śpiewa, ale wywnioskował, że to kołysanka. Zamknął książkę i odłożył ją na ławkę.
To była jedna z tych krytycznych sytuacji, kiedy – jako ojciec – powinien kazać odejść temu mężczyźnie, ale spostrzegł, że Cecilia w końcu usnęła. Ten mężczyzna nie robił nic złego, w końcu nie zachowywał się jak zachwycone jego królewną kobiety, rzekomo słodko gruchające, pchające się do dotykania. To jak zachwycanie się małym kotkiem w transporterze czy młodym szczeniakiem.
Nie wiem, o czym śpiewałeś, ale dzięki temu zasnęła. Dziękuję. Jeśli chcesz, możesz usiąść — zwrócił się do tego mężczyzny, w dużej mierze z wdzięcznością i też zaoferował mu swoje towarzystwo. Zrozumiałby jednak, gdyby ten mężczyzna mu odmówił.

Re: McGolrick Park

on Wto Maj 15, 2018 9:59 pm
Do pewnych rzeczy trzeba było dorosnąć, chociaż prawdą było, że częściej widziało się matki z dziećmi ewentualnie matki z ojcami i dziećmi. Milo się patrzyło na takie rodzinne i rozczulające obrazki, chociaż Raven starał się nie zwracać na to uwagi. Czuł się źle, widząc kobiety tulące swoje potomstwo. W takich momentach tęsknił za swoją, z którą mimo wszystko był bardzo mocno związany. No i wciąż chciał znaleźć sposób na przywrócenia jej do życia, nawet jak to oznaczało zagłębienie się w najmroczniejszą istniejącą magię.
Asbjorn nawet jeśli nie wyglądał w tej chwili zacnie, to miał w sobie to specyficzne ciepło. I właśnie ono sprawiało, że częściej ludzi do niego przyciągało, niż odpychało. Można by powiedzieć, że dobrze mu z oczu patrzyło, chociaż to nie zawsze była prawda. Gdy się zdenerwował potrafił być naprawdę niebezpieczny. Nawet pomimo licznych prób zapanowania nad sobą i swoim temperamentem.
Dziecka nie dotykał, nie pchał do małej łap, bo to nie było zwierzątko, które można było głaskać. Już nie wspominając, że samo jego zachowanie było dziwne i raczej podejrzane. Chociaż nikt go jeszcze o pedofilię nie posądził, ale może to właśnie ten dzień. Chociaż… nie dawał ku temu żadnych powodów. Podniósł nienaturalnie niebieskie spojrzenie na ojca dziewczynki.
-O niedźwiedziu – odpowiedział krótko, by potem odsunął się od wózka. Zamiast jednak odejść, po chwalebnym wykonaniu swojego zadania, przysiadł się do mężczyzny. Spojrzał na niego przelotnie, by potem spojrzeć na wózek. -Gdzie jej mama? – Może nie powinien o to pytać, ale dobrze wiedział, że dzieci powinny mieć matkę.

Re: McGolrick Park

on Sro Maj 16, 2018 12:42 am
Nie przeszkadzało mu towarzystwo nieznanego z imienia mężczyzny, szczególnie, że on ukołysał do snu jego królewnę i nie zrobił nic więcej. Raczej nie zamierzał jej od niego zabrać, porwać. Takie sytuacje się zdarzały, ale za tym stały najczęściej choroby psychiczne, żerowanie na cierpieniu innych lub rodzinne dramaty.
Nie był osobą, która popadła w skrajną paranoję i nie był osobą, która byłaby w stanie oskarżyć kogoś o bycie pedofilem tylko dlatego, że przystanął na chwilę i zaśpiewał kołysankę dla jego dziecka. Nie zostawiłby córki z tym młodym – młodszym od niego – mężczyzną. Mógłby jej więcej nie zobaczyć. Bo przecież go nie znał i zatem nie miał możliwości mu ufać.
Najwyraźniej ta kołysanka się jej spodobała. Może podałbyś mi jej tekst po angielsku? Wtedy mógłbym jej to śpiewać — wyraził swoje zdanie i wystosował do tego mężczyzny kolejną prośbę.
Na serdecznym palcu jego lewej dłoni spoczywała obrączka, co bezsprzecznie oznaczało to, że jest w związku. Jako wdowiec mógłby zdjąć tę obrączkę, ale na to jeszcze było za wcześnie. Jeszcze nie pogodził się z tym, co miało miejsce. Gdyby odeszła pewnie byłoby łatwiej, ale ona została zamordowana. Nie zasłużyli na to.
To pytanie niczym go nie zaskoczyło, ale sprawiło, że usiadł bardziej wyprostowany, wręcz sztywno. Jego rysy twarzy znacznie się wyostrzyły, stały się napięte. Spoglądał przed siebie z twardością w intensywnie zielonych oczach. I milczał przez parę chwil, by po ich upływie się odezwać.
Może powinien zamilknąć na wieki, nie opowiadać o tym, by nie narażać się na współczucie i by nie sprawić, by temu mężczyźnie zrobiło się głupio. Taka jednak była prawda i tej prawdy nic nie zmieni. Na nic zdadzą się złudzenia. A więc temu mężczyźnie na pewno będzie głupio. Może to też ukróci dalsze dopytywanie się, bo prawdą było, że jego życie było jego sprawą.
Została zamordowana — powiedział lakonicznie, w tych krótkich słowach, które sprawiły, że uczucie straty, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości znów boleśnie go zapiekło. Doskonale wiedział, że dzieci powinny mieć matkę, a on powinien mieć żonę. To zostało im odebrane. Teraz Cecilia jest zbyt mała, by rozumieć, dlaczego nie ma przy niej matki, ale kiedyś będzie musiała się dowiedzieć prawdy.

Re: McGolrick Park

on Sro Maj 16, 2018 9:33 am
Pokiwał ze zrozumieniem głową, chociaż nie było w tym nic dziwnego, że małej się ta piosenka spodobała. Było w niej coś innego, a druga sprawa, że język sam z siebie był melodyjny. Nie tak jak angielski, który owszem nadawał się do pisania piosenek i ich śpiewania, ale taki super melodyjny to nie był.
-Masz kartę i coś do pisania? – Znał angielskie słowa, chociaż był zdania, że po angielsku to już nie będzie tak ładnie brzmiało. Właściwie to piosenka mogła na tym bardzo mocno stracić. Oczywiście dla małego dziecka nie będzie to miało większego znaczenia. Ona nie zauważy, że słowa są inne, chociaż zmiana języka w jakimś stopniu oznaczała również zmianę rytmiki. Bo oczywiście angielskie słowa nie są tak krótkie i dźwięczne jak te szwedzkie.
Nic jednak o tym nie mówił, a słowa był skory zapisać, bo w sumie czemu nie?
Podejrzewał, że odpowiedź w ogóle może nie nadejść, już po tym, jak zachował się jego rozmówca. A jednak dowiedział się, dlaczego na spacerze dzidzia była z ojcem, a nie matką. Może powinien zareagować inaczej, może faktycznie powinien współczuć, rzucać kondolencjami i cholera wie, czym jeszcze. Nic takiego jednak nie robił. Zamiast tego uniósł w górę brwi, by skomentować to w następujący sposób:
-Szkoda, musiała być piękną kobietą – mówiąc to, spoglądał na małą dziewczynkę śpiącą sobie w wózeczku.

Re: McGolrick Park

on Sob Maj 19, 2018 2:02 am
Mu podobała się jej melodyjność, która została nadana przez zawarte w niej słowa. Naprawdę zależało mu na tym, by poznać jej tekst w języku angielskim.
Jego rozmówca zadał mu bardzo dobre pytanie. Jako pisarz zawsze miał przy sobie jakiś notes i długopis. W takich chwilach jak ta zdarzało mu się pisać książkę czy wykonywać ćwiczenia pisarskie.
Mam — odpowiedział, równocześnie sięgając do wózka. W jego dolnej części znajdowały się liczne graty, wśród których znalazł ten nos i długopis. Podał ten notes swojemu rozmówcy. Tak będzie szybciej.
Wolał, by to pytanie nigdy nie nadeszło. Gdyby ono nie padło nie musiałby na nie udzielać jakiejkolwiek odpowiedzi.
Nastawiał już na to, że ten młody mężczyzna go przeprosi, zacznie mu współczuć czy złoży mu kondolencje. To tak naprawdę nie pomagało i było denerwujące. Współczucie nie załatwi sprawy, kondolencje na wiele się nie zdają. Ku jego zaskoczeniu nic takiego nie miało miejsca. Ten młodzieniec nie złożył mu kondolencji, nie przeprosił i nie okazał mu współczucia.
I była — odpowiedział, chociaż nie czuł się zobligowany do pokazania mu zdjęcia ukochanej kobiety. Gdyby Cecilia była bardziej podobna do matki niż do niego byłaby bardzo piękna.
Gdzie moje maniery. Arthur Harris-Lowe. Miło mi — powiedział na samym końcu i zdecydował się wyciągnąć dłoń do swojego towarzysza.

Re: McGolrick Park

on Sob Maj 19, 2018 1:46 pm
Uśmiechnął się lekko, gdy mężczyzna stwierdził, że ma coś do pisania i coś na czym można pisać. Jak tylko dostał te dwie rzeczy, to od razu zaczął spisywać tekst tej piosenki. Tej kołysanki, którą w sumie jemu śpiewała matka. Piosenka o niedźwiedziu, śpiewana małemu niedźwiedziowi. Brzmieć to mogło zabawnie, ale było jak najbardziej prawdziwe. Stąd brał się również sentyment Asbjorna do tej piosenki. W sumie to cieszył się, że komuś jeszcze się ona spodobała.
Gdy skończył oddał ten notes i długopis należytemu właścicielowi.
-Zapisałem ją po angielsku, ale też fonetycznie po szwedzku – wyjaśnił, gdyby Arthur zajrzał i nie do końca rozumiał, co oznaczają te gryzmoły u góry. W sumie to pismo Asa pozostawiało wiele do życzenia, ale przeczytać się dało. Jak będzie trzeba, to najwyżej mu to napisze jeszcze raz albo podyktuje, co w sumie byłoby nawet bezpieczniejsze, bo wtedy mężczyzna miałby to napisane własnym pismem.
Uśmiechnął się delikatnie.
-To widać, po małej – dodał, gdy Arthur przyznał rację, że jego żona była piękna. -Szkoda, że ona nigdy nie pozna matki – westchnął cicho. On za swoją strasznie tęsknił, ale mimo wszystko miał możliwość poznania jej, pokochania. Ta kruszynka tego nie miała, zostało jej to brutalnie odebrane. Podniósł spojrzenie na Arthura, gdy ten mu się przedstawił.
Ujął jego dłoń.
-Asbjorn Erison, ale wszyscy mówią mi Raven – przedstawił się. -Miło mi cię poznać, Arthurze.

Re: McGolrick Park

on Nie Maj 20, 2018 5:50 pm
Miał dzisiaj szczęście, że trafił na tak miłego człowieka, który okazał się na tyle uprzejmy, że postanowił przychylić się do jego prośby. Nie było to dla niego, ale dla jego małej królewny. On też znał parę kołysanek, przy których ona usypiała, ale jedna więcej zdecydowanie nie zaszkodzi.
Czasem spoglądał na swojego rozmówcę, chociaż bynajmniej nie po to, by zaglądać mu przez ramię. Kiedy nieznajomy skończył pisać i oddał mu ten notes i długopis, sięgnął po nie. Zajrzał do swojego notesu, by przemknąć spojrzeniem po zapisanej stronie.
Dziękuję raz jeszcze. Raczej będę śpiewać jej po angielsku, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbował w tym języku — szczerze mu podziękował za to i dodał coś od siebie. Pisma tego mężczyzny w żadnym stopniu nie skomentował, bo prawdą było, że to nie była jego sprawa i potrafił to odczytać. Przynajmniej po angielsku. Nawet on miał styczność z ludźmi, którzy mieli niestaranne, nieczytelne pismo.
Sądzę, że będzie bardziej to widać, kiedy będzie starsza — odpowiedział i cicho westchnął. Jego żona była jego lepszą połową. On też uchodził za przystojnego mężczyznę, ale gdyby ich córka dostała więcej jego genów mogłaby nie być taka śliczna.
Zanim to wszystko stało się w jego życiu, nieraz mówił swojej żonie o tym, że chciałby mieć nie tylko córkę, ale też syna. Teraz poniekąd się cieszył, że mają tylko jedno dziecko. Z dwójką zdecydowanie by sobie nie poradził. Już teraz było ciężko.
Też nad tym ubolewam — powiedział szczerze i ponownie ciężko westchnął. Za parę lat powie swojej córce prawdę. Jej matka bardzo ją kochała, a za jej stan odpowiadała choroba i to nie zmieniało wielu rzeczy. Gdyby ta kobieta pozostała przy zdrowych zmysłach, byłaby naprawdę wspaniałą matką.
Wymienili właściwe powitanie, uściski i wszelkie uprzejmości.
Skąd takie przezwisko, Asbjorn… Asbjornie? Popraw mnie, jeśli źle wymawiam lub odmieniam twoje imię — pozwolił sobie o coś takiego zapytać tego mężczyzny i też poprosił o poprawienie w razie konieczności. Jego imię było znacznie prostsze do wymówienia.

Re: McGolrick Park

on Pon Maj 21, 2018 10:36 am
Pokiwał ze zrozumieniem głową. W sumie sam bałby się próbować innego języka. Co innego, że musiał się nauczyć angielskiego i za bardzo nie miał możliwości by tego nie zrobić. Ale angielski to nie szwedzki, który miał w sobie jakąś taką dziwną magię. A przynajmniej Asbjorn tak uważał. Angielski był językiem całego świata, a szwedzki należał tylko do nielicznych, co czyniło go znacznie piękniejszym językiem.
Westchnął cicho, bo to była w sumie prawda. Ona zacznie to dopiero potem dostrzegać. Gdy inne dziewczynki będą opowiadały, jak to wspaniale bawią się ze swoimi mamami, a ona nie będzie w stanie nic powiedzieć, bo ona nawet tej matki nie ma. Wydawało się to strasznie przykre, ale chyba taka była natura życia. W pewnym momencie zawsze było przykre i trzeba się było liczyć z tym, że będzie ciężko. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, dziewczynki nie powinny się wychowywać bez matki. Co nie zmieniało faktu, że może temu mężczyźnie uda się zapewnić tej małej wszystko czego potrzebowało.
-Mów mi As, albo po prostu Raven. W szkole jakoś tak do mnie przylgnęło. Poza tym lepsze to niż „Thor” zwłaszcza, że ludziom kojarzy się to imię tylko z tym marvelowskim idiotą – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Lekko się również uśmiechnął. W sumie to rzadko mu się zdarzało z kimś rozmawiać. A przynajmniej tak swobodnie. Zastanawiał się czy to może nie wina tej małej istotki śpiącej w wózku. Doskonale wiedział, co ona będzie czuła za kilka lat, bo on teraz to odczuwał. Tę tęsknotę i smutek. Miał jednak cichą nadzieję, że zostanie jej to oszczędzone.

Re: McGolrick Park

on Sro Maj 23, 2018 12:51 am
Już teraz bycie samotnym ojcem wydawało mu się bardzo trudnym zadaniem, ale wiedział, że będzie trudniej, kiedy Cecilia będzie starsza, kiedy zacznie rozumieć więcej rzeczy i przekona się, że inne dzieci potrafią być okrutne.
Ona jest jego oczkiem w głowie, córeczką tatusia, ale nie będzie w stanie zastąpić jej matki. A są takie sytuacje, w których dziewczynki, zwłaszcza nastolatki potrzebują matki albo innej kobiety. Pod tym względem byłoby mu łatwiej wychowywać syna.
Dobrze, As… Raven. As chyba brzmi lepiej, zwłaszcza, że nie znamy się na tyle, bym mógł zwracać się do ciebie tym przezwiskiem. Może nie pochodzę ze Szwecji, ale wiem, że Thor to nordycki bóg piorunów, na którym oparto tego „marvelowskiego idiotę” — można powiedzieć, że trochę się motał, chociaż ostatecznie wybrał jego zdaniem bardziej poprawną wersję.
Jako pisarz też powinien mieć jakieś pojęcie o mitologiach tego świata, także z racji tego, że to doskonałe źródło inspiracji. Może powinien jej tam poszukać, kto wie, może znajdzie tam materiał na kolejną książkę.
Zajmujesz się czymś czy przyjechałeś tutaj na jakiś czas? — zadał mu to niezobowiązujące pytanie, chociaż prawdą było, że blondyn nie musiał mu odpowiadać na to pytanie, a nawet nie być chętnym do tego, by udzielić mu na nie odpowiedzi. To nie była jego sprawa.
Zakładał jednak, że ten mężczyzna jest tutaj turystą albo przyjechał do dalekiej rodziny w ramach odwiedzin Z tego co widział na zdjęciach, Szwecja była zbyt ładnym miejscem, by stamtąd od tak wyjechać.
Spojrzał na swoją córeczkę, która nadal smacznie spała. Nie mówił głośno, by jej nie obudzić, ale wiedział, że lada moment sama może się przebudzić za sprawą hałasu otoczenia, z powodu potrzeb fizjologicznych czy z każdego innego powodu. Jest jednak przy niej i będzie bez względu na wszystko.
Sponsored content

Re: McGolrick Park

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach