Share
Go down

#1 - Pierwsze Wolne

on Pon Kwi 23, 2018 9:57 pm
Dzisiejszy dzień był jednym z tych, które Marco wręcz kochał. Przerwa, dzień wolny, albo jak kto woli - laba. Przez ostatnie kilka tygodni wykonali z żoną dwie mniej skomplikowane misje, które pozwoliły im na otrzymanie tych kilku godzin dla siebie. Los jednak chciał, by nie było im dane cieszyć się tym dniem już od samego początku, gdyż jak wiadomo, każdy dzień wolny służy do... załatwiania innych spraw. Dlatego też wczesnym rankiem, wstając, jak zawsze, przed Lane, poszedł pobiegać. Po kilku kilometrowej trasie, wrócił do domu, ogarnął się i wymieniając kilka spojrzeń z Blevins, poinstruował ją, żeby tak sobie zorganizowała czas, by miała dziś wolny wieczór. Ucałował ją czule na pożegnanie i zszedł na dół, by z wynajętego garażu wyjechać czarną Yamahą R6 i ruszyć załatwiać wszystkie sprawy. Kluczyki do Nissana zostawił Lane, bowiem wiedział, że może być jej potrzebny i że kobieta z pewnością skorzysta z okazji przejażdżki jego samochodem.
Pierwszym punktem podróży była siedziba egzorcystów, w której złożył raport z ostatniej misji, dokończył trening poprzez doszlifowanie mięśni na siłownie i podejrzał kilku adeptów, którzy, akurat dzisiaj, nie mieli z nim zajęć. Jakiś czas później udał się do centrum Nowego Jorku, by umówić się na termin przeglądu samochodu z zaufanym mechanikiem. Załatwił również kilka pomniejszych spraw, zjadł obiad na mieście i jakoś około godziny 18:10, był już w domu. Elaine oczywiście nie zastał, bo znając ją, wszystko odłożyła na ostatnią chwilę i się spóźni, a do domu zapewne wróci roztrzepana i sfrustrowana, że musiała zapierniczać, żeby zdążyć. Cóż, taki był jej urok - ogarnięta tylko wtedy, gdy było jej to na rękę.
Zdjął skórzaną kurtkę i odłożył ją na wieszak, po czym rozsiadł się wygodnie na sofie i jak typowy Amerykanin o tej porze, odpalił telewizor. Dość powiedzieć, że był to rzadki widok, bo małżeństwa często nie było w domu, a gdy już byli, to czas pożytkowali inaczej i zawsze razem. Teraz jednak musiał poradzić sobie z samotnością, a pomóc miało mu w tym jakieś badziewie w TV oraz kilkadziesiąt słonych paluszków, które wyciągnął z tajnej skrytki przez Elaine, o której jego żona doskonale wiedziała.
I chrupał sobie tę przekąskę, oglądając jakiś mało interesujący dokument o Procyon Lotor. Jakby nie mogli użyć po prostu nazwy Szop Pracz...

Re: #1 - Pierwsze Wolne

on Wto Kwi 24, 2018 2:58 am
Tego potrzebowała po takim czasie ciągłej pracy i walki. Odpoczynku i w końcu okazji do odespania tych codziennych pobudek o samym świcie. Dlatego dzisiaj, gdy Marco wstał i poszedł sobie pobiegać, ona tylko nakryła twarz poduszką, przekręciła się na drugi bok i zasnęła ponownie nie mając zamiaru mu towarzyszyć. Wstała dosłownie może godzinę po nim, bo zdążyła się z nim minąć parę razy w ich wspólnym mieszkaniu i wymienić kilka spojrzeń. Wiedziała, że wieczór należy do nich, ale to nie znaczyło, że musiała od razu się zebrać do załatwiania swoich spraw. Najpierw leniwie zjadła śniadanie, rozwalając się na kanapie przed telewizorem i oglądając jakiś głupi program, tylko dlatego, że mogła sobie dzisiaj na to pozwolić.
Oczywiście nie byłaby sobą. gdyby nie skorzystała z okazji do pojeżdżenia autem Serafino, z resztą czuła się nawet trochę, jakby to było jej auto, a on sobie je czasem pożyczał. Wpadła do lekarza na odkładane przez nią badania krwi, potem wypiła kawę na mieście, wskoczyła na chwilę do siedziby egzorcystów żeby doszlifować raport, który godzinę wcześniej dostarczył jej mąż, a potem udała się słodkiej rozkoszy zrobienia paznokci przez ulubioną kosmetyczkę, bo jak się już trzeba nawalać z istotami spoza tego wymiaru, to tylko z ładnym manicurem. Oczywiście do domu wpadła jeszcze na gorąco i taka sfrustrowana i nawet... wściekła.
- Pieprzeni policjanci - Rzuciła w progu, uderzając torebką o szafkę w korytarzu. Kto wie co ona tam nosiła obok portfela i paralizatora - Wyobrażasz to sobie?! DOSTAŁAM MANDAT! - Rzuciła stając w progu salonu i patrząc na swojego rozleniwionego męża jedzącego sobie jak gdyby nigdy nic paluszki.

Re: #1 - Pierwsze Wolne

on Sro Kwi 25, 2018 5:18 pm
Marco przyzwyczajony do takiego trybu życia, nie umiał chyba nawet, przestawić się na inny tryb, niż mało snu - dużo pracy. Nie można go było posądzić o pracoholizm, bo nie brał co raz to nowego zadania, szanując swój czas i mając świadomość tego, że musi poświęcać go również swojej żonie, albo nawet głównie jej. Całe życie gnał jednak do przodu w pogoni za swoimi marzeniami oraz by dotrzeć do miejsca, w którym jest teraz, gdzie wszyscy go szanują, on robi coś dobrego, ma u swego boku największe wsparcie, jakie kiedykolwiek mógłby mieć - ukochaną i znaczy coś dla tego świata. Nie widział więc nic złego w tym, że pośpi godzinę mniej czy że nie odpuści żadnego treningu - od zawsze pieczołowicie dbał o to, by być jak najbardziej przygotowanym do każdego zadania i na każdą ewentualność. Stąd zatem jego wczesne pobudki, treningi i, wzorowa wręcz, organizacja czasu.
Nie przestraszył się, gdy usłyszał charakterystyczny trzask drzwi, a później bardzo podobny dźwięk, który sygnalizował upadek torby pełnej babskich pierdół. Już wtedy wiedział, ze coś się wydarzyło, a ta jego mała kochana frustratka, musi się wygadać, ewentualnie czymś rzucić. Po latach wspólnego związku znał ją na wylot i miał świadomość, że teraz nic nie zaradzi, że powinien tylko potakiwać i przyznawać jej rację. Uroki małżeństwa.
Przełknął ostatnie kawałki paluszków, którymi zaspokajał apetyt przez ostatnie kilkanaście minut i spojrzał na czerwoną wręcz z irytacji Blevins. Przymknął oczy i cichym westchnięciem skwitował fakt otrzymania kolejnego mandatu przez Blaidd. Jeszcze trochę i ona serio straci pozwolenie na prowadzenie jakiegokolwiek pojazdu.
Odłożył na bok przekąskę i zerwał się na równe nogi by wstać, a następnie obrócić się w stronę ukochanej i skrzyżować przed nią ręce na klatce piersiowej, kiwając głową.
- Z pozostałych informacji dnia... - zaczął. - Niebo jest niebieskie, a woda jest mokra - zakończył swój krótki wywód, bagatelizując sprawę.
Chciał, by to tak wyglądało, choć w rzeczywistości powoli zaczynał się niepokoić o częstotliwość spotkań Elaine z policją. Już pieprzyć to, że nie przystało to egzorcyście, który powinien jak najmniej wyróżniać się z tłumu. Tu wchodziła kwestia jej bezpieczeństwa oraz wybuchowego temperamentu żony, która była zdolna do wszystkiego.
- Mówiłem ci, żebyś uważała - zaczął ponownie rozmowę, podchodząc do niej na bliską odległość. Wplótł dłoń w jej włosy, gdyż dla niego było to coś całkiem normalnego i chwilę podrapał ją z tyłu głowy, wyłącznie w celach pieszczoty. - Długo cię ścigali? - zapytał już z uśmiechem, chcąc rozluźnić nieco rozmowę. Po chwili zdecydował się nawet na delikatne muśnięcie jej ust swoimi, by zapewnić ją, że nie jest na nią zły. Nie było sensu dolewać oliwy do ognia, lepiej poruszyć tę sprawę za jakiś czas.

Re: #1 - Pierwsze Wolne

on Sro Kwi 25, 2018 11:51 pm
Lane miała zupełnie na odwrót, ale to w sumie nic dziwnego w ich przypadku, skoro praktycznie we wszystkim byli swoimi przeciwieństwami. Cud, że jeszcze się wzajemnie nie pozabijali. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy Lane nigdy nie była rannym ptaszkiem, a raczej prowadziła życie zwierzęcia nocnego, mogąc siedzieć do późnych nocnych godzin w mieszkaniu. Spacer do parku o czwartej nad ranem nie był dla niej żadną fanaberią, choć ludzie o tej porze spali, albo z trudem podnosili się z łóżek, by zdążyć do pracy. Z resztą nawet w temacie ich pracy, a właściwie nawet zajęcia, które było ich przeznaczeniem i poniekąd życiem, byli zupełnie odmienni. Dla niego było to marzenie, wiedział, że jest do tego stworzony, był przygotowany na to, jak to wygląda i jakie ryzyko ono za sobą niesie. Lane była egzorcystą trochę z przypadku, trochę z powodu tego, że została do tego zmuszona. Dawnej wyobrażała sobie przecież swoje życie zupełnie inaczej, chciała osiąść na stałe na farmie babci, pomagać jej i to tam dopełnić swojego żywota. Duże miasto męczyło ją, brakowało jej zwierząt, zapachu kwitnących drzew i lepkiego błota po deszczu. Choć dzieciństwo było tak dawno temu, nadal czuła dotyk słońca na twarzy, które sprawiało, że na jej nosie pojawiały się małe piegi, czuła jak źdźbła trawy łaskoczą ją w kostki, a także pamiętała smak marchewek wyciągniętych ledwie z ziemi. W Nowym Jorku ciężko było o takie doznania, ale takie było jej przeznaczenie, taka się już urodziła. I choćby nie do końca lubiła takie życie to przecież dzięki temu wszystkiemu poznała swojego obecnego męża, któremu oddała całe swoje serce i na obecną chwilę po prostu nie wyobrażałaby sobie życia bez niego, choćby było takie, jak z jej marzeń. Marco był jej wsparciem, kochankiem, partnerem, światem i bez niego to wszystko nie miałoby po prostu sensu.
Po tylu latach związku już zna się siebie wzajemnie na wylot, więc Marco był dla niej ostoją spokoju, podczas gdy ona była rzeczywiście chodzącą furiatką, chaosem zamkniętym w drobnym ciele pięknej kobiety. I doskonale potrafił przewidzieć, jak bardzo jego żona jest nieprzewidywalną wariatką. To był odpowiadał w ich związku za cierpliwość i oazę spokoju, ona była... Typową Blaidd, wszędzie jej pełno, nie kryła się ze swoim ostrym słownictwem czy co myśli na jakiś temat. Czasem podczas swoich spokojniejszych dni Lane siadała i zastanawiała się, co tak porządna i poukładana osoba, jak jej ukochany w niej widzi i czemu wziął sobie za żonę taką bombę zegarową, jak ona. Po co mu tyle chaosu w życiu? Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na to pytanie, a gdy zawsze go pytała ten uśmiechał się w taki charakterystyczny sposób i tylko całował ją w usta, jakby to miała być najlepsza odpowiedź.
- Oj, mój drogi, niebo potrafi czasem być różowe, albo pomarańczowe, a te gnojki nie mają nic lepszego do roboty, tylko znęcać się nad biednymi obywatelami - Rzuciła zła i zrzuciła ze stóp wkładane buty sportowe. Zdecydowanie nie należała do kobiet chodzących w szpilkach całe godziny. Kochała swój kręgosłup, poza tym ciężko uciekać przed glinami, gdy szpilka ślizga ci się na pedale gazu, prawda?
- Nie lubię jak zaczynasz zdanie od "Mówiłem ci" - Rzuciła zła, co zapowiadało rzucanie talerzami, ale zaraz ugłaskał ją zmniejszając dystans między nimi i wplatając dłoń w jej włosy - Dawałam im dziesięć minut mniej, ale nie spodobał im się środkowy palec wycelowany w ich stronę - Odparła i spojrzała mu w oczy szukając cienia zdenerwowania. W końcu to było jego auto, choć to kierowca był obciążony mandatem, to policjanci już znali jego pięknego Nissana i zwracali na niego częściej uwagę, niż na inne samochody w okolicy. Gdy ledwie musnął jej usta natychmiast przylgnęła do niego czując, jak negatywne emocje opuszczają jej wnętrze. Sama obecność Marco wyciszała ją, jak nic innego. Stanęła na palcach by skraść mu długiego całusa. Tęskniła za tym cały dzień.

Re: #1 - Pierwsze Wolne

on Pon Kwi 30, 2018 1:41 am
Marco przez lata nauczył się dyscypliny i planowania wszystkiego, dlatego czasem nie potrafił zrozumieć pewnych zachowań swojej żony, aczkolwiek z biegiem czasu przestawał dostrzegać w tym jakikolwiek sens czy logikę. To Elaine nauczyła go, że niektóre rzeczy wychodzą, tak naprawdę, same z siebie, że nie potrzeba planu, treningu czy poświęceń, by coś można było robić, kimś się stać i tak dalej. Dlatego właśnie nie negował jej koalowego trybu życia, gdzie ukochana najchętniej by tylko spała, jadła i czasem tylko pokręciła się gdzieś w nocy przez godzinkę czy dwie.
Druga sprawa, że Serafino był jedyną osobą, która potrafiła postawić Blevins do pionu i to poniekąd dzięki niemu, dziewczyna jest jeszcze egzorcystką. Ich przeciwne charaktery uzupełniały się i dzięki temu mogli znaleźć idealny balans między wymaganiem od samych siebie, a dobrą współpracą. On pilnował ją w pracy, ona go poza nią i dzięki temu żyli w pokoju, zgodzie i miłości, o co w dzisiejszych czasach trudno, zwłaszcza w kontekście ich niebezpiecznej pracy.
Być może, gdyby Blaidd nie była tak ekspresywna, wybuchowa i nieprzewidywalna, mogłaby go prześcignąć i stać się kimś bardziej znaczących w świecie egzorcystów. Prawdopodobnie tylko Marco dostrzegał ogromny potencjał swojej żony, który nawet ona bagatelizowała, twierdząc, że jest egzorcystką z przypadku, a czasem "złośliwie" - z miłości. Niemniej jednak mógłby wymienić niezliczoną ilość sytuacji, w których go uratowała, bądź w których popisała się nie tylko umiejętnościami czy wiedzą, ale również pewnymi zagraniami, których nie da się nauczyć. Gdyby nie to, że potrafiła odpyskować najwyżej postawionemu w sanktuarium egzorcyście z błahego powodu, pewnie teraz sama byłaby przewodnikiem egzorcystów, tak jak on. Niestety, nigdy się nie hamowała, a to z kolei hamowało jej awans.
A co do samego powodu, po co mu ta tzw. bomba zegarowa? Odpowiedź jest prosta - miłość.
- Tak tak, prawdziwi kryminaliści chodzą po wolności, a ja nie mogę się trochę zabawić - zbagatelizował całą sprawę, nieco się z niej naśmiewając. Nie było w tym jednak ani nic dziwnego, ani też złośliwego. Miało to bardziej wydźwięk: tak tak, słyszałem te tłumaczenie już milion razy i wiem o co ci chodzi. Niemniej jednak byli na takim etapie relacji, że mogli być swobodni w każdym calu przed sobą.
Stojąc już nieco bliżej, mając w dodatku jej głowę ujętą w swoją dłoń i spoglądając tak na nią, tylko uniósł brwi wzdychając przy okazji. Nie umiał być ani zły na nią, ani też nie chciał dawać jej żadnych reprymend. I tak go przecież nigdy nie słuchała. No chyba, że chodziło o: "kocham cię" albo "dzisiaj ja robię kolację", tego zawsze słuchała z miłą chęcią.
Odwzajemnił przedłużony pocałunek, ciesząc się, że żona idealnie odczytała jego intencje. On zainicjował, ona przedłużyła, zatem jak zwykle - dopasowanie perfekcyjne. Po kilku chwilach obejmowania jej i namiętnych muśnięć ustami, odsunął się i spojrzał na nią, łapiąc oddech.
- Jesteś niemożliwa - rzucił, kiwając z politowaniem głową, uśmiechając się przy tym. - W każdym razie... cieszę się, że jesteś - dodał nieco bardziej oficjalnie, ale jednocześnie z odpowiednią dawką czułości i spokoju, by następnie wziąć żonę na ręce i zanieść ją do salonu i ułożyć ją na swoich kolanach, gdy już usiadł przed telewizorem.
- Zjadłbym coś - rzekł po chwili wpatrywania się w ukochaną, chcąc zasugerować przygotowanie jakiejś kolacji albo zamówienie czegoś. Od tak dawna nie mieli okazji spędzić tak leniwego wieczoru, że aż nie miał pomysłu, na co się teraz zdecydować. Chociaż z drugiej strony, próżno było szukać u niego jakichkolwiek przemyśleń, gdyż był skupiony tylko i wyłącznie na Lane, obserwując ją, chłonąc jej zapach oraz ciesząc się z bliskości.

Re: #1 - Pierwsze Wolne

on Pon Maj 14, 2018 11:32 pm
Lane była wielką fanką spontaniczności i takiego właśnie wychodzenia rzeczy samych z siebie, co czyniło ją osobą wysoce nieprzewidywalną i cóż, niepoukładaną. Nie potrafiła planować, wszystko robiła impulsywnie, szybko, czasem wręcz nie mieściło się to w głowie, jak można być tak nielogiczną osobą jak ona. Z jednej strony nie miała czasu na to, by przejmować się konsekwencjami, żyła sobie z dnia na dzień, nie przejmując się za bardzo tym co będzie następnego dnia i za rok. Nie chciała o tym myśleć w obliczu tego, że wykonywała ryzykowne zajęcie, jednego dnia mogła po prostu nie wrócić z misji. Z drugiej strony jednak była przez to osobą stwarzającą niebezpieczeństwo nie tylko dla siebie, ale także dla osób w jej otoczeniu, także dla swojego męża, z którym to przecież najczęściej wyjeżdżała na misje. Marco potrafił na nią wpłynąć, jak jeszcze nikt w jej życiu, gdyby chciał i był do tego zdolny byłby w stanie kompletnie ją zmanipulować, zmienić, bo ona oddała mu kompletnie swoje serce i właściwie podporządkowała mu całe swoje życie.
Widać to już choćby po tym, że Blaidd ostatecznie zdecydowała się wziąć za naukę i skończyć akademię, choć na początku mocno się starała o to, by ją wykopali. Nie chciała dzielić losu swoich rodziców, nie chciała mieć z nimi nic wspólnego, a wyszło kompletnie odwrotnie, bo nie dość, że została egzorcystką, to jeszcze wyszła za mąż za egzorcystę i tak, jak państwo Blevins, nie znosiła dzieci, nie chciała ich mieć, ani wychowywać. Na pewno nie wtedy, gdy jej życie wisiało na włosku praktycznie przy każdej misji. Marco potrafił wyciągnąć u niej zdyscyplinowanie i ostrożność, choć bywały sytuacje, gdy przez jej lekkomyślną wybuchowość nie raz znaleźli się w większych tarapatach, niż to na początku wyglądało. Mimo wszystko Lane nauczyła się lubić swoje życie, głównie dlatego, że kochała swojego męża, ale nie wyobrażała sobie, by czuć kiedykolwiek takie uwielbienie do tego zawodu, jak Marco. Dla niej to była przekleństwo, dla niego przeznaczenie i błogosławieństwo.
- O patrz! Masz jedną taką kryminalistkę w domu! - Rzuciła, uśmiechając się krzywo w ten ironiczny sposób, ona naprawdę miała problem z przepisami, a właściwie miała problem z przestrzeganiem ich.
Widziała po nim jednak, że usiłuje całą tę sprawę jakoś zbagatelizować, ale jest trochę rozczarowany jej zachowaniem. W końcu bycie egzorcystą polegało też trochę na umiejętności wtopienia się w tłum zwyczajnych ludzi, udawaniu, zwykłego, szarego obywatela kraju. Lane była tymczasem znana już połowie policjantów w Nowym Jorku, a to dość porażający wynik zważając na to, jak często wyjeżdżała i po prostu znikała. Dlatego próbowała mu to wynagrodzić kilkoma namiętnymi pocałunkami, które sprawiłyby, żeby zapomniał o jej kolejnej wpadce.
- A ja się cieszę, że jesteśmy tutaj - Rzuciła trochę bez zastanowienia. Dopiero po chwili dotarło do niej, że można to zrozumieć dwojako: bardziej pozytywnie, jako: kocham spędzać z tobą czas, zwłaszcza ten wolny, albo negatywnie: cieszę się, że jesteśmy tutaj, bo nienawidzę wykonywać zajęcia, które ty tak kochasz. Dlatego wstała jak poparzona z jego kolan, by dopaść notebooka.
- Co zamawiamy? - Rzuciła szybko, posyłając mu rozbrajający uśmiech i siadając z powrotem na kanapie, zarzucając nogi na jego kolana i otwierając jakąś stronę w internecie z różnymi lokalami, z których można zamówić jakieś jedzonko. Lane była fanką zamawiania i jedzenia na mieście, z prostego względu, iż nie znosiła zmywać garów i naczyń. Do tego sterczenie godzinami nad kuchenką, czy piekarnikiem było dla niej kompletną stratą czasu.

Re: #1 - Pierwsze Wolne

on Czw Maj 17, 2018 10:19 pm
Nieprzewidywalność też miała swoje zalety, zwłaszcza w starciach gwałtownych, ryzykownych i gdy nie posiadali żadnych przewag. Blaidd jednak często nadużywała swojej energicznej strony i przekładała własną satysfakcję, bądź moc charakteru ponad dobro całego zespołu. A przynajmniej, tak było do czasu związania się z Marco, który pokazał jej nieco inną stronę tej pracy i niejako przekonał ją do zawodu egzorcysty. Przy nim Blevins potrafiła być bardziej zorganizowana oraz skłonna do spełniania rozkazów. Jak widać Serafino wzbudzał w niej jakiś szacunek, który pozwalał mu na kontrolowanie w jakiś sposób Lane, byleby ta tylko działała zgodnie z planem. Nie wiedział do końca czy chodziło tu o szacunek, czy o własne motywacje typu: pokażę, że jestem lepsza od mojego męża, albo też: nie puszczę go samego nigdzie. Nie zmieniało to jednak faktu, że tworzyli zespół znakomity, odpowiednio się dopełniali i byli skłonni zrobić dla siebie wszystko - gdzie zatem znajdzie się lepszych partnerów, niż ta dwójka?
Największy jednak sukces Marco odniósł w tym, że udało mu się nakłonić Lane do ukończenia kursu i działania dla dobra świata. Gatunek ludzki bardzo by ucierpiał na tym, gdyby tak utalentowana egzorcystka nie wykonywała czynnie swojego zawodu. On również by cierpiał, bo nawet jeśli byliby razem, to musieliby często być daleko od siebie, takie "uroki" życia, gdy jeden z partnerów jest egzorcystą. Na szczęście ich związku, miłości i oddania, udało im się trafić w to samo miejsce, dzięki czemu nie mogą narzekać na tęsknotę.
Obserwował ją uważnie, gdy szła po swojego notebooka, nie dostrzegając drugiej, mniej pozytywnej możliwości jej wypowiedzi. Odpowiedź była taka, jaka się spodziewał i jaką chciał usłyszeć. No bo co lepszego może usłyszeć mąż od żony niż wyznanie, że partnerka cieszy się z jego obecności? Nie był kobietą, by doszukiwać się dwunastego i trzynastego dna w każdej wypowiedzi, nadinterpretując je przy okazji. Był Marco, który stawiał zawsze na bycie bezpośrednim.
Jedną ręką zawędrował za oparcie sofy, drugą zaś delikatnie gładził żonę po nodze.
- Byle nie chińszczyzna - rzucił.
Nie miał nic do kuchni tajskiej, wietnamskiej, chińskiej czy japońskiej, ale dzisiaj nie miał na nią po prostu ochoty. Poza tym, był Włochem, zatem jemu w głowie zawsze była pizza, lasagne, makaron czy coś na bazie pomidorów. Pewnych przyzwyczajeń wyzbyć się nie da, a smak kształtuje się przeważnie za dzieciaka, a on jako dziecko jadał najwięcej spaghetti i innych typowo włoskich potraw. Z drugiej strony był jednak skłonny zgodzić się na cokolwiek, bo nie do końca chodziło tu o to co zjedzą, a raczej o to, że mogą to zrobić w spokoju, z uśmiechem na ustach i niewinną lampką wina, bez oglądania się za siebie.

Re: #1 - Pierwsze Wolne

on Pon Maj 21, 2018 7:44 pm
Czasem odnosiło się wrażenie, że ta dwójka jest od siebie zupełnie różna i w naturalnych warunkach takie połączenie pewnie nie miałoby racji bytu, bo jak spędzać masę czasu z swoim zupełnym przeciwieństwem, z kimś, z kim teoretycznie nie ma szansy się dogadać przez kompletnie zderzenie różnych światopoglądów i idei. Lane była porywcza, impulsywna, szczera do bólu, przez co łatwo było jej się wpakować w głupie sytuacje. Marco za to miał więcej rozsądku, potrafił zatrzymać dla siebie negatywne zdanie na jakiś temat, najpierw myślał, a potem działał. Ta dwójka jednak miała ze sobą coś wspólnego, a nawet kilka rzeczy. Smutną przeszłość, gdyż oboje z nich zostało wyrwanych ze swojej codzienności, ona z cudownego dzieciństwa w Walii, a on z szczęśliwego bytu otoczonego rodziną. A także to, że poza sobą nie mieli chyba już nic, dlatego ich troska i miłość do siebie nawzajem była tak silna, może desperacka, gdyż Lane była gotowa oddać życie za Marco. Bo on był jej życiem, bez niego nie miała już nic.
Tak, to zdecydowanie kobieca cecha dopatrywanie się drugiego dna, czy piętnastego w jednej wypowiedzi. Albo podkładanie świni w postaci pytania "Skarbie, czy ja wyglądam grubo?", bo przecież żadna odpowiedź nie jest tą poprawną. Lane nie należała do tych, co się obrażają o byle co, nie była "typową Dżesiką, Karyną" czy jak zwał tak zwał. Zdarzało się jej czasem puścić o coś focha, "typowe" kobiece pytania zadawała swojemu mężowi głównie dla tego, żeby móc się z niego pośmiać, kiedy on próbuje jakoś wybrnąć z kryzysowej sytuacji, dlatego spojrzała na niego i uśmiechnęła się zadziornie.
- Zjadłabym lazanię, ale wiesz... Ostatnio ciężko było mi się dopiąć w tą sukienkę, którą miałam na sobie pół roku temu na naszym trzydniowym wjeździe do Florencji. Chyba nie powinnam... - Rzuciła dramatycznie, czekając na to, jak Marco spróbuje z tego wybrnąć. Obserwowała go, choć zdążyła już kliknąć kilka razy i zamówić dwie duże lazanie na dowóz. Najwyżej kupi sobie nową sukienkę, a co!
Sponsored content

Re: #1 - Pierwsze Wolne

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach