Share
Go down

Annabelle Benz

on Nie Kwi 22, 2018 10:19 am
Imię: Annabelle
Nazwisko: Benz
Wiek: Trzydzieści pięć lat
Płeć: Kobieta
Data Urodzenia: 13.11.1982r.
Narodowość: Amerykanin
Praca: Pisarka bajek dla dzieci
Miejsce Urodzenia: USA, Las Vegas
Miejsce Zamieszkania: Brooklyn, kawalerka
Posiadana Księga Magii: Księga Zaklęć Mentalnych

Wygląd: 168cm/63kg. Sylwetka wysportowana.  
Płytkie blizny na ciele (uda, podbrzusze, pięty, czy żebra, opuszka kciuka lewej ręki) po nożu, niektóre po oparzeniach. Gdzieniegdzie piegi i znamiona. Pieprzyk po wewnętrznej stronie prawej dłoni.
Jest posiadaczką wyjątkowo przenikliwego wzroku.


Charakter: Wśród sąsiadów robi wrażenie miłej, chociaż nieco dziwnej sąsiadki z nieco żenującym, albo chamskim poczuciem humoru. Niemniej, starszej sąsiadce pomoże wnieść zakupy, menelowi kupi piwo, a w barze da postawić je sobie. Miewa dni, gdy nie wraca do domu, dzień albo dwa, ale też takie, kiedy z niego nie wychodzi. Zachowuje się jak dzieciak, co niekiedy jest niemalże teatralne i kompletnie nie pasuje do przenikliwego, dość chłodnego wzroku, ale rzadko kto zwraca na to uwagę. Niemniej, ma też swoje dziwactwa - preferuje prywatność; nie zwierza się ze swojej przeszłości (a jeśli tak - to zazwyczaj kłamie), raczej nie wpuszcza nikogo do swojego małego lokum. W jej mieszkaniu panuje kompletny bałagan, albo sterylna czystość, czasami nie je dwa dni, a trzeciego zamawia ogromną ilość jedzenia. Jest trochę rozchwiana emocjonalnie, a jednocześnie wszystko jest wyważone, teatralne, bo uwierzcie, że...
Ma manię na punkcie kontroli, chociaż brutalni kochankowie sądzą inaczej. Jej działania często wydają się być chaotyczne i bliżej bez celu; czasami działa kaprysami, które zmieniają jej plany o sto osiemdziesiąt stopni. Ma dobry zmysł obserwatora oraz bestię, którą od czasu do czasu musi zaspokoić. Uwielbia odczuwać ból i go zadawać, bo uważa, że to jeden z tych nielicznych momentów, gdy odczuwa coś tak naprawdę. I nikomu nie pozwala zbliżyć się do siebie.
Czasami lubi wpakować się w niezłe tarapaty, bo lubi się szarpać i ryzykować. To był jeden z powodów, dla którego przystąpiła do Anti-Exo. Ma słabość do chaosu, do nieprzewidywalności, do przeciągania struny. Poza tym, ta organizacja pozwala zaspokoić jej Bestię.


Historia:
Ojciec nigdy nie nadawał się do tej roli, nie nadawał się także do hazardu, prowadzenia klubu, który niedawno stracił, ani w sumie do niczego, a przynajmniej tak to wyglądało w młodych, nieco za bystrych oczach Belli. Od małego nauczyła się nie przywiązywać do niczego; czasami mieszkali w przeciętnych mieszkaniach, albo w małych, brudnych, zaszczurzonych, albo w melinach, w ciągu roku zmieniali miejsce nawet po sześć razy. Dziewczynka nie pozbyła się jeszcze dziecięcego tłuszczyku, a już wiedziała – po ilości pogróżek, które ojciec przemycał wraz z ulotkami i innymi pierdołami, po opadniętych ramionach, grymasie na twarzy – kiedy będą się wynosili (zawsze miała przyszykowany plecak na czas, z trzema bluzkami, parą spodni i bielizną). Nauczyła się, jak unikać tych brutali, o bicepsach większych niż jej głowa, jednak nigdy zagrywka nie trwała długo, bo oni też się uczyli, chociaż o wiele wolniej – dopadali ją wówczas, te szemrane typy, szarpali za ramię i krzyczeli „Gdzie twój ojciec?!”, a wtedy ona wybuchała płaczem i robiła niezłe zamieszanie, bo ostatecznie zawsze chodziło o litość.
Ojciec nigdy nie wyjechał z Las Vegas; miasto to kompletnie go uzależniło, nie zmieniło się to nawet wtedy, gdy wrócił bez przednich zębów. Bella dorastała, a wraz z tym ojciec miał więcej złych dni niż dobrych. Ciągnęło go nie tylko do hazardu, ale do alkoholu i narkotyków.
Zaledwie zaczęła nabierać kobiecych kształtów, gdy ojciec z błyskiem w oku patrzył, a dłonie wędrowały coraz śmielej.

Chodziła w czystych ubraniach, chociaż nie nowych. Szkoła nigdy nie była jej ulubionym miejscem. Wyzywające koleżanki i ich koledzy, takie puszczalskie i ci w dresach, którzy winni dostać certyfikaty z wyróżnieniem ukończenia kursu na największe gówno w mieście. I chociaż mogła zliczyć siniaki, obserwować zależność siły, kąta uderzenia od długości gojenia się, nie mogła zliczyć tych poniżeń, śmiejących się twarzy. Czasami sama ich prowokowała - znajdowała przyjemność w tych krótkich chwilach bólu, wypełniały pustkę, z którą chyba się urodziła, bo nie pamiętała, żeby kiedykolwiek było inaczej. Oddawała, żeby bili mocniej, pluła, gdy miała gorszy dzień, to ich wtedy rozwścieczało. Potem nie przychodziła do szkoły, dopóty siniaki w najwidoczniejszych miejscach nie będą do ukrycia pod ubraniami, albo kosmetykami, które kradła ze sklepu. Nie była to dobra szkoła, ale dobra na tyle, że z czasem kończyły się wymówki powodu nieobecności. Zresztą, bo to nie tak, żeby ktoś przejmował się wycofanym dzieckiem beznadziejnego hazardzisty. Sprawdziany pisała dobrze, co było niemalże niemożliwe, ale zawsze było coś takiego w tej dziewczynie z nosem w książce i bystrym, chłodnym spojrzeniem, mimo zepsutych zębów i tłustych włosów.

Pierwszy raz w kasynie był narodzeniem czegoś nowego. Z pieniędzmi, które zawinęła od jakiegoś nieprzytomnego ćpuna, ze starszym kolegą, który czuł do niej coś więcej, och, jak było to widać, rumień na policzkach, pot na dłoniach, biedny, niemalże mu współczuła i naprawdę, nie zrobiłaby tego, ale był jej przepustką na wpuszczenie do kasyna, więc ona ubrana jak tania pani do towarzystwa i makijażem, który postarzał, on w niedopasowanym, pożyczonym garniturze od ojca i z pieniędzmi, które nawet licząc ich wspólną ilość wypadały dość żałośnie, weszli do kasyna i usiedli przy kartach. Chłopak przegrywał każdą zagrywkę, kolesie się śmiali, a ona stała i uczyła się liczyć z kart, czytać z ludzi i minęło zaledwie kilka godzin, a ona w końcu dostrzegła.
Ostatnie pieniądze, szept „Pasuj”, „Podwój” i odzyskali pieniądze z dwudziestoma dolcami nadwyżki, w ramach nagrody dla tego biednego, pryszczatego chłopaka, którego zostawiła tam, w miejscu początku i końca.

Tamtej nocy czekała godzinę z tyłu na siedzeniach samochodu. Noc była piękna, chociaż pochmurna, ale dla niej jasna jak dzień. Jej zmysły były wyostrzone, gdy była skulona, w tle leciała kiczowata muzyka z radia. Jej potworne „ja” było cicho, czujne i gotowe. Samochód jechał w kierunku opuszczonych dzielnic, bo tam znajdowało się ostatnio ulubione kasyno ojca. Świateł było coraz mniej, a pojazd stanął na jednych z czerwonych świateł. „Teraz!”, pomyślała. Jednym, zdecydowanym ruchem, jakby robiła to od lat, zacisnęła żyłkę wędkarską na jego gardle, a on się spiął, wytrzeszczył oczy z przerażenia i zaczął się szarpać, dopóty żyłka nie zacisnęła się jeszcze mocniej, niewątpliwie raniąc skórę i pozbawiając tchu.
- Spokojnie – powiedziała niemalże łagodnie. Bestia wybuchnęła śmiechem, a potem zaczęła się ślinić z głodu. On zamarł z przerażenia, po raz któryś wytrzeszczył oczy, bo dobrze znał ten głos, och, jak dobrze znał i nawet nie musiał patrzeć na lusterko, aby wiedzieć kto to, chociaż to zrobił, bo instynkt to instynkt. Bella była ubrana w czerń, na jej dłoniach rękawiczki, włosy związane w kucyk, a większość twarzy miała schowane pod chustą.
- Teraz pojedziesz tak, jak ci powiem. I nie  próbuj żadnych sztuczek. Wiesz, czym to grozi, prawda? Kiwnij głową na znak, że rozumiesz – mówi, jednak nie spotyka reakcji, więc zaciska żyłkę mocniej, na tą krótką chwilę, nim ofiara nie zrozumie, że powinna być posłuszna, bo taka była jej rola.
Pojechali na zbocze. Kazała mu wysiąść z samochodu. Stanąć na zboczu. Zaczął błagać, a ona posłała mu najokropniejszy uśmiech, jakikolwiek widział w życiu, taki niemożliwie szeroki, ze wszystkimi zębami. Wyciągnęła broń (zdobycie jej nie było trudne, jeden handlarz, odpowiednia gotówka), odblokowała. Widziała tą przerażoną twarz, krztusił się łzami, zmoczył spodnie. Chciała się z nim podrażnić, ale nie mogła, to miała być czysta robota, wszystko było zaplanowane, starannie przygotowywane od kilku tygodni. Bestia zawyła; pociągnęła za spust z bliskiej odległości w głowę, to był jej pierwszy raz, och, pierwszy raz. On poleciał do tyłu z wyszczerzonymi oczami, słychać było jedynie plusk wody. Tyle przygotowań dla tej jednej, krótkiej chwili, niemalże rozczarowujące. Dobrze wiedziała, że Los Vegas zapomina, tym bardziej o biednych, zadłużonych hazardzistach i narkomanach. „Prawdopodobnie został policzony jako dług, przykro nam” - powiedzieli kilka tygodni później policjanci, którzy siedzieli na jej starej kanapie, a Annabelle, już nie Bella, nigdy już Bella, wybuchnęła płaczem, chociaż w głębi duszy się śmiała. Wszystkiego najlepszego z okazji dwudziestych urodzin.
Nastąpiła kolejna noc w Las Vegas.

Miała dwadzieścia cztery lata i dostawała pięćdziesiąt dolców za każdą recenzję w brukowcu. Nie była to znana  gazeta, ale nigdy jej nie zależało na tym, aby być rozpoznawalna. Potrzebowała legalnych pieniędzy. Starych przyzwyczajeń trudno się wyzbyć, więc zmieniała miejsca pobytu, bo zaczynało jej śmierdzieć. Jeśli kradła, to jedynie z sentymentów do tamtych czasów.
Piła właśnie w Nowym Yorku. Dostała porządną gotówkę za pozytywną recenzję średniej książki. Piła z kumplem, który był tak samo pusty w środku. Powiedział wówczas, że mogłaby niezłe bajki pisać. Kto by się spodziewał, że zostanie to głównym przedmiotem działań przez najbliższe kilka miesięcy.
Zaledwie rok później napisała własną książkę z bajkami, a był to jeden z najlepszych debiutów w wydawnictwie, więc podpisała z nimi umowę na kolejną. Nikt nie chciał jej książki, ale to dość niszowe wydawnictwo już tak; główną siedzibę miał w NY, to dlatego się tutaj przeniosła. Zresztą, śmierdziało tutaj mniej.

To w tym mieszkaniu znalazła Księgę mentalnych zaklęć. Mieszkanie od dawna szukało właściciela, bo wymagało dużo pracy, więc nikt go nie chciał; ona nie miała nic przeciwko. A potem wszystko działo się jak w bajce – stary kufer pod zlewem, dziwny, tajemniczy, a ręce zaczęły jej drżeć, jakby wiedziała, co ją czeka. Księga była stara, otworzyła ją i zaczęła czytać i och, och.

Dalsze lata nie minęły jakoś zachwycająco. Nie wyszła za mąż, pracę miała tę samą, bestia wyła od czasu do czasu, ale zawsze była ostrożna i metodyczna. Na swojej drodze spotkała zaledwie kilku podobnych do siebie. Zaklęcia testowała na zwierzętach, najpierw szczurach, potem ssakach, aż ze dwa razy udało jej się przetestować na człowieku.
Gdzieś po drodze spotkała kobietę, piękną jak sami diabli, która trzy lata temu wprowadziła ją do Anti-Exo. I to już było ekscytujące.

I życie toczy się dalej.



Ciekawostki:
- Ze względu na swoje pochodzenie, potrafi biegle posługiwać się zarówno angielskim, jak i hiszpańskim.
- Z Las Vegas wyniosła jeszcze sympatię do hazardu. Jednak, nie jest to jej uzależnieniem.
- Jak przystało na mordercę, posiada pamiątki z tamtych wydarzeń – nie zawsze materialne. Największym sentymentem obdarza sygnet, który należał do jej ojca. Oczywiście, nigdy nikomu nie zwierzała się ze swojego małego hobby.
- Mimo że prawdopodobnie mogłaby bez większych problemów dostać świadectwo z wyróżnieniem, nawet nie podeszła do egzaminu końcowego. Co nie było wielkim zaskoczeniem, zważywszy na spore nieobecności na zajęciach. Cóż, szkoła nigdy nie była na szczycie jej zainteresowań.
- Nie jest wyjątkowo utalentowaną pisarką, ani specjalnie znaną. Miewa lepsze i gorsze książki, wena przypływa i odpływa, czym doprowadza redaktora wydawnictwa do szaleństwa.
- Za to jest zagorzałym czytelnikiem. Nie ma ulubionego gatunku, chociaż szczególną miłością darzy Księgę zaklęć mentalnych.
- Jest raczej fanką jednorazowych przygód nocnych. W szczególności preferuje brutalniejszych kochanków. Niemniej, w seksie nigdy nie dąży do przyjemności.
- Nie przejmuje się swoim zdrowiem. Ba, bywają momenty, że sama się okalecza.
- Ze względu na blizny, unika szpitali i lekarzy w ogóle. I plaż. I w ogóle miejsc, w których trzeba obnażać ciało.
- Uchodzi za miłą, chociaż trochę ekscentryczną sąsiadkę. No cóż, pisarze!
- Należy do Anti-Exo.
- Nie zna swojej matki, co więcej, nigdy nie podjęła próby poznania jej. Ogólnie, nie jest zainteresowana tymi rodzinnymi bzdetami.
- W NY jest od około dziesięciu lat.
- Trenuje kick boxing. Wścibskim odpowiada, że przecież jej samotnie mieszkającą kobietą! Trzyma także broń w szufladzie biurka. Ma pozwolenie.
- Chyba zaczyna powoli wpadać w kryzys wieku średniego, bo myśli nad założeniem klubu nocnego.
- Beznadziejna kucharka, raczej kiepskie poczucie humoru (typu czarne i zboczone),  instynkt opiekuńczy tak wysoki, że nawet kaktusy usychają (wyjątkiem jest jej kot, Maruda, którego przygarnęła z ulicy kilka miesięcy temu) i bywa, że dużo przeklina.

Koniec.


Ostatnio zmieniony przez Annabelle Benz dnia Nie Kwi 22, 2018 3:54 pm, w całości zmieniany 3 razy

Re: Annabelle Benz

on Nie Kwi 22, 2018 10:19 am
Do sprawdzenia! <3

Re: Annabelle Benz

on Nie Kwi 22, 2018 2:12 pm
Jedyny zarzut jaki mam będzie do ciekawostek, mianowicie:
- "Mimo że prawdopodobnie mogłaby bez większych problemów dostać świadectwo z wyróżnieniem, szkołę średnią ukończyła z przeciętnymi wynikami. Miała także tendencję do opuszczania zajęć. Do egzaminu końcowego nawet nie podeszła."
Szkołę średnią w USA kończy się zdając maturę, czyli otrzymując tzw. High School Diploma. Zatem błędem jest stwierdzenie, że ukończyła szkołę średnią, nie podchodząc do egzaminu końcowego. Tak przynajmniej kojarzę z tego co czytałem jakiś czas temu o systemie szkolnictwa w USA. Jeśli jednak jestem w błędzie, to proszę o wytłumaczenie tej sytuacji dokładnie.

I to w zasadzie tyle, reszta jest w jak najlepszym porządku. Popraw/wytłumacz to co napisałem wyżej i jesteśmy w domu.

Do poprawy

Re: Annabelle Benz

on Nie Kwi 22, 2018 3:55 pm
Masz jak najbardziej rację!

Zmieniłam na:
"- Mimo że prawdopodobnie mogłaby bez większych problemów dostać świadectwo z wyróżnieniem, nawet nie podeszła do egzaminu końcowego. Co nie było wielkim zaskoczeniem, zważywszy na spore nieobecności na zajęciach. Cóż, szkoła nigdy nie była na szczycie jej zainteresowań."

Re: Annabelle Benz

on Nie Kwi 22, 2018 4:15 pm
Wszystko poprawione :)

AKCEPT!

Na start przyznaję Ci 150 punktów do rozdania.


Gratuluję i życzę miłej rozgrywki ;)
Sponsored content

Re: Annabelle Benz

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach