Share
Go down

Mevennea Daarina Ismara Artdill

on Wto Maj 08, 2018 9:25 pm

The Elusive One





Imiona Mevennea Daarina Ismara
Nazwisko Artdill
Wiek 23 lata
Płeć Kobieta
Data Urodzenia 16 lipca 1995 roku
Narodowość Skandynawia, Norwegia
Praca Malarka
Miejsce Zamieszkania Queens, małe mieszkanie
Posiadana Księga Magii Księga Zaklęć Mentalnych




The Serious One


Wygląd
Śmiem powiedzieć, że panienka Artdill jest wyjątkowej postury zjawiskiem. Wychudzoną nie jest, wręcz posiada trochę tak zwanego tłuszczyku naturalnego, który odrzuca wrażenie, iż Mevennea jest anorektyczką. Rudawe włosy, które opadają na bladą, piegowatą skórę panienki nie wędrują dalej jak do łopatek. Gęste, czarne rzęsy, pod którymi skrywają się zielonkawe oczy z niebieskimi plamkami przy źrenicy, trzepoczą szybko od każdego podmuchu chłodnego wiatru, który skierowany jest prosto w nie. Pokraszony piegami nosek marszczy się za każdym razem, gdy coś mu nie odpowiada, a pełne, ale niewielkie usta wykrzywiają się wtedy w lekki grymas.  Chude policzki wypełniają się przy każdym uśmiechu panienki, gdy Mevennea jest w euforii. Ciało panienki jest całkiem krągłe przy biuście oraz przy pupie, która wygląda bardzo zgrabnie w krótkich spodenkach. Jednakże zapomnieliśmy o najważniejszym! Artdill nie należy do osób wysokich. Mierzy zaledwie metr sześćdziesiąt cztery i posiada adekwatną do tego, stabilną wagę 50 kg.
Ponieważ tak jak prawie każda kobieta w młodym wieku również i Mevennea przechodziła okres „rebeliancki”, „buntowniczy”. Krótkie włosy, ciemne odcienie makijażu oraz w podobnych kolorach ubrania. Z tego powodu również ciało panienki pokryte jest w niektórych miejscach ciemnymi, zabawnymi, groteskowymi tatuażami. Zliczając je wszystkie będzie to wtedy liczba 9. Dwa z nich znajdują się na prawej ręce panienki Artdill. Jeden przedstawia twarz kobiety, która ujawnia się w wstążkach KLIK. Drugi natomiast to dziewczyna odwrócona tyłem, której włosy związane są i ukształtowane w sznur dla samobójcy KLIK. Pierwszy mieści się na ramieniu na zewnętrznej jego stronie, a drugi na przedramieniu po wewnętrznej stronie. Kolejne tatuaże zdobiące ciało panienki pojawiają się dopiero, gdy odgarnie się jej włosy. Plecy, bo to jest miejsce tatuaży przyozdobione są kwiatami w różnych wydaniach KLIK, KLIK oraz tatuażem przedstawiającym mordę wilka KLIK. Ponieważ pozostało nam jeszcze 4 tatuaże do wymienienia to przejdę do nich od razu.
Mevennea pokwapiła się, by jej kolejne tatuaże znajdowały się w takich miejscach jak biodro KLIK, na lewym przedramieniu KLIK, zaraz pod biustem KLIK oraz na lewej stopie KLIK. Część z nich widoczna, część nie, ponieważ skrywana pod codziennym ubiorem, ujawnia prawdziwą buntowniczą naturę panienki Mevennea’y. Pani Artdill ubiera się w dość pospolity sposób. Nie wybiera rażących, szokujących kolorów. Jest stonowana w ubiorze. Czasem wystarczy jej biała koszulka, szare, beżowe, bądź czarne spodnie i jakieś ładne trampki, szpilki albo espadryle. Nie przesadza z wyglądem również na jakieś szczególne okazje. Jest bardziej skromna w ubiorze, niż wyzywająca. Wie, że lepsza skromność od ekstrawagancji, która bije od ludzi w tych czasach.


Charakter
Tak jak wyżej wspomniałem, panienka Artdill posiada stronę buntowniczą, jak i spokojną. Należy więc zakładać, że pozna się je obie w trakcie znajomości z Mevennea’ą. Miesza je obie ze sobą w trakcie rozmów, gestów, sposobów poruszania się. Czasami wygląda to jak gra, ona przypomina sobie po chwili, że musi przybrać poważną minę do złej gry i momentalnie zmienia swoją mimikę twarzy, posturę ciała, czy też chód, które są charakterystyczne dla każdego człowieka. Miała wiele razy do czynienia z teatrem, więc można zakładać, że stąd wzięła te swoje „przeskoki”. Pamiętajmy jednak, że poza tą całą „grą” panienka Artdill skrywa w głębi naprawdę ciężkie uczucia, które prawdopodobnie są właśnie tą „zabawą” chowane.

BUNT
Większość osób po prostu zmienia swój wygląd, by pokazać, że są niezależne, silne i tym podobne. W przypadku Mevennea’y to nie tylko wygląd, ale również i zachowanie. Dziewczyna przestaje być tą posłuszną, miłą, poważną osobą, gdy tylko ma okazję rozprostować nogi i gdy wie, że nikogo znajomego w pobliżu nie ma. Otóż, woli by ludzie pamiętali ją jako tą spokojną, niż jako gorącą głowę. Pochopnie decyduje, nie zastanawia się, przestaje kompletnie myśleć racjonalnie i działa impulsywnie. Jest to przez większość czasu jej „główne” zachowanie, no bo, kto ją zna prawda? Ona tutaj jest praktycznie nowa i nikt nic o niej nie wie. Więc jej zachowanie „aniołka”, który pamięta, że trzeba być skromnym, dobrze się wysławiać i zachowywać, schodzi kompletnie na drugi plan. Co dziwne, ponieważ tak jak wyżej wspomniałem, obie strony się mieszają. Ale w stosunku do nowego otoczenia, w jakim aktualnie się znajduje, ponieważ nie jest już w rodzinnej willi w Norwegii, jej potrzeby się kompletnie zmieniły. Mevennea potrafi być bardzo wredna przez swoją buntowniczą naturę. Opryskliwe, cięte i bardzo trafne stwierdzenia są na porządku dziennym, zaraz obok ugryzienia się w język. Zaraz obok, bo rzadko to robi. Częściej zamiast pomyśleć i się chwile zastanowić, to załatwia całą sprawę spontanicznością, która potrafi przytrafić ludzi o niezły ból głowy.

OAZA
Pamiętajmy jednak wciąż o tej spokojnej i opanowanej stronie panienki Artdill. Wciąż ona istnieje i się chowa pod tym buntem, który jest tylko przykrywką. Oaza, która panuje w jej duszy, gdy tylko przestaje myśleć o swoim ego potrafi zapanować na naprawdę długo. Panienka wtedy zachowuje się jak na damę z dworu przystało i z gracją baletnicy przemieszcza się pomiędzy ludźmi na ulicach. Słowa są wypowiadane spokojniej, ciszej, z nutką blasku, który dodaje barw jej zdaniom, które wypływają powoli w przestrzeń na wiatr. Każde jej zachowanie, ruch, słowo jest dokładnie przemyślane, przeanalizowane, a uczucia schowane głęboko. Czasami może się zdawać, że pomimo barw w jej zdaniach, to są one pozbawione uczuć. Tak też jest, z powodu traumatycznego dzieciństwa, które przez bardzo długi czas chowała w sobie i nikogo nim nie trapiła. Odgrywała swoja kolejną rolę stosując się do zasad, wykonując polecenia bez zawahania. Jedynym momentem gdy myślała sama za siebie było zagłębianie się w księgach, w ogromnej bibliotece, jaką rodzina Artdill posiadała w swoim obszernym domu w Norwegii. Jej spokojne oczy rzadko dają do zrozumienia, że czasem woli nie rozmawiać z kimś, bądź zachować coś dla siebie. Z powodu kultury, jaką ta strona posiada, ciężko jej czasem odmówić, nie to co w czasie buntu.

Obie twarze Mevennea’y wiążą się z bólem z dzieciństwa, który głęboko skrywany w sercu panienki podsyca jej niestabilne zachowania. Dziewczyna mimo wszystko jest bardzo rozmowną osoba, przyjazną i stara się nie rzucać na siebie złej karty. Ciężko określić to co jest chowane wewnątrz niej. Uczucia smutku, romantyzmu, miłości, prawdziwej przyjaźni, która została zabita, przebita włócznią na wskroś i spalona w otchłaniach piekła tylko po to, by stworzyć sobie marionetkę, jaka bywała panienka Artdill, gdy przybierała maskę oazy…
Dlaczego mówi się, że panienka Artdill nie wybacza? Ponieważ pomimo zdolności wymazywania rzeczy z pamięci, ona tych złych rzeczy nie zapomina specjalnie. Powód tego jest nieznany nawet mnie. Skrywając to jednak podsyca buntowniczą stronę siebie i to jest najbardziej niepokojące.



Historia
16 lipca 1995 roku był dniem bardzo słonecznym i jednocześnie chłodnym. Po 9 miesiącach okrutnych męczarni, przez
jakie przechodziła pani Artdill na świat przyszła żałosna poczwara. Mówi się, że nowonarodzone dzieci są piękne,
jednakże pani Luviara Artdill była innego zdania. Nie zajmowała się nią do ukończenia przez nią 3 roku życia. Przez cały
ten okres dziecko było pod moją opieką [Delahat], który już w wieku emerytalnym, starał się być dla niej ojcem, który
wobec niej jedyne co czuł to odrazę. Nawet własny ojciec uważał, że wyglądała pokracznie. Było nie do pomyślenia, by
dziecko mogło się przytulić, czy chociażby złapać za rękę któregoś z rodziców. Był to wręcz skandal i obraza majestatu
pani i pana Artdill.
Po tych trzech, długich latach, kiedy dziewczynka w końcu zaczęła wyglądać trochę normalniej, pani Artdill postanowiła,
że to jest ten moment, by mała poznała świat, który ją otacza. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, jak dużo
dziewczynka wiedziała, jak bardzo zaradna była i pojętna. Większość rzeczy zostało jej już przekazane, wpojone do
małej, przyozdobionej ciemnymi włosami główeczki. Kto by się spodziewał, że 3 letnia panienka Mevennea będzie już
tak dużo wiedziała o świecie, który skrywa mroczne sekrety.
Gdy panienka ukończyła 6 lat pan i pani Artdill nakazali mi [Delahat] nauczać małą zaklęć. Wiadome było, że rodzina
Artdill cechowała się niesamowitą siłą magiczną, która budziła grozę. Niejeden śmiałek poległ w pojedynku z panem
Hermeal’em. Czytanie z ksiąg, które pokazywałem panience Mevennea’rze było trudne. Potrafiła błąkać w obłokach
godzinami, nie słuchając ani jednego mojego ostrzeżenia. Ale znalazła się jedna książka, która ją bardzo zainteresowała.
Czasem nawet i z nią sypiała. Studiowała ją codziennie, przez 10 lat. Każdy jej trening, z roku na rok, stawał się
oczywiście trudniejszy i zabawy się już dawno skończyły. Trenowałem z nią każde możliwe zaklęcie jakie znajdowało się
w księdze. Ale to już przestało jej wystarczać. Chciała czegoś więcej…
W między czasie na świat przyszła Terresa. Dziecko bękart, które zostało spłodzone przez pana Hermeal’a z pokojówką,
której imienia nie wolno mi wspominać. Dziewczynka urodziła się znacznie ładniejsza i silniejsza od Mevennea’y, więc nic
nie stało na przeszkodzie by pani Artdill wzięła ja pod swoje skrzydła. Oczywiście ciągle miała za złe mężowi, że to
poczynił, co on tłumaczył, iż ich prawowite dziecię nie spełnia oczekiwań rodu i trzeba było działać. Tak… Pani Luviara nie
mogła mieć kolejnych dzieci, a nawet ich nie chciała. Na rękę jej było, że mąż spłodził bachora, piękniejszego i
silniejszego magicznie od panienki Artdill. Od razu zaczęła zachowywać się wobec Terresy jak matka, której Mevennea
nigdy nie miała.
Dziewczynki nawet się lubiły. Jedna nie przeszkadzała drugiej w nauce, nie wchodziły sobie w drogę. Czasem ze sobą
rozmawiały, ale nie były to długie rozmowy. Musiały zapełnić tą dziwną ciszę, która panowała między nimi. Gdy obie
podrosły, a różniło je 3 lata postanowiły spróbować swoich sił w pojedynku magicznym. Wiadome było, że Mevennea
mogła przegrać. Nie była tak potężna, równie dobrze mogła pomylić formułę zaklęcia i przez przypadek skrzywdzić jedno
z nich. Przyglądałem się z daleka temu pojedynkowi, magia mentalna i czarna magia walczyły ze sobą, dość długo. Ale
nie na tyle długo by dziewczynki mogły uniknąć tego co się wydarzy. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to całezdarzenie oglądała też pokojówka, ta która była prawdziwą matka Terresy. Kobieta wykorzystała swoją znajomość magii
błyskawic i aby ukarać tego, który ją zranił, wycelowała piorunem prosto w swoje własne dziecko, które było powodem
jej cierpienia. Mevennea obwiniała siebie, że źle użyła zaklęcia. Część winy spadła i na nią. Państwo Artdill ukarali
panienkę 3 latami w lochach pod willą, bez dostępu do światła czy innych ludzi. Mogłem schodzić tam tylko ja, aby
podawać jej jedzenie i picie. Nie mogłem jej już nauczać. Po tych 3 latach „odsiadki” panienka zmieniła się nie do
poznania. Była na każde skinienie państwa Artdill, słuchała się ich i nie sprzeciwiała ich woli. Z czasem pozwolili nam na
powrót do nauki magii mentalnej.
Kilka lat później…
Rodzina Artdill urządzała ogromne przyjęcie biznesowe, na którym były najbardziej wpływowe rodziny. Oczywiście nikt z
zewnątrz nie miał prawa wstępu no i na dodatek nie wiedział o odbywaniu się przyjęcia. Mevennea ponieważ miała
służyć gościom, chodziła między nimi w czarnej, obcisłej, sięgającej do kostek sukni, ze spiętymi w kok włosy i z maską
posłusznej dziewczynki na twarzy. Doskonale wiedziałem, co się dzieje w umyśle i w sercu panienki Artdill. Bardzo
cierpiała i nie było na to rady. Chowała to przed całym światem, uciekając do najprostszego rozwiązania – poddania się.
Nie znała na tym przyjęciu nikogo i z nie miała nawiązywać dłuższych kontaktów z kimkolwiek na sali. Los chciał, że
niestety to ona się odezwała, a on. Mevennea nie wiedząc jak zareagować patrzyła tylko w mężczyznę, oceniając go,
słuchając po części, ale też i sygnalizując mu, że nie jest zbyt skora do rozmów. Pan Torres jednak naciskał. Był synem
jednego z najbardziej wpływowych głów na tym przyjęciu. To z jego ojcem pan Artdill pragnął tak bardzo prowadzić
interesy. Nieczyste interesy…
Panienka Mevennea była przez cały czas zajmowana osobą Javiera, która najwidoczniej bardzo ją fascynowała. Ich
poglądy były podobne, dogadywali się w wielu przypadkach, a nawet coś zaiskrzyło… Może już wcześniej się znali? Nie
wiadomo mi tego, wiem jedynie, że dobrze im się rozmawiało, jakby znali się od lat. Panienka wiedziała, że musi bardzo
uważać, by nikt nie zauważył, że nie poświęca wystarczająco czasu innym gościom. Jej buntownicza natura jednak, która
budziła się w środku nakazywała jej na czynienie inaczej, niż jej rodzice tego chcieli. Ani Javier, ani Mevennea nie znali się
na interesach, które miały być głównym tematem tego spotkania. Było widać, że ich to kompletnie nie interesowało i
samo to, że byli tam, było z samego przymusu.
Nie wiem, w którym momencie wpadli na to by razem uciec. Pewnie po ogłoszeniu, że układ rodziny Artdill i Torres
dojdzie do skutku. Mevennea była potrzebna do ogarnięcia wszystkich gości, ale nikt jej nigdzie nie widział. Ostatni raz
widziałem ją ja, gdy wraz z synem pana Torres’a uciekali z willi, wsiadając do jednego z najcenniejszych aut pana
Hermeal’a.
Od tamtej pory obie rodziny za nimi ganiają. Panienka nie wysyła mi żadnych listów, zapewne woli, by nikt nie wiedział,
gdzie się teraz znajduje. Może udało im się uciec spokojnie, bez przeszkód… Liczę na to, że nic im nie jest…

**********

Po ucieczce z Norwegii, w której odbywało się przyjęcie, zaczęli oszczędzać pieniądze i wynajęli w NY małe mieszkanko,
które razem [ Mevennea i Javier ] zamieszkują.

Koniec.
Ciekawostki
Podziękowania dla narratora Delahat’a, który postanowił opowiedzieć co nieco o Mevenea’rze.
@ śni po nocach koszmary, w których gubi się w ruinach domów i nie może stamtąd uciec
@ podczas pojedynku z Terresą powiedziała „Silit” zamiast „Spirit”.
@ nie przepada za pomidorami
@ jako malarka używa pseudonimu „Beatrice”


The Not Forgiving One

Re: Mevennea Daarina Ismara Artdill

on Czw Maj 10, 2018 2:19 pm
Prosiłabym o sprawdzenie kp.

Re: Mevennea Daarina Ismara Artdill

on Czw Maj 10, 2018 9:03 pm
Nie mam zastrzeżeń.

Akcept!

Na start otrzymujesz ode mnie 200 PD.

Kartę zamykam i przenoszę. Życzę miłej gry.
Sponsored content

Re: Mevennea Daarina Ismara Artdill

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach