Share
Go down

Ariel Rhodes

on Sob Kwi 21, 2018 8:02 pm
Imię: Ariel
Nazwisko: Rhodes
Wiek: 25 lat
Płeć: kobieta
Data Urodzenia: 20.06.1992 r.
Narodowość: amerykanka
Praca: technik kryminalistyki i laborant w NYPD
Miejsce Urodzenia: Nowy York
Miejsce Zamieszkania: Nowy York, Brooklyn, wynajęty pokój w większym lofcie
Posiadana Księga Magii: Księga Zaklęć Mentalnych, Księga Zaklęć Medycznych.

Wygląd: Ariel to bardzo ładna dziewczyna. Naprawdę. Dla kogoś. Na pewno. No przecież musi (po prostu musi!) być ktoś, kto jest amatorem rybich ust i nieco zbyt szerokiej… prezencji.
Cechy szczególne? Opuszczony wzrok, drżący uśmieszek, zbyt blada cera. I tatuaż szopa pracza na nodze, na udzie konkretnie. Zasłania bliznę po oparzeniu.
Wzrost? 161 cm. I jeszcze ze trzy dumy, bo przecież mogła być większym kurduplem.
Waga? 64 kg i nic ci do tego. Naprawdę. Nic. Zniknij, zapomnij, przepadnij!
Figura? Klepsydra.
Rozmiar stanika? 32DD (w rozmiarówce amerykańskiej) i ból pleców w pakiecie.

Charakter: Gdyby ktoś kiedy przyszedł i powiedział "Stara czy masz czas?" pewnie powiedziałaby "Jasne, skarbie! Zawsze!". I pewnie nawet jakby powiedziała to głosem tak ociekającym sarkazmem i tak nieprzyjemnym na jaki tylko by się dało, pewnie mówiłaby prawdę. Bo ona, tak się dziwnie składa, zawsze ma czas, choć rzadko ma czas. Rozumiecie?
Nie? To dobrze, bo ona też nie rozumie.
Czy to przez brak asertywności, czy przez brak umiejętności socjalnych, a może przez zwykłe, ludzkie łaknienie uwagi innych ludzi, Ariel nie potrafi odmawiać ludziom. Wzięło się to pewnie stąd, że jedyną osobą, która ją lubiła w dzieciństwie, była pewna dużo starsza dziewczynka, która bezczelnie wykorzystywała naiwność młodej i niedoświadczonej społecznie Rhodes. Owszem, jest buntowniczką. Ale raczej z rodzaju tych cichych, które jak się buntują, to albo w granicach rozsądku, albo na tyle niepostrzeżenie, by nikomu to specjalnie nie przeszkadzało. Z niewielkimi wyjątkami. Ale o tym za chwilę.
Swój brak pewności siebie i zaradności życiowej, maskuje złośliwościami i ironią. Bywa zbyt dosłowna, nie umie prawić ludziom komplementów, nie ma krzty czaru, a jak ktoś powie jej coś miłego, to zamyka się w sobie i robi się czerwona na całej twarzy. Nie znaczy to, ze jest nieśmiała. Po prostu z góry zakłada, że jak ktoś jest dla niej miły, to oznacza jedynie tyle, że w matrixie jej życia wywaliło jakiś błąd. ERROR Alert, czy coś w tym stylu.
Mimo bycia rozpuszczoną jak dziadowski bicz małą księżniczką swojego tatusia i mamusi, pozostała niezwykle odporna na uroki wystawnego życia. Nie szasta pieniędzmi (bo odkąd nie poszła na medycynę ich zwyczajnie nie ma), woli oszczędzać, jest z rodzaju tych rozsądnych i  na pewno kreatywnie wydaje swoje małe pensje. Pomaga jej w tym spryt i odrobina zaangażowania.
O dziwo, co również gryzie się z jej przeszłością, dziewczyna jest dosyć inteligentna. Na pewno na tyle, by skoczyć dobrą szkołę, jaką było MIT.
Mogłoby się wydawać, że Ariel to ciche stworzenie, takie, które nie lubi awantur i nie wszczyna ich niepotrzebnie. Nie prawda. Pod tym względem można nazwać ją masochistką (jak pod każdym innym, ale z tego przynajmniej zdaje sobie sprawę), bowiem dziewczyna jest wybuchowa. Daje sobie na głowę wchodzić, ale kiedy ktoś przegnie i jej zajdzie za skórę, włącza jej się tryb "na złość mamie, odmrożę sobie uszy". Z fatalnym w skutkach efektem zwykle.
Lubi eksperymentować, jest tolerancyjna, ale lubi spokojne wieczory z książką, internetem i swoim nieodłącznym laptopem. Posiada cierpliwość graniczącą z anielską, chyba, że akurat jej nie ma, ale zwykle to oznacza, że spadł jej poziom cukru we krwi i masz wtedy dwie opcje. Pierwsza, to danie jej litra lodów miętowo-czekoladowych, a druga to puszczenie jej filmiku na YouTube w którym szop pracz kranie jedzenie kotom.
Ponadto jest zdecydowanie zbyt sentymentalna, wrażliwa i ogólnie krucha, choć odporna na trudy życia codziennego. Tylko pozornie ma w poważaniu wszystko co się dzieje. W rzeczywistości zależy jej na każdej nawet najmniejszej znajomości z człowiekiem, łaknie jak każdy uwagi i miłości w życiu, choć na tę akurat dawno straciła nadzieję. Całą swoją gorycz infantylizuje i obraca w żart.
Lubi kłamać na swój temat. Potrafi opowiadać naprawdę niestworzone historie, ale każdy kto ja zna, wie o tym doskonale. Jednego dnia opowiada, że jest córką sławnego biznesmena, a następnego, ze jej mama była superbohaterką z Gotham. Z tego powodu jej znajomi nigdy nie są nawet pewni kiedy ona ma urodziny, nie mówiąc już o takich trywializmach jak życie przed MIT i Nowym Yorkiem.
Sama uważa, ze nie ma za centa odpowiedzialności i wstydu. I pewnie ma rację. Wyjątkiem od braku wstydu jest magia. Ariel nie miała wiele okazji, by pochwalić się tym co umie. A nawet jak ma, nie robi tego, bowiem przy całych jej skłonnościach autodestrukcyjnych, swojej magii zwyczajnie się boi. Ona ją fascynuje, pociąga, Ariel się jej uczy i poświęca jej naprawdę dużo czasu, korzystając z niej na każdym kroku, kiedy tylko może, ale się jej boi, a co za tym idzie wstydzi się, że z niej korzysta.

Historia:
Ariel urodziła się w rodzinie idealnej na przedmieściach Nowego Yorku. Państwo Barbara i Kenneth Rhodes może nie byli specjalnie inteligentni i pewnie nadal nie do końca wiedzą co ich córka do nich mówi, kiedy ta łaskawie zjawia się na święta, mimo to byli dobrymi rodzicami. Rozpieszczali swoją córkę, odbijając na niej własne życiowe porażki. Barbie była panią domu, a Ken wziętym prawnikiem, więc mieli pieniądze na luksus posiadania małej księżniczki.
Wraz z wiekiem i przemijającym urokiem małego aniołka, Ariel zyskiwała również opinię małej zołzy. Fakt posiadania "wszystkiego" spływał po niej bez refleksji, ale będąc dzieckiem była nawet większą zołzą niż kiedy była nastolatką. Jedyną przyjaciółką dziewczynki była jej wymyślona widownia, do której zwracała się tak, jakby przełamywała czwartą ścianę. Początkowo nawet było to urocze, w miarę jak dorastała przestało takie być. Mimo to, jej rodzice uparcie nie udali się z nią w tej sprawie do specjalisty, więc Ariel musiała sama dojść do tego, że mówienie do swoich wyimaginowanych przyjaciół na głos to nie jest dobry sposób na zyskanie przyjaciół. Wtedy przestała to robić. Przynajmniej na głos.
Jej wątpliwe zdrowie psychiczne było częstym pretekstem do kłótni między jej rodzicami i równie częstym częstym obiektem kpin znajomych zarówno na podwórku, jak i w szkole. Ariel była zmuszona do szukania towarzystwa w innych źródłach. Padło na komiksy Marvella oraz szeroko pojętą fantastykę. Zabijała czas wczytując się w kolejne książki, wkrótce rojąc sobie w główce, że będzie pisarzem. Większość swojego życia spędzała z nosem w ekranie komputera, albo w książce. Szybko też odkryła, że ludzie to banda zidiociałych ułomów, więc kiedy tylko czegoś potrzebowała, załatwiała sobie to sama. Na przykład, kiedy zależało jej na jakiejś grafice, to nauczyła się korzystać z Photoshopa, a kiedy koleżanka szukała pomocy w stworzeniu strony internetowej, Ariel nauczyła się HTML-u.
Wraz z wiekiem, jej zainteresowania trochę ewoluowały. Przełom nastąpił, kiedy któregoś dnia, wygnana do babci na czas rozwodu rodziców (mało istotny epizod jej życia, Ariel zawsze była zdania, że Barbie i Ken do siebie nie pasują) zmuszona była do opuszczenia wygodnego fotela przy komputerze. Miała wtedy blisko dwanaście lat i była z tych ciekawskich dzieciaków. Zawędrowała na strych w wiejskim domku babci i znalazła tam coś, co na zawsze odmieniło jej życie.
Była to niewielkiego formatu książeczka, wielkością niewiele przekraczająca zeszyt formatu A5. Była jednak bardzo gruba, co zaciekawiło dziewczynę i postanowiła ją zatrzymać. W końcu w domu starej, ślepej i wiecznie pijanej babci tylko by się kurzyła. Kiedy zorientowała się z czym ma do czynienia szybko tego pożałowała. Była to jej pierwsza księga magii. Księga Magii Mentalnej, jak głosił tytuł, co odkryła dopiero po roku, kiedy posiadła umiejętność czytania w łacinie.
Opisy zaklęć były w języku staro-angielskim, który przy odrobinie zapału była w stanie rozszyfrować, więc pierwsze zaklęcie rzuciła tydzień po znalezieniu książki i to zupełnie nieświadomie. Była tak przerażona, kiedy wróciła do własnego ciała, że ponad rok zajęło jej przezwyciężenie strachu, choć sam fakt istnienia magii przyjęła z zaskakującym spokojem. Po roku, nieśmiało zaczęła korzystać z uroków zaklęć, do których miała dostęp. Największą sympatią i nieśmiałym zachwytem obdarzyła te, które umożliwiało jej zapamiętywanie tego na co akurat patrzyła.
Używała go często, na tyle często, że jej oceny gwałtownie podskoczyły. Szczególnie z przedmiotów, których nie lubiła, takich jak historia, albo literatura. Znacząco też ułatwiło to utrzymanie dobrych ocen z języków obcych, z których dziewczyna nigdy dobra nie była.
Z mocy korzystała nieśmiało i w tamtych czasach niezbyt odpowiedzialnie, co potem, na studiach miała sobie za złe.
Liceum stało się dla dziewczyny istnym utrapieniem. W tym czasie znów mieszkała z matką w Nowym Yorku, a ojciec w ramach jednego z licznych prezentów dla swojej córeczki, ubzdurał sobie, że wyśle ja do szkoły prywatnej. Utrzymanie w niej wzorowych ocen okazało się jeszcze trudniejsze, a znalezienie przyjaciół graniczyło z cudem, mając takie a nie inne zainteresowania, więc Ariel trzymała się kilku chłopców z kółka komputerowego i starała się nie wychylać. Akty buntu przejawiała tylko w domu, posiadając pokój w ciemnych barwach i chodząc zawsze w zbyt wielkich koszulkach (które strasznie ją poszerzały, opinając się tylko na piersiach) oraz glanach. No i raz przedstawiła koleżankę z koła jako swoją dziewczynę ojcu, ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia. W szkole była pokorna i grzeczna. Do czasu.
Pierwszy raz prawdziwie nieposłuszna była, kiedy przyszło do wyboru uczelni. Wiedząc, że rodzice będą naciskać na Columbie, albo Brown, albo na cokolwiek z Ivy League, złożyła papiery tylko na MIT. Co było niezwykle ryzykowne, ale kiedy się tam dostała, ojciec spragniony młodej prawniczki i matka, marząca o lekarzu w rodzinie, nie mieli już nic do powiedzenia.
Nawet z początku byli tym zainteresowani, jednak z czasem tracili zapał do pomysłów córki, coraz częściej naciskając, by ta przeniosła się choćby na NYU. Ale Ariel się zaparła i skończyła swój wymarzony kierunek, od tego momentu będąc już magistrem nauk ścisłych z kursami z biologii i informatyki. I w tym momencie skończyło się bycie córeczką tatusia i płynny strumyczek pieniążków, już i tak poważnie uszczuplony, wysechł na dobre.
Zmuszona do szybkiego znalezienia pracy, skończyła jeszcze kilka kursów i wylądowała w nowojorskiej policji, jako technik, od tamtej pory odpowiedzialna za analizę DNA, odcisków palców, broń i całą masę innych ciekawych rzeczy, nie zawsze związanych z biologią. W swojej pracy stara się nie korzystać z magii. Ale ta kusi, więc nie zawsze jest to takie proste.
Całkiem niedawno Ariel odkryła, że jest też dobra w kradzieżach. Zaglądając jak co miesiąc do ulubionego antykwariatu, natrafiła na księgę zaklęć w pełni zapisaną w łacinie. Zbyt przerażona i jednocześnie zafascynowana, by przyznać się przed kolegą, który jej towarzyszył do tego co znalazła, zwyczajnie ją buchnęła. Dalej ma wyrzuty sumienia.

Ciekawostki:
- Jej ulubione zwierze to szop pracz. Ale nie gardzi też kotami. Psów się trochę boi, zwłaszcza tych małych, szczórowatych szczekaczek, ale im większy pies, tym bardziej komfortowo się z nim czuje. Takiego Wilczarza Irlandzkiego w sumie mogłaby mieć w domu.
- Uważa, że jednorożce to pedofile i kłapiące zębami bestie. W czym są lepsze od koni, bo przynajmniej są pedofilami, a to zawsze jakiś zalążek osobowości. Jednorożcowe gadżety nosi tylko z braku alternatyw i "ironicznie".
- Jest uzależniona od słodyczy.
- I od kawy i energetyków. Pochłania takie ilości kofeiny, że to niezdrowe. Całe szczęście, że ma niskie ciśnienie z natury i może zasnąć nawet zaraz po litrze takiego specyfiku.
- Ma dość kruche kości i niezwykle niski próg bólu.
- Uważa się za znawczynie piw wszelakich.
- Pali e-fajkę, bo to ją uspokaja i zastępuje jej jedzenie i słodycze.
- Jest nerdem.
- Skończyła MIT z dobrym wynikiem. Nikt nie wie dlaczego wylądowała w policji.
- Umie we wszelkiego rodzaju technologię, ale jej miłością jest biologia.
- Poznała łacinę tylko po to, by w pełni móc zrozumieć swoją księgę magii.
- Nigdy nie zapytała babci skąd książka wzięła się w jej domu.
- Prawdopodobnie cierpi na urojenia, bo naprawdę dalej gada do siebie w głowie, jakby ktoś w niej był.
- Boi wysokości i otwartych przestrzeni.
- Boi się Azjatek.
- Koniec. <3


Ostatnio zmieniony przez Ariel Rhodes dnia Wto Kwi 24, 2018 12:16 am, w całości zmieniany 2 razy

Re: Ariel Rhodes

on Pon Kwi 23, 2018 11:40 pm
Gotowe~! Tak mi się wydaje. <3

Re: Ariel Rhodes

on Wto Kwi 24, 2018 12:07 am
Wiek:
- Aktualnie ma 24 lata, bowiem mamy jeszcze fabularnie kwiecień. Uznam jednak, że to rocznikowy wiek. To tak dla przypomnienia.

Ponadto brakuje bardzo istotnego elementu w karcie postaci. Odsyłam do regulaminu.

Do poprawy

Edit:

Wszystko w porządku.

Akcept!

Na start otrzymujesz 150 PD.

Kartę zamykam i przenoszę, miłej gry.
Sponsored content

Re: Ariel Rhodes

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach