Share
Go down

Przystań

on Sob Kwi 21, 2018 12:06 am

Re: Przystań

on Sro Maj 09, 2018 11:45 pm
# 2. pani Johnson

Pani Johnson {NPC} była przemiłą staruszką, która zachwycała się wszystkim. Lubiła Ricka. Nie bardzo wiedział dlaczego. Sam by siebie pewnie nie polubił w tamtym czasie, ale staruszka go lubiła tu i teraz. Pchał jej wózek bez słowa skargi i zatrzymywał się wszędzie tam, gdzie pani Johnson sobie zażyczyła. Nie był zbyt gadatliwy, ale to kobiecie nie przeszkadzało. Sama wydawała się cierpieć na brak słuchaczy, więc Rick był idealnym towarzyszem jej spacerów. Dawno już nie byli tak blisko ludzi. Pani Johnson zwykle wybierała spacery z dala od tłumów. Ricky lubił te wycieczki, ale dzisiaj nie czuł się na siłach, by walczyć z korzeniami wylewającymi się niczym języki pragnącymi opleść kółka jej wózka i porwać ją w otchłanie piekielne. Zdołał już poznać kilka jej sekretów, które miały nigdy nie poznać nowych świadków, stąd mógł mieć pewność, że korzenie drzew stojących na drodze ich wycieczek równie dobrze mogłyby stanowić ornamenty bram piekielnych, które lada moment otworzą się przed nią. Te ich wycieczki tylko oddalały ostateczne wieczne potępienie i pozwalały kobiecie na chwilę zapomnieć.
Szedł jak zwykle posłusznie tocząc wózek ze staruszką w każdą stronę, w którą zażyczyła sobie starsza pani. Powinien być mniej uległy. Pani Johnson nie powinna jeść waty cukrowej. Po powrocie do domu pielęgniarka pewnie da mu niezłą lekcję. Będzie też pewnie musiał wyszorować wózek, który nim minie wyznaczony czas przepustki zmieni się w słodkie wspomnienie drobnych, ziemskich występków. Nagle staruszka pisnęła i pokazała w stronę, z której dobiegały dźwięki muzyki. Ricky zatrzymał wózek, wymanewrował w stronę muzykanta i już po chwili zablokował wózek nieopodal tego, który mącił naturalną muzykę miasta. Rick usiadł na deptaku opierając się o koło wózka z panią Johnson. Wreszcie kobieta zamilkła. Rick wsłuchiwał się w dźwięki, które miały moc uciszyć staruszkę. Zabawne, że pomyślał: "to musi być jakiś czarodziej", bo panią Johnson ciężko było zmusić do milczenia.

Re: Przystań

on Pią Maj 11, 2018 8:52 pm
Czasem, gdy nie mógł usiedzieć w sklepie z ciotką wychodził. Wychodził i włóczył się po okolicy tak długo, aż znalazł zaprzyjaźnionego muzyka. Ulicznego grajka, z którym czasem siedział i po prostu… siedzieli. Nie potrzebowali słów. Czasem ten właśnie znajomy udostępniał mu gitarę w zamian za jakąś strawę. Układ ten zdecydowanie podobał się Asbjornowi, bo na gitarze umiał grać, ale w sumie nie miał jej.
Dziś był właśnie jeden z takich dni. Zamiast zaprzyjaźnionego grajka, nad otwartym futerałem z gitarą na kolanach siedział As. Siedział i grał na gitarze, praktycznie utwór za utworem. Nie śpiewał, bo do tego naprawdę musiał mieć dobry humor, a tego dnia było wręcz przeciwnie. Niemniej muzyka leczyła wszystkie problemy, a także pomagała zabliźnić się nawet najcięższym raną.
O tym czy ktoś go słuchał czy nie, wiedział w sumie tylko dlatego, że czasem w futerale lądowały jakieś drobne. Rzadko zdarzało mu się podnosić spojrzenie i patrzeć na ludzi, którzy go mijali. Tym jednak razem podniósł to spojrzenie i dojrzał staruszkę, a także faceta, który być może się kobieciną opiekował. Uśmiechnął się do nich ciepło, by potem opuścić krótko spojrzenie na gitarę, zaczął grać całkowicie autorski utwór. Na razie miał samą melodię bez żadnych słów, chociaż z czasem pewnie i słowa do tego dojdą. Grając bujał się lekko do rytmu, a także uśmiechał z lekkim rozmarzeniem, chociaż w rzeczywistości był skupiony, w końcu nie chciał pomylić strun i zafałszować żadnego z dźwięków.

Re: Przystań

on Sob Maj 12, 2018 11:08 am
Pani Johnson była zachwycona uśmiechem młodzieńca. Trudno jej się dziwić. W jej wieku i stanie miły uśmiech każdego młodego człowieka był czymś niezwykłym, wartym zapamiętania i przyczyną nieprzespanej nocy. Będzie się cieszyła cały tydzień z tego jednego, niewymuszonego uśmiechu.
Ricky odpowiedział mężczyźnie uśmiechem tylko lekko unosząc końcówkę ust w górę. Mało zauważalny gest. Mięśnie nie były przyzwyczajone do spontanicznego uśmiechu. Odwrócił wzrok na panią Johnson i uśmiech nieco się poszerzył. Właśnie dlatego, że Ricky zauważył w jaki sposób kobieta przyjęła ten gest dobroci od grajka. Mógł się założyć, że za tydzień, gdy znów się spotkają opowie mu ze szczegółami w co był ubrany chłopak, jaką miał fryzurę, jak wyglądał i że grał tak bosko, że poruszył swoją grą całe niebiosa od fasady aż po same fundamenty. Dokładnie takich słów użyje: "od fasady aż po same fundamenty", bo dziwnie mówić o niebiosach zaczynając od fundamentów.
Ricky lekko przymnkął powieki, jakby ta melodia miała dla niego jakieś szczególne znaczenie. Głowę oparł o podłokietnik wystawiając grdykę do słońca. Było mu całkiem przyjemnie, gdy koścista ręka staruszki zaczęła go szarpać za koszulkę. Zirytował się, bo nie znosił, gdy go tak tykano. Nie dał po sobie jednak poznać oznak irytacji. Zniknął grymas, nim się odwrócił. Pani Johnson coś mu szepnęła nieco plując po jego uchu. Ricky sięgnął do portfela, wyciągnął wskazaną ilość zielonych. Dziś pani Johnson nie wypije kawki i nie zje kawałka szarlotki - obowiązkowych punktów cotygodniowej wycieczki.
- Stary, zadedykuj coś specjalnie dla naszej miss Elizabeth, bo jeszcze skora wygrzebać z futerału wszystko co tam wrzuciłem. - nachylając się by wrzucić dobrowolny datek, Ricky szepcze w stronę grajka. Wraca i zajmuje swoje dawne miejsce przy wózku. Teraz przygląda się muzykowi, chociaż niezbyt nachalnie. Kolejne, leniwe popołudnie. Dobrze, że nie wygrywa mu tu Wagnera. To by było zbyt wiele jak dla Ricka.

Re: Przystań

on Pon Maj 14, 2018 12:02 am
Zapewne miałby niezły ubaw, gdyby zobaczył, co staruszka i ten mężczyzna wyrabiają. Z drugiej strony jakoś wolał skupić się na muzyce, a nie na ludziach, których widział zapewne pierwszy i ostatni raz w życiu. Chociaż może nie powinien tego tak surowo oceniać, bo zdarzało się, że ludzie, którzy raz go posłuchali, potem robili to znowu. Czasem nawet specjalnie go szukali, co wydawało mu się z jednej strony zabawne, z drugiej trochę dziwne.
Grał spokojnie, chociaż gdy Rick pochylił się nad futerałem, As znów podniósł na niego spojrzenie. Wbił niemalże nienaturalnie niebieskie ślepia w tego mężczyznę, a także uważnie wysłuchał, co mężczyzna ma do powiedzenia. Skinął powoli głową, bo czasem się zdarzało, że grał coś specjalnie dla kogoś, ale z drugiej strony, ciężko wybrać odpowiedni utwór, po prostu patrząc na kogoś. Starsza kobieta może była i starsza, ale może znała kilka nowych kawałków, z drugiej strony, nie wyglądała na taką, więc można śmiało powiedzieć, że Raven miał niezłą zagwozdkę w tym momencie.
-A co lubi miss Elizabeth? – Zapytał całkiem spokojnie. Może akurat coś będzie w stanie zagrać, a może wręcz przeciwnie. Znał trochę chwytów, z których był w stanie nawet stworzyć coś całkiem nowego, czego w sumie chwilę temu dowiódł. Jednak nie będzie w stanie tak od ręki skomponować nowej piosenki. To wymaga czasu, zatem mógł zagrać coś, co już ktoś napisał i czego chwyty być może znał.

Re: Przystań

on Czw Maj 17, 2018 12:26 am
Wzruszył ramionami. Nie zwierzała mu się z listy ulubionych piosenek.
- To akurat nie jest najważniejsze. Ważne, byś zadedykował to jej. -  tu był pies pogrzebany. W próżności starszej pani. Więcej grajek z niego nie wyciągnie. Ricky jak na siebie i tak wykazał się niezwykłą wylewnością. Nadal jednak nie przestawał rozmyślać co lubi Elizabeth, albo co mogłaby lubić. Znał wiele list jej ulubionych rzeczy. Od kolorów po mieszkańców Domu Starców, w którym przebywała na co dzień. Dlaczego nie znał jej ulubionych piosenek?
Czy poszukiwania gościa, którego nuta wpadła w ucho było czymś aż tak dziwnym? Ricky mógłby wymienić co najmniej kilka niepokojących motywatorów do poszukiwania i prowokowania spotkań z osobami, których się nie znało. Fakt, że ładnie grali,śpiewali, recytowali czy potrafili zrobić szpagat bez poniesienia żadnych szkód nie czynił pragnienia spotkania z tymi osobami przerażającym czy niezdrowym powodem. To raczej odpowiedni zapach czy umiłowanie w obsewacji ruchu, chodu czy jakichś osobliwych nawyków danej osoby powinien niepokoić, a nie jego talent. Ale co mały Ricky się na tym znał. Jego ciekawili ludzie w ogóle. Ciekawili go bardzo, tyle że z daleka. Taki grajek na przykład był interesującym obiektem obserwacji. Nie wymagał, by z nim rozmawiać. Wystarczyło kilka słów zachęty czy pochwały. Takie zasianie ziarenka podziwu, by wybujało w piękną roślinę wdzięczności, którą można było podziwiać poprzez pryzmat przemyślanych szarpnięć strun. Ricky nie miał takich talentów. Myślał, że nie ma talentów w ogóle. Trochę zazdrościł mężczyźńie. Przyjemnie się jednak go słuchało, więc zazdroszcząc nadal odrobinę słuchał z zachwytem. Grzał się przy tym w blasku słońca i ciepłych dźwięków szarpanych strun. Starsza pani nie omieszkała wcale nie cicho szeptać do Ricka, że ten muzykant to taki zdolny i w ogóle. Pani Johnson co jakiś czas biła brawo. Była zachwycona. Kto wie, jak się chłopak dobrze postara, to może i rentkę seniorki przytuli.

Re: Przystań

on Sob Maj 19, 2018 1:16 pm
Dobrze, teraz był nieco zaskoczony, bo zwykle ludzie chcieli jakąś konkretną piosenkę. No ale skoro miał wolną rękę, to czemu nie zagrać czegoś prostego i w sumie znanego wszystkim amerykanom?
Skinął głową, by potem cicho westchnąć.
-Specjalnie dla miss Elizabeth „Take me home, country roads” – powiedział i znów uśmiechnął się do staruszki. Piosenka była możliwie neutralna, bo jakby nie patrzeć country było początkiem wszystkich innych stylów muzycznych. I chociaż „country” różniło się w zależności od kraju, z którego pochodziło, to była to muzyka na tyle specyficzna, że mało było osób, które by jej nie lubiło. Zaczął grać melodię i lekko się przy tym kiwać. Znów z uśmiechem i przymkniętymi oczyma, ze swoistą radością. Jego palce sprawnie przeskakiwały po strunach, chociaż w pewnym momencie po prostu wstał z tą gitarą – miał ją na pasku dla bezpieczeństwa – i poruszał w rytm muzyki całym ciałem, czasem spoglądając również na tę kobiecinę i jej opiekuna. Może uda mu się poderwać ich do tańca, a jeśli nie, to wielkiej szkody w tym nie będzie. Na pewno uśmiechał się ciepło do kobieciny. Tekst znał, mógł śpiewać, ale nigdy tego nie robił i robić nie zamierzał zacząć.
Melodia dobiegała powoli końca, a wraz z nią ten występ. Ostatnim jego elementem było wrócenie na swoje miejsce i posadzenie czterech liter na kocyku. Uśmiechnął się znów do kobiety i skinął jej głową.
Grać jednak nie przestał, bo utwór płynnie przemienił się w drugi, a dokładniej w Over the rainbow, co również powinno być utworem powszechnie znanym. A na pewno staruszka powinna go dobrze kojarzyć.
Sponsored content

Re: Przystań

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach